Aliens vs Predator (TM-Semic)

Kilka uwag o przedrukowanym u nas przez TM-Semic w połowie lat 90. komiksie Dark Horse „Aliens vs Predator” spółki Stradley/Norwood/Warner, który był o tyle lepszy od filmów pod tym samym tytułem.

Bartek Biedrzycki

Autor książek, komiksów, podcastów i papierowych modeli.

Może Ci się również spodoba

  • michal

    0,01 MB ? 

  • au

    rany jaki to był dobry komiks.
    (poza rysunkami pod koniec)

    •  Klasyk jak dwóch różnych ludzi rzeźbi i terminy gonią :D

      • au

        sama końcówka była całkiem ok, tylko ten przedostatni rozdział zły. tak mniej więcej od momentu jak Machiko wraca po doc Revnę do końcowego wybuchu, czyli w sumie w kulminacyjnym momencie akcji, way to go, man. a już zwłaszcza kolorysta daje dupy. przy scenie jak zbierają Predatora kopterem z masztu radiowego to chyba nawet nie usiadł na krześle.
        natomiast początek był mega miodny, zwłaszcza to jak były zaprojektowane przedmioty, jakby naprawdę ktoś nad tym posiedział, szczególy, loga firm na butach i ciuchach (i wszechobecne logo kompanii) jakieś tabliczki z napisem „recycle all paper”, jak coś było nitowaną konstukcją stalową to nity były narysowane, i design pojazdów, zwłaszcza skuter powietrzny.
        i historia była fajna, to, że to są koloniści a bohaterka jest administratorką a nie dowódcą komandosów jest zajebiste, dlatego całość ma ten feeling american frontier, oblężony fort, kowboje kontra Obcy. można sobie wyobrazić jak wyglądała walka z Obcymi osadników na LV-426, której Cameron nie nakręcił.
        za to sequel… rany jakie to było gówno. i potem jeszcze było Xenogenesis, rany jakie to było gówno.
        i jeszcze Aliens vs Predator vs Terminator, że nie wspomnę o Aliens vs Predator vs Darkness vs Whitchblade, rany jakie to było gówno.
        w ogóle ten franchise jest pełen produktów z przeciwnych biegunów pod względem jakości, z jednej strony gówno z drugiej Alien: Labyrynth, w Polsce wydany, nie wiedzieć czemu bez pierwszego rozdziału.

        •  Kolorysta to dawał dupy bardziej regularnie, np. piloci zamieniali się kolorem włosów chyba ze dwa razy. Ja się przyznam, że AvP czytałem niewiele. Ale ten to zacna robota jest.

          • au

            na jednym rysunku jest taki numer, że pola które miały być jasne, bo oświetlone reflektorami motorów powietrznych pokolorował na ciemno bo potraktował je jak ich cienie:P swoją drogą ciekawe czym oni wtedy kolorowali, to wygląda jak prosty program graficzny, bo kolory są płaskie, ale fotoszopy chyba jeszcze nie było.

          •  Otomo w komentarzach do „Farewell to all weapons” pisał, że używał jakiegoś specjalistycznego systemu do kolorowania, ale to było z dekadę wcześniej. Trudno powiedzieć, co wtedy mieli.

        • au

          internety mówią, że Farewell jest z ’92 a AvP z ’90go, więc nie taka duża różnica.