146. Superrada dla social media

Polska blogosfera pełna jest fascynujących, przydatnych tekstów, pomagających ogarnąć się w polskiej blogosferze i polskim socjalu. Można trafić nawet na takie cenne uwagi, ja to, że program graficzny przydaje się w przygotowywaniu obrazków na FB.

Postanowiłem sam dodać od siebie perłę mądrości do tego ogrodu zen.

Chodzi konkretnie o stosunek i wzajemną relację między nami a odbiorcami na FB. Nami administratorami stron, nami profilami oficjalnymi, nami photography i całą resztą reprezentacji brandu, jak również nami – profilami osobistymi.

Zauważyłem, że niezwykle często (na podstawie szybkiej obserwacji na pseudolosowej grupie ok. 20 osób oceniam, że zjawisko to występuje w 90% wypadków) gdy ktoś taguje kogoś, używa pełnego imienia i nazwiska.

W starszakach mówiliśmy „po nazwisku to po pysku”.

Rozumiem oczywiście, że dla profil oficjalny czy photography imię i nazwisko to brand (dla laików: marka), czyli rzecz niezwykle ważna i wręcz święta, bo żądna sieć AGD nie zapłaci nam kasy za to, że mamy na nazwisko Maciek. Zapłaci nam za to, że będziemy lizali ich toster (częściej telefon) na billboardzie firmując to swoją marką, czyli właśnie nazwiskiem i imieniem.

Dość dobrze to rozumiem, sam konsekwentnie od paru lat podpisuję się imieniem i nazwiskiem pod swoimi tekstami, pod swoimi scenariuszami, a na jesieni nawet wydaję książkę podpisaną imieniem i nazwiskiem. Ja to wiem, ja to szanuję.

Ale kiedy zwracamy się do kogoś w rozmowie online, to nie ma potrzeby dokonywać na niego projekcji swoich potrzeb i walić imieniem i nazwiskiem. (No chyba, że to ktoś z pierwszego miejsca listy polskich najlepszych blogów opublikowanej na jakimś blogu).

Piszmy do siebie po imieniu. Jak normalnie, w rozmowie.

Wiem, że to wymaga dodatkowego kliknięcia i skasowania nazwiska, ale na bogów, to jedno kliknięcie klawiszem.

A twoja wypowiedź nagle zaczyna mieć +100 do fajności i nie brzmi jak list z urzędu skarbowego.

Chyba, że stojąc z kubkiem jutro wyciśniętego soku z malezyjskiego ananasa na kameralnym spotkaniu polskich twórców  contentu w ramach szkolenia z rebrandingu też mówicie do siebie nawzajem „Wiesz, Janku Kowalski, ostatnio na Blog Forum Wherever…”

To wtedy nie zachowujcie się jak ludzie.

PS. Powyższa złota rada nadaje się także dla zwykłych ludzi, którzy po prostu mają FB.

Bartek Biedrzycki

Autor książek, komiksów, podcastów i papierowych modeli.

Może Ci się również spodoba

  • O łał, faktycznie, wystarczy kliknąć i bekspejsem skasować nazwisko, dzięki za protipa!

  • to czyste lenistwo i niewiedza, Bartku ‚godai’ Biedrzycki, hihi

  • Rasti

    Ale fakt, że wiele osób po prostu nie wie, że tak można.
    A inna sprawa (posługując się Twoim przykładem), że głupio brzmi zdanie „Przygotowałem to dla Krzysiek.” „Przygotowałem to dla Krzysztof” brzmi jeszcze bardziej kretyńsko. A fb nie pozwala puki co zmieniać formy imienia.
    A szkoda.

    • Ale „Przygotowałem to dla Krzysztof Kowalski” nie brzmi wcale lepiej. :D

      Natomiast można napisać „Przygotowałem to dla Krzysztofa” doklejając a za aktywnym linkiem.

      Nie ma sprawy.

      • Rasti

        Próbowałem dopisać takie „a” na końcu i zwykle rozwalało mi to linka. Ale skoro mówisz, że tak się da, to spróbuję.
        Pozostaje jeszcze problem typy Anna > Annie czy Anny, ale miejmy nadzieję, że i to kiedyś pozwolą zmieniać. Zresztą optymalna by chyba była możliwość używania nicków – coś jak URL.