136. Kompleks długi jak warszawskie metro

W piątek zamknąłem ostatecznie tekst finalny do „Kompleksu 7215”, który przez cały ten czas na moim dysku nazywał się po prostu akd.doc.

To była dla mnie dość długa droga, samego pisania w sumie nieco ponad dwa miesiące, ale nigdy nie planowałem, że to tyle potrwa. Przyznam się szczerze, że tekst wywinął mi numer, i sam się strasznie rozrósł do objętości, jakiej nie oczekiwałem. Powodów było tak naprawdę więcej niż jeden.

Gdy siadałem do pisania, miałem w głowie pierwsze zdanie i pomysł – wezmą i pójdą do Atomowej Kwatery Dowodzenia, jest 20 lat po termonuklearnej zagładzie, ludzie żyją w metrze, no i „ty słoiku pieprzony”. Myślałem, że to będzie taki sobie szorciak na dziesięć, może na kilkanaście stron.

Były to jednak chybione rachuby, a to z tego względu, że zupełnie odzwyczaiłem się od pisania na strony. Kiedy pisze się do sieci, to można co najwyżej przeliczać objętość na ilość słów / znaków, albo zupełnie ulotnie na ilość ekranów, które na każdym komputerze są inne. Drugą sprawą jest, że od lat nie pisałem nic fabularnego. Owszem, napisałem kilkaset recenzji, napisałem też sporo stron scenariuszy, ale to wszystko zupełnie inna sprawa. AKD miało być wprawką, klasycznym dla mnie, sprawdzonym pomysłem – rozbudowany świat przedstawiony i pointa. W dodatku tutaj mniej ważna, bo jest boleśnie oczywiste, co oni w Kampinosie musieli znaleźć, jak już tam doszli.

Tymczasem po pierwszy rozdziale jakoś tak zacząłem się rozpisywać. Na blogu tego może nie widać, ale szczególnie te początkowe fragmenty zostały rozbudowane miejscami dość mocno, żeby trochę lepiej pokazać świat po Zagładzie, a także, żeby przedstawić motywację bohaterów. No, jednego czy dwóch, bo reszta postaci to tylko tło dla ich działań. Jednak zanim wreszcie ruszyli w drogę, to zrobiło się już tego tekstu nagle dużo. A potem, jakoś tak czułem, że nie można po prostu napisać, że po przebyciu iluś tam stacji wyszli na zewnątrz i wleźli w las. Tym bardziej, że pojawiały mi się pomysły – własne i podsunięte, że pojawiały się uwagi od komcionautów i jakoś to wszystko po prostu domagało się wyjaśnienia.

Przygotowałem więc szkielet, strukturę, której roboczo ponadawałem tytuły, z których większość się ostałą. Dzięki doświadczeniu w pisaniu scenariuszy udało mi się stworzyć szkielet na tyle dobry, że wymagał tylko dwóch zmian w swej strukturze – musiałem dodać rozdział „Grzechy ojców”, aby jakoś uzasadnić zadymę na Słodowcu. W pewnej chwili także usiadłem i dopisałem prolog, który motywował działania Borki; potem dopisałem jeszcze epilog, który początkowo miał być takim barwnym dodatkiem, ot, mały bonus, że wszyscy mają się dobrze i jest po staremu.

Epilog ten w piątek jeszcze poprawiałem i dopiero wtedy nadałem mu ostateczny kształt, wraz z zamykającym paragrafem. Paragraf ten wziął mi się zupełnie z zaskoczenia i wmusił się w tekst. Nie żałuję go. Jest, jaki jest, według mnie jednak się broni.

Mam świadomość, że być może, zamiast publikować tę wersję, powinienem teraz odłożyć ją na kwartał, potem dopiero usiąść do wydruków, przeczytać, poprawić, rozbudować. Może wtedy zamiast tych 68 stron zrobiłbym z tego więcej, a może wywalił część? Nie wiem. Wiem, że nie spodziewałem się poświęcić na krótkie w założeniu opowiadanie tym chyba 10 tygodni i nie czuję się na siłach dalej nad tekstem pracować.

Co teraz? Albo, jak mawia krakowski intelektualista: „icoteras?”

W środę na blogu opublikuję przedostatni rozdział opowiadania i na tym w dziale Szkice i skrawki będzie koniec. Finał historii poznać będzie można w ebooku – razem z poprawionymi wersjami poprzednich rozdziałów, prologiem, epilogiem, kolorową okładką, poprawioną mapą oraz ilustracjami Adlera, Okońskiego i Pałki. Moim zdaniem – świetnymi ilustracjami, bo każdy z chłopaków pojechał w swoim, charakterystycznym stylu i mieli w zasadzie pełną swobodę. Odbieranie maili z tym ilustracjami to była przyjemność.

