40. słowo na poniedziałek

Ystad strzelił focha w komentarzu (czy też bulwersa powiedzmy), że wczoraj nie było wpisu.

Ja się staram bardzo nie opuszczać i co tydzień się z wami czymś dzielić. I nie jest wcale tak, że nie było czym, bo było.

Mogłem napisać kilka ciekawych uwag o Zu, która nauczyła się paru nowych sztuczek, w tym potrafi wyraźnie dać znać, że chce akurat jajecznicę (a nadal nie mówi), oraz potrafi wymiotować do miski (jak cenna jest umiejętność panowania nad mdłościami to wie każdy student) i o paru innych rzeczach. Np. że potrafi ruszając nogami płynąć do przodu na basenie.

Miałem też kilka uwag do powiedzenia o pierdolonej Poczcie Polskiej i tym złodzieju, moim listonoszu – uważam, że kradnie albo celowo gubi moje przesyłki – do Żony dochodzą wszystkie. Odkąd złożyłem na niego kilka skarg do mnie dochodzą tylko listy z urzędu i z banku.

Miałem też jakiś komentarz na temat słynnej sprawy przesłynnej blogerki i niesławnej gazety, ale nie ma sensu tego cyrku podkręcać, bo po co.

W sumie było jeszcze kilka innych tematów. Ale nie było kiedy o tym napisać, bo zadzwonił kumpel i poszliśmy na piwo. Do lasu. A potem dostałem gorączki bo mnie przewiało. Kiedy ma się 31 lat, to człowiek tak czasem ma. Jestem taki stary.

Bartek Biedrzycki

Autor książek, komiksów, podcastów i papierowych modeli.

Może Ci się również spodoba