80-lecie Muminków – Kometa nad Doliną Muminków

Drugi tom i wszystko się rozkręca. Na całego.

Tekst: Bartek Biedrzycki, muzyka: Graeme Miller & Steve Shill (z brytyjskiej czołówki serialu „Opowiadania Muminków” Studia Se-Me-For)

Poniżej znajduje się surowa maszynowa transkrypcja nagrania:

Ten pierwszy tom – a taki pierwszy niekoniecznie dla nas pierwszy, bo oczywiście w Polsce opublikowano go dopiero w 1995 roku – czyli „Małe trole i duża powódź”, to było takie wprowadzenie do świata muminków, natomiast prawdziwym takim odpaleniem na pełnej była „Kometa nad Doliną Muminków”. „Kometa nad Doliną Muminków”, która ukazała się w oryginale jako „Polowanie na kometę” w 1946 roku. Tove dwa razy jeszcze zmieniała tę książkę: „Muminki na polowaniu na kometę” i ostatnia wersja „Nadciąga kometa”, która ukazała się w 1968 roku.

Po polsku ukazała się jako „Kometa nad Doliną Muminków” w 1977 roku w tłumaczeniu Teresy Chłopowskiej. To ona właśnie jest odpowiedzialna za to, że mamy Mamę Muminka i Tatę Muminka i wszyscy pytają jak mówiono na Mamę Muminka zanim została mamą. Odpowiedź na to dają „Pamiętniki Tatusia Muminka”, które są dużo później w serii, więc na razie nie będę o tym mówił.

Natomiast Chłopowska skanonizowała wiele rzeczy, jeśli chodzi o muminki i „Kometa nad Doliną Muminków” to jest ten tom, od którego faktycznie wszystko się zaczyna. Mama, Tata, Muminek i Ryjek mieszkają w niebieskim domu w Dolinie. A pięknie jest w Dolinie.

Tylko, że coś się psuje. Niebo jest jakieś inne, wszędzie jest kurz i Piżmowiec – który mieszkał dotąd pod mostem, a w zasadzie w norze nad brzegiem rzeki, bo nie było tam mostu; dom mu się zawalił, kiedy tatuś muminka zbudował most – mówi, że nadciąga zagłada. Mama bardzo się niepokoi o chłopców, mniej o Ryjka który jak jest takim sobie typowym Ryjkiem zapatrzonym siebie, niezbyt mądrym i strasznie znerwicowanym, ale Muminek zaczyna się denerwować. Więc wysyłają ich na wyprawę do obserwatorium w Górach Samotnych.

Chłopcy wyruszają. Po drodze spotykają Włóczykija i przeżywają z nim ogromną ilość przygód. Poznają też Pannemu Migotkę i jej brata. Pannę Migotkę, co warto zaznaczyć, Muminek zakochuje się w niej już zanim pierwszy raz ją zobaczy i uratuje jej życie. Jak przystało na dzielnego rycerza. Muminek jest bardzo rycerski, bardzo odważny. W każdym razie stara się. Ta ekipa przeżywa wiele przygód i wraca do Doliny akurat wtedy, kiedy w ziemię ma uderzyć kometa i ma nadejść koniec świata. Trzeba przyznać, że bardzo dużo z tego to są rzeczywiście takie fajne, bardzo radosne przygody, ale cały klimat i ta wizja apokalipsy, tego, chciałem powiedzieć Armagedonu, ale użycie Armagedonu nie jest tutaj właściwym słowem, to jest bardzo silne napięcie, bardzo ciężkie. Myślę, że Tove doskonale zdawała sobie sprawę z tego, pisząc tę książki. To jest taka rzecz, którą można czytać dzieciom.

Nie będzie tak łatwa do wciągnięcia, jak poprzednia, ale przecież właśnie literatura, właśnie sztuka w jakiejś formie służy nam, żeby oswajać emocje. Myślę, że tutaj to, że w obliczu zagłady cały czas najważniejsza jest przyjaźń, rodzina, to co Muminek mówi: „kiedy jest się w domu, to nic złego nie może się zdarzyć”. To są rzeczy, które promują bardzo fajnie, takie uniwersalne, proste, ale bardzo podstawowe wartości, które w życiu bardzo są potrzebne.