Podobną zabawę miałem z okładką, której ojcem chrzestnym jest Michał, autor powieści „Ołowiany świt”. Jest on zresztą w pewien sposób katalizatorem powstania „Kompleksu 7215” – po tej lekturze poczułem, że sam też mogę mierzyć się ze światem. Michał użyczył swojego zdjęcia na okładkę, która, chciałem aby przypominała oryginalne okładki od serii „Uniwersum Metro 2033”. Broni się, chociaż oczywiście, gdyby ktoś mi to namalował, to byłoby inaczej. Ale ilość darmowych przysług to dość niska liczba i nie należy próbować jej na siłę przekraczać.

W grudniu planuję premierę ostatecznej wersji tekstu – chociaż korci mnie, żeby puścić ją wcześniej. Tym bardziej, że egzemplarze autorskie i niektóre recenzenckie już wczoraj wieczorem rozesłałem. W grudniu także, o ile nie będzie Zagłady, planuję spotkanie premierowe. Gdzie i kiedy – to napiszę, ja sam będę wiedział.

Wychodząc naprzeciw potrzebom współczesnego świata przygotowałem wersję pdf – 68 stron z ilustracjami, Cambrią dwunastką na A4, w sam raz do wydrukowania sobie do autobusu. Będzie też wersja epub i mobi do pobrania, oraz możliwość czytania z aplikacji Wattpad (sam korzystam, daje radę). Wszystko to oczywiście za darmo, bo próba brania pieniędzy za kulturę w tym kraju jest próbą rozczulającą, ale też rozczarowującą.

„Kompleks 7215” to nie jest polskie „Metro 2033”. Nigdy zresztą nie miał być. Skorzystałem z pomysłu na świat, ale w sumie prócz życia pod ziemią i pewnych elementów sztafażu to jest takie zwykłe, standardowe postapo.

Jestem strasznie zadowolony, że dotarłem do tego momentu – zamknąłem tekst. To mój pierwszy beletrystyczny tekst od ponad dwóch lat, od czasów „Mistrz i padawan„. Wcześniej pisałem chyba z dekadę temu, nie licząc szorta na okoliczność śmierci Karola Wojtyły. Raczej nie zacznę teraz pisać masowo, ale to było dobre, ciekawe doświadczenie.

Ktoś mógłby napisać jeszcze jakieś opowiadania w tym świecie. Wydalibyśmy razem zbiór opowiadań. Służę mapą i notatkami. Mam nawet schemat torowisk całej I linii metra razem z rozjazdami i torami odstawczymi.

Bartek Biedrzycki

Autor książek, komiksów, podcastów i papierowych modeli.

Może Ci się również spodoba

  • Radzio

    I wykonałeś dobrą robotę. Nadal uważam, że udźwigąbyś pełnowymiarową książkę.

  • Pawouek

    Chwała Ci!
    Jak tylko będziesz miał czas, pisz! Jest nas tu paru, którzy z chęcią wciągną kolejne ‚strony’ :)
    A na razie ogromne „Dziękuję”!

  • Mógłbyś spróbować jednak coś na tym zarobić. Stworzyłeś naprawdę dobre opowiadanie. Pomyśl czy nie warto wrzucić e-booka do sklepu lub przygotować wersję na Kindla? Można też publikować w odcinkach tak jak teraz tyle, że z dostępem dla tych, którzy „docenili”. Kilka pierwszych rozdziałów jako teaser.

    • Mógłbym. Może kiedyś :D

      • Dzisiaj się o projekcie dowiedziałem – jako że akurat metro pochłaniam (w mrok dokładnie) to jestem na bieżąco – będę trzymał kciuki za powieść – jak będzie dobrze przygotowany ebook – kupuję :)

        • Bardzo cieszę się z zainteresowania. W chwili obecnej trochę się pozmieniało – ten tekst jest już nieco nieaktualny, bo pracuję nad rozszerzeniem tekstu do objętości powieści i jeśli wszystko się uda, planuję wydanie na papierze. Na pewno będę też starał się o wydanie elektroniczne.

          Na marginesie – „W mrok” to prawdopodobnie najlepsza część trylogii Diakowa.

          • Trzymam kciuki – btw: w naszych warunkach zamiast metra by się lepiej śląskie kopalnie może sprawdziły? :))

          • Nie znam się, więc się nie wypowiem :D Piszę o moich rewirach, żeby się nie podłożyć.