Radziecki trop w Stranger Things – Suzie

O tym, jaką rolę grają Rosjanie czy też Sowieci (strasznie nie lubię tego określenia, ale nie ma dobrego rzeczownika odprzymiotnikowego dla słowa “radziecki”) w “Stranger Things” w zasadzie nie ma co mówić – trzeci sezon jest pełen Rosjan, wypełzają spod boazerii przy każdej okazji, domagając się amerykańskiej spożywki i nie szczędząc trudu w bezwzględnej walce z imperialistycznym wrogiem. Czy coś.

Jest jednak pewien trop, który uderzył mnie przypadkiem, przy czytaniu zina “Journey Planet” (i tutaj uchylam fedory przed Krzyśkiem, naczelnym zina KrzysztofZin, którego mam okazję być wydawcą, a którego pierwszy numer “Geedis i przyjaciele” ukaże się już wkrótce).

Jest pewien trop – radziecki – który łączy pozornie niezwiązane ze sobą postacie. Zacznijmy od Suzie, która jest uroczą osóbką, bardzo ładnym tokenem, acz niepozbawionym własnego rytu – Suzie jest kujonką, nie jest nawet nerdówą w pełnym tego słowa znaczeniu. W zamian za wyrecytowanie stałej Plancka wymusza na Dustinie wspólne odśpiewanie “Neverending story” Limahla, co samo w sobie jest sceną wiekopomną. W mojej skromnej opinii najodważniejszą postacią tej serii jest właśnie Dustin – zaśpiewanie dla swojej dziewczyny tego kawałka PRZY WSZYSTKICH jest po prostu aktem najwyższej odwagi i bezprecedensowego poświęcenia, przy którym nawet zachowanie Hoppera blednie.

Suzie, jak wspomniałem, jest osóbką uroczą. Wygląda tak jak na zdjęciu poniżej i możemy zauważyć wszystkie elementy charakterystyczne uroczej inteligentnej i grzecznej dziewczyny: okulary, wielkie oczy, długie starannie zadbane włosy i dziewczęce motywy w stroju i wystroju takie jak kokardki czy kwiatowe wzory. Nie ma co się spierać o to, że jest to obraz stereotypowy, bo też “Stranger Things” lecą na umiejętnym korzystanie z kliszy i zaspokajaniu nostalgii (czy to tej prawdziwej, jaką mają w sobie “dzieci lat 80.” czy tej wyimaginowanej, jaką za ejtisami czują na przykład millenialsi, tęskniąc do czasu i stylistyki, która nigdy nie była ich udziałem).

 

Czy jednak Suzie jest tylko stereotypem, czy też jednak bracia Duffer zabawili się tutaj nieco mocniej ze zbiorową pamięcią?

Jest taki radziecki film fantastyczny dla młodzieży “W drodze na Kasiopeję” (Москва – Кассиопея), wyprodukowany na początku lat 70. Nie wdając się w szczegóły, film opowiada o nastolatkach podróżujących na Alfę Kasjopei z prędkością przyświetlną, pod dowództwem genialnego czternastoletniego Witii Sieredy. Został wielokrotnie nagrodzony na różnych radzieckich festiwalach tu i tam, jako fantastyka i jako produkt dla młodzieży. Obsada jako żywo przywodzi nam na myśl pewną drużynę kumpli od D&D, a stanowi ją rzeczony Siereda, któremu towarzyszą koledzy i koleżanki z klasy, w tym Julia Sorokina, grana przez Nadzieżdę Owczarową. Cele naukowe celami naukowymi, ale gdy ma się czternaście lat, to serce nie raz zagra i wątki romantyczne pomiędzy bohaterami nie są bynajmniej najmniej ważnym elementem produkcji.

Czemu jednak wspomniałem konkretnie Sorokinę? Zobaczkie, jak wyglądała, stoi po lewej w różowym kombinezonie.

Różowy, dziewczęcy kombinezon, okulary w masywnej oprawce, kokardy, kucyki. Tak, jak Suzie, ma w sobie ten nieokrzesany, toporny wdzięk podlotka, który kiedyś będzie rządził jakimś instytutem, programował statki kosmiczne albo odnosił inne sukcesy, a chwilowo jest po prostu dorastającą kujonką, pełną marzeń i wiedzy o świecie.

To, że Dufferowie znali film “Москва – Кассиопея” jest bardzo prawdopodobne. Możecie go zresztą sami obejrzeć w Internet Archive (trwa ok. 85 minut). Czy oparli postać Suzie na postaci Julii? Trudno ocenić. Ale na wszelki wypadek popatrzmy na nie jeszcze raz i niech każde z nas samo zdecyduje, czy chce wierzyć…

Bartek Biedrzycki

Autor książek, komiksów, podcastów i papierowych modeli.