Z takich rzeczy, które również zapadły mi bardzo w pamięć, jest moment, kiedy Włóczyki mówi, każdy byłby bardzo samotny, gdyby się go wszyscy bali. On mówi to pod adresem Komety, ale jest taka postać w tej serii, do której świetnie to stwierdzenie pasuje. Postać, której wszyscy się boją i która potem w przedostatnim tomie „Tatuś Muminka i morze” okazuje się być tak naprawdę po prostu bardzo samotna. Mowa tu o Buce, która akurat w tym tomie się nie pojawia. „Kometa nad Doliną Muminków” to już jest pełnoprawna powieść przygodowa, dziesięć rozdziałów, naszpikowanych wydarzeniami, niesamowitymi zwrotami akcji, niebezpieczeństwami. To jest taka powieść przygodowa ze starych czasów, z dawnych lat.

No i są wszyscy nasi ukochani bohaterowie, bo jest i Migotka, trochę taka trzpiotka, trochę próżna, trochę może niezbyt bystra, ale wie, że pewne rzeczy w życiu się liczą, takie jak piękno na przykład i żeby koniecznie zjeść na dobrej zastawie i żeby przykryć się porządnie na noc, bo inaczej będzie zimno. Jej brat, który teraz pewnie ktoś szukałby mózgu w dupie i zdiagnozowali by go z czymś, jakąś nerwicą natręctw albo jakimś innym zaburzeniem, bo Migotek zawsze chce prowadzić zebrania, wszystko omówić, wszystko musi zanotować i wszystko musi mieć zorganizowane. Jest Włóczykij, który jest takim typowym hipisem, chociaż zwróćmy uwagę na to, że kiedy Tove pisała tę książkę, jej pierwszą wersję, to nie było jeszcze hipisów. To były lata czterdzieste, połowa lat czterdziestych. Powiedzmy, jak już mówimy o ostatnim wydaniu z sześćdziesiątego ósmego, to wtedy rzeczywiście możemy podyskutować o tym, że Włóczyki został hipisem. Trudno mi powiedzieć.

Musielibyśmy porównać oryginalne teksty, a nie wiem, czy takie porównanie po polsku wyszło. Wydaje mi się, że nie. Natomiast moja znajomość z szwedzkiego nie pozwala mi na tyle swobodnie czytać literatury po szwedzku, żeby to stwierdzić. Faktem jest, że mamy tam całą galerię. Mamę, która, kiedy okazuje się, że muszą się ewakuować, stwierdza, że wszystko jest najważniejsze. Nawet muszle leżące na rabatach trzeba uratować, bo przecież bez muszli leżących na rabatach nie będzie można odbudować rabat po zniszczeniu ziemi. I trzeba dbać o to, żeby piękno, które nas otacza, zostało ocalone. I Tatuś, który swoje w życiu przeszedł, wędrował przecież z hatifnatami. Jak wiemy z późniejszych tomów, dzieciństwo miało ciężkie, bo wychowywał się w sierocińcu, z którego uciekł przy najbliższej możliwej okazji. Trudno się zresztą chłopu dziwić. Chyba każdy, gdyby mógł, to w takiej sytuacji zachowałby się podobnie. Więc życie go trochę przetyrało. A on jest taki spokojny. Kręci się za wszystkim, wszystko robi. Mówi, co mamusia mu każe. Ale ma swoją agendę. Bo chciałby mimo wszystko, żeby życie jednak toczyło się po staremu.

I w tym takim chaosie, wśród strasznego zagrożenia, w świecie, który został w zasadzie przenicowany w pewnym momencie, bo doszło do tego nawet, że ocean się cofnął i już go nie było. I wszystko było suche i straszne. I wszyscy uciekali. Gdzieś ten dom w Dolinie jawi się jako taka przystań. Taka ostoja, do której nasi bohaterowie dążą. Bo wiedzą, że kiedy jest się w domu, to nic złego nie może się zdarzyć. I myślę, że to jest chyba najważniejsze przesłanie tego tomu. Wskazanie na to, że trzeba trzymać się tego, co znamy. Tego, co jest proste, dobre. Tego, co jest piękne. Bo to są rzeczy, które w życiu zawsze z nami zostają. Nie przedmioty. Mówi o tym Włóczyki, kiedy każe Ryjkowi wyrzucić namiot w przepaść, kiedy Ryjek nie ma go już siły nieść. Ryjek chciałby go zachować, bo przecież to jest fajny namiot. Można by go było rozstawić nad rzeką. Mieszkać w nim. Ale Włóczyki mówi, masz przecież grotę, po co ci namiot? Po co nosić ze sobą przedmioty?

