11. słowo na niedzielę

Tak, będzie o tym.

Zasady są po to, żeby je łamać.

Jest to jedno z najgłupszych powiedzeń, jaki znam. Durne, szczeniackie i prawie zawsze prowadzi tylko do kłopotów.

Ale co zrobić, jeśli zasady są niejasne, a ich interpretacją i egzekwowaniem zajmują się arbitralnie i dowolnie ludzie, co do których rzetelności można mieć poważne wątpliwości?

Kiedy widzi się w identycznych sytuacjach różne interpretacje, a sytuacje rozpatrywane są pod kątem zgodności z aktualnie pasującymi zasadami, w całkowitym oderwaniu od jakiegokolwiek kontekstu i bez brania pod uwagę okoliczności?

Wtedy, niestety, należy dupę zebrać w troki i wyjść. Bo zasady, nawet jeśli są naginane, źle interpretowane i wymuszane przez głupców, to nadal są zasady. I źle jest je łamać, nawet, jak się ich nie szanuje.

Szkoda, że dużo rzeczy zmienia się dopiero wtedy, kiedy te zmiany nie mają już żadnej wartości i nic dla mnie nie znaczą, bo za dużo szkód zostało wyrządzonych i nie mam ochoty wracać; także dlatego, że nie wierzę, żeby zmiany były czym innym niż kosmetyka.

I właśnie dlatego spotkania takie, jak to opisane tydzień temu muszą się odbywać regularnie. Żeby można było spokojnie, bez nawiedzonych kolesi sterczących z kijem nad głową, pogadać z ludźmi o tym, co lubimy. Bez obawy, że dyskusja nie będzie przebiegać według jedynej słusznej linii.

Bartek Biedrzycki

Autor książek, komiksów, podcastów i papierowych modeli.

Może Ci się również spodoba