Słuchałem radia nocą
Tytuł tego wpisu to cytat, który od kilku lat mam z tyłu głowy, chociaż usłyszałem go bardzo dawno, ze 30 lat temu, alebo jakoś tak. Powiedział go Gudzowaty, swego czasu jeden z najbogatszych Polaków, opowiadając o tym jak stracił pracę, siedział w nocy w kuchni i słuchał radia. Ja radia słuchałem od zawsze, jako dziecko usypiałem przy audycjach PR, wysłuchując słuchowisk albo na żywo śledząc eliminacje do konkursu Zecchino d’Oro. Cytat Gudzowatego przypomniałem sobie jakiś temu, bo gdy w pandemii zawalił się świat też siedziałem, akurat na tarasie, przy biurku, i słuchałem muzyki. Rzeczy, do których potem instynktownie już przez lata nie wracałem. Było ciężko.
Ale jednym z formatywnych doświadczeń i najlepszych wspomnień jest szwedzkie, a konkretnie gteborgskie radio City 107. Słynne lokalnie „hundra sju” nie istnieje już dłuższy czas, uległo przekształceniom własnościowym i zniknęło, jak u nas Radiostacja czy Rozgłośnia Harcerska. Ale przez lata nadawało ton zarówno w śródmieściu i w podgteborgskich miasteczkach satelitarnych, z których Sävedalen było tak podobne do Konstancina-Jeziorny, jak to tylko możliwe. Miało nawet rzekę o podobnych gabarytach. W połowie lat 1990. siadywałem na dachu werandy od ulicy Ogrodowej i słuchałem muzyki ze sto siódemki. Czasem to było Brothers in Arms i trochę mi się robiło nieswojo, bo jak się miało wtedy 17 lat i było chłopakiem, to wisiało nad tobą widmo przymusowego poboru. A czasem był rok 1995, i akurat wyszła kompilacja Halmstads pärlor od Gyllene Tider i radio w kółko grało ich moje ulubione hity czyli Det är över nu czy Sommartider. To było długie lato, ja się rozbijałem po Europie od wysp Tremiti po Kattegat, kupiłem sobie Red Rain z rysunkami Kelleya Jones i w ogóle działy się rzeczy.

Nie ma teraz takiego radia, ani tam, ani tu. Jest Rock Radio, ale mam z nim ten sam problem co z każdym radiem w Polsce, czyli prowadzący, którzy chcą być zabawni, ale nie są, w kółko te same 20 kawałków i reklamy powodujące obumieranie szarej materii w mózgu.
W tej sytuacji uciekam się do oszukiwania rzeczywistości i słucham przez internet 4. programu Szwedzkiego Radia. Mój szwedzki jest praktycznie nieistotny, może nie zgubiłbym się w mieście, ale czytanie gazety mnie przerasta. Z serwisów informacyjnych wychwytuję jedynie słowa kluczowe, z sieczki anchorowej tyle o ile, ze słuchowisk dla dzieci może nieco więcej, do tego grają popową muzykę pół na pół krajową i światową. A co najważniejsze, nie rozumiem większości reklam i mnie nie bolą i nie w nich Cleo, Mariana i Barbary, więc w zasadzie wygrałem w życie. Kocham Szwecję dwudziestowieczną, Szwecję mojego dorastania, poświęciłem jej nawet kilka tekstów w zbiorze Gyllene Tider, który ukaże się w przyszłym roku nakładem ZKF Ad Astra.
Radio SR P4 to muzyka do mojej mentalnej, emocjonalnej windy. Gra w tle, kiedy moje życie się toczy. Taki hardkorowy easy listening.









ryzykując że zabrzmię jak boomer, ciekawe czy dzieciaki teraz jeszcze słuchają radia.
nie żeby się nadawało do tego, odkąd, jak to wykrakał Lewandowski w Pacykarzu, wszystkie stacje radiowe wpadły na pomysł przerywania piosenek reklamami.
chociaż nie wiem czy od reklam gorsi nie są spikerzy/spikerki/osoby spikerskie nie mające ani charyzmy ani dykcji ani niczego ciekawego do powiedzenia, którzy mimo tego nie potrafią sie kurwa zamknąć.
(najczęsciej uzywane słowo w polskim radiu to „yyy”)
Są gorsi/gorsze/gorsze.