19. słowo na niedzielę

Przewidywany czas czytania: 2 m

Ignorance is preferable to error, and he is less remote from the truth who believes nothing than he who believes what is wrong.

Tomasz Jefferson

Jest co najmniej kilka rzeczy, o których mógłbym dziś napisać.

Na przykład, że nadszedł kolejny rok. Mógłbym napisać postanowienia, które byłyby bzdurne i nieziszczalne. Chociaż niektórzy potrafią. Każdy chyba słyszał historię faceta, który po północy przyjechał na posterunek, oddał kluczyki i prawo jazdy i oznajmił osłupiałym policjantom, że ma takie postanowienie noworoczne – nigdy już nie jeździć po pijanemu. Miał 1.5 promila we krwi, grozi mu dwa lata więzienia.

Mógłbym wyśmiać takie postanowienia, podsumowania itp. ale żapąfą zrobił to już w piątek i chyba lepiej, niż ja bym to zrobił.

Mógłbym napisać parę słów o pseudointelektualnych, pseudoakademickich dyskusjach rodem z internetu. Ja jestem człowiek prosty i wolę, jak mi kolega powie „bo ona miała sutki jak McKellar” niż czytać kocoboły w stylu „w empiryzacji owych sutków, szczególnie w kontekście kulturowo-religijnych konotacji, zwłaszcza w świetle poprzednich prac autora, w tym pewnej ultra rzadkiej, limitowanej serii, którą mam honor posiadać w swoich zbiorach, a której zdobycie kosztowało mnie ogromne nakłady czasu i środków, doszukiwać należałoby się ekstrapolacji i projekcji kondycji człowieczej w kontekście szerzej pojętej ikony, której funkcja seksualna jest jedynie zwodniczą i nie jedyną”.

Ale nie napiszę o tym, bo fajnie się o tym plotkowało na gadu, ale już drugi raz nie chce mi się tego mielić.

Mógłbym też napisać o tym, nad czym ostatnio pracuję, bo to dość modne. Ale nie pracuję nad niczym nowym, o czym wszyscy zainteresowani by już nie wiedzieli.

To samo tyczy się także rzeczy, o których mam zamiar napisać na GŚ, ale po co psuć niespodziankę czytelnikowi?

Jednym słowem, chyba mógłbym zupełnie o niczym dziś nie pisać. Ale wtedy musiałbym opuścić niedzielę, a przecież pisanie takiego cotygodniowego wpisu (bo nazwanie go felietonem grozi zaraz ogólnointernetową intifadą i ekshumacją Torquemady, aby mógł mnie pokarać za nadużywanie terminu [odwrotnie niż w przypadku kontrowersji z terminem „recenzja”]) jest dla mnie jakimś rodzajem celu samego w sobie.

Poza tym, mogę wpisać się w popularny trend kreowania się na e-celebrity dzięki mówieniu o wszystkim, mimo, że naprawdę nie ma się nic do powiedzenia.

Oszczędzę sobie też na koniec ironicznego komentarza o byciu ignorantem. Bo byłby zbyt oczywisty.

Avatar photo

Bartek Biedrzycki

Autor książek, komiksów, podcastów i papierowych modeli.

You may also like...

7 komentarzy

  1. Rob pisze:

    >Mógłbym napisać parę słów o pseudointelektualnych, pseudoakademickich dyskusjach rodem z internetu.

    Masz na myśłi Julka?

  2. godai pisze:

    Raczej tzw. „zakisłe fora”.

  3. Rob pisze:

    Zakisłe Moczary Intelektu, gdzie krążą wampiry?

    Myślałem, że jakąś soczystą awanturę przegapiłem.

  4. godai pisze:

    W ogóle, często się wszyscy więcej spodziewają po tym, co ja tu wypisuję. Jakiegoś drugiego dna szukają, jakby to komiks był czy coś.

  5. pawelk pisze:

    To już druga niedziela w tonie „Mógłbym napisać, ale nie napiszę”

    A nie piszesz bo:
    a) wiesz, że my to wiemy, bo masz inteligentnych czytelników
    b) nie chce Ci się, ale coś pisać trzeba

    Może byś wreszcie coś napisał… Batmana jakiegoś polecił. On tam znika i umiera w Stanach, a Ty nic.

  6. au pisze:

    zapodałbyś zdjęcie tych sutków.

  7. godai pisze:

    @pawelk: o Batmanie tu nie piszę, bo jest B180 od tego. Batman umiera kolejny raz, zresztą nie oszukujmy się, nie ma jeszcze w popkulturze takiego tworu, żeby protagonista nie przeżył wybuchu helikoptera, odsyłam chociażby do Death in the family gdzie Joker „zginął” w ten sposób. Dlatego tam z JAPONem i Chudym polecamy (tam w sensie na B180) stare dobre komiksy, a nie te wyrzygi współczesne.

    @au: proszę:

    Tu więcej

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Bartek Biedrzycki,