Krótka historia pewnej powieści – “Po sezonie”, Bartek Biedrzycki

Przełom wiosny i lata 2021 był dla mnie – podobnie jak dla wielu innych osób na całym świecie – bardzo kiepskim momentem. Przede wszystkim w samym środku lockdownu dostałem informację, że nie mam już pracy i w zasadzie jedyne, co mogłem powiedzieć, to “not this shit again”. Siadłem i wysłałem lekko licząc setkę CV, personalizowanych pod najróżniejsze stanowiska, odbyłem kilka rozmów zdalnie (w tym jedną sam ze sobą, nagrywając film do późniejszego [dużo, dużo późniejszego, sądząc z czasu reakcji] obejrzenia). W końcu w pewnej chwili zadzwonił do mnie ktoś z jakiejś firmy i spytał, czy nadal chcę pracę, po którą najwyraźniej się zgłosiłem.

I tak po szeregu długich i trudnych rozmów i napisaniu pierwszego i jedynego jak dotąd programu w javascripcie wylądowałem w CK Source jako technical writer. Do poprzedniej pracy już nie chodziłem, do nowej jeszcze nie chodziłem i wtedy właśnie wydarzył się letni obóz NaNoWriMo.

NaNo to amerykańska inicjatywa, a rozwinięcie skrótu mówi w zasadzie wszystko –  National Novel Writing Month. Jest to organizacja pozarządowa, urządzająca od wielu, wielu lat miesiąc pisania powieści. W listopadzie. Ja zarejestrowałem się jakoś w 2008 roku i nawet chyba miałem zamiar cokolwiek z tym zrobić, ale to jeszcze nie było moje dni jako pisarza fantastyki.

Porządkując swoje sprawy w siebie i na dyskach odgrzebałem NaNo i natrafiłem na camp, obóz treningowy, taką rozgrzewkę przed listopadem. Usiadłem i napisałem zdanie o szeryfie wracającym znad jeziora do miasteczka. Jest już po sezonie, wszędzie cisza i spokój, nic się nie dzieje. A potem napisałem, że w górach nad miasteczkiem znaleziono trupa i tak już jakoś poszło.

Przez dwa tygodnie siadałem co wieczór i pisałem, kontrolując dzięki narzędziom z NaNo tempo, ilość tekstu i ogólny flow. Zrobiłem sobie nawet wykres z interakcjami, bo w pewnej chwili okazało się, że mam bardzo dużo postaci. Bawiłem się tak, jak wcześniej bawiłem się pisząc o przygodach Godara Czarnobrodego – w gobelin opowieści wplatałem wątki i motywy z mojego pola kulturowego, jak ten renowator, co na gotyckiej katedrze dodał kosmonautę. Wziąłem garść z Lema, coś z Zajdla, z Górskiego, coś z atlasu nieba i MRO, z telewizji a potem jeszcze dorzuciłem Curwooda. Wymagało to ode mnie dość intensywnego studiowania źródeł, w tym np. życia niedźwiedzi brunatnych.

Po niecałych trzech tygodniach orki dałem tekst do przeczytania szwagierce, fance prozy kryminalnej i naniosłem poprawki.

I w ten sposób na początku trzeciej dekady lipca praktycznie gotowa wersja “Po sezonie” trafiła do folderu i czekała na lepszy moment. Na moment, kiedy Korsarz powiedział “no, weź pokaż to”. To dziwna książka, ale Biliński lubi wydawać dziwne książki, więc dogadaliśmy się w tej kwestii błyskawicznie, a potem Ksenia zrobiła redakcję całości i w panice wypychaliśmy gotowy skład do drukarni, żeby wyrobić się na Bachanalia Fantastyczne 2021.

Co więc dostajecie? Rustykalny kryminał fantastyczny z elementami grozy. Dochodzenie w małym miasteczku u stóp gór, na skraju pustynnej równiny. Ale to bardziej Dolina Krążysta niż amerykańska preria, chociaż moja dziecięca fascynacja westernami i nastoletnie lektury przeniknęły atmosferę tej powieści dość mocno. Jest dzika przyroda, jest miłość – często raczej namiętność, jest przyjaźń, służba, seks i śmierć, jest głód, rodzina, narkotyki i wiara, a to wszystko pod ogromnym, nocnym niebem, na którym Ziemia jest tylko małym jasnym punktem.

Ale przede wszystkim jest w tej powieści jeszcze coś – moja wielka radość, zachłyśniecie się zabawą w tworzenie, demiurgowska euforia kreacji. I szczęście, niewiarygodne szczęście, że mogę pisać co chcę i jak chcę.

Premiera – o ile sprawy nie pójdą tak, jak w Nowym Roanoke – 16 października w Zielonej Górze, na Bachanaliach Fantastycznych. A już można zamawiać przedsprzedaż w twardej oprawie.

Bartek Biedrzycki

Autor książek, komiksów, podcastów i papierowych modeli.