Obserwujemy problemy paszczaków. Jednego, który zbiera chrząszcze. Drugiego, który gania za klaserem ze znaczkami porwanym przez wiatr. Rzeczy, posiadłości, ruchomości nie są w życiu człowieka ani muminka, ani Włóczykija, ani żadnego innego małego leśnego zwierzątka, ani duszka tak naprawdę ważne. Bo liczy się coś innego. Liczy się ten krąg, który nazywamy rodziną. Także, słuchajcie, polecam Wam „Kometę”.

Polecam Wam też sięgnięcie do polskiej ekranizacji. Ona pojawiła się na kilka możliwych sposobów, bo najpierw był seria. Co ciekawe, kiedy książka wyszła w 1977, już w tym samym roku zaczęto realizować serial telewizyjny polsko-austriacki, zrealizowany przez Semafor, „Opowiadania Muminków”, które bazowały w bardzo dużej mierze na prozie Tove do tego stopnia, że scenariusze do opowiadań były wysyłane do Finlandii i Tove je czytała i zwracała z uwagami. To jest serial całkiem inny od tego japońskiego, który jest też w Polsce bardzo dobrze znany z początku lat 90-tych. I „Opowiadania Muminków” przedstawiają wydarzenia z komety nad Doniną. Fragmenty tych wydarzeń są zebrane potem w filmie „Szczęśliwe Dni Muminków”. To jest taki ciekawy hybrydowy film z 1983, zrobiony z kawałków serialu, z odcinków. Opowiada najpierw o części przygód Tatusia, a potem o części przygód Muminka, Ryjka i Włóczykija, kiedy próbowali dotrzeć do obserwatorium i dowiedzieć się czegoś o komecie. A potem jeszcze raz zmontowano w 2010 roku film „Muminki w pogoni za kometą”, który również został oparty właśnie na materiale zdjęciowym z serialu „Opowiadania”. Dostał nowy dubbing i troszkę nowy cut, nową reżyserię. Także trzeba powiedzieć od razu, że kiedy muminki weszły do Polski, to weszły tam na pełnej petardzie. To było coś, co stało się fenomenem. Moje pokolenie wszyscy mówią, że się bali Buki. Ja nie. Może ja miałem w sobie coś, co miał w sobie Muminek. Ja bałem się innych rzeczy, będąc w tym wieku, bo kiedy muminki leciały w telewizji, to ja byłem jeszcze przecież przedszkolakiem.

I są do dzisiaj niezmiernie popularne. Sam fakt, że mieliśmy i ten japoński serial i wracamy w różnych koprodukcjach do tej naszej produkcji, wypuszczamy kolejne wersje i to, że wielokrotnie książki te są znawiane. „Kometa nad Doliną Muminków” była chyba od pierwszego wydania wznawiana 15 albo więcej razy. To samo dotyczy wielu innych tomów z tej serii. Pojawiają się też książeczki dla dzieci, kolorowanki, cały merch, wszystko to. Jest tego dużo. Ale tak naprawdę najważniejszy jest tekst. Bo jak mawiał nam pewien człowiek od literatury, nie ma nic poza tekstem.

Tove chyba uważa inaczej. Bo napakowała muminki swoim życiem i swoimi wspomnieniami i swoimi przeżyciami. Jeżeli przeczytacie kiedyś „Córkę Rzeźbiarza”, to jest właśnie opowieść o jej życiu, również o dzieciństwie jej, to wtedy zobaczycie, jak bardzo jest to osobista lektura.

Czytajcie. Jest w końcu 2025 rok. 80. rocznica wydania pierwszej książki o muminkach. Myślę, że mało jest lepszych okazji, żeby sięgnąć po klasykę światowej literatury. Nie tylko dla dzieci.

 

Avatar photo

Bartek Biedrzycki

Autor książek, komiksów, podcastów i papierowych modeli.

You may also like...

4 komentarze

  1. au pisze:

    jak bylem w Helsinkach w 2014 akurat była rocznica urodzin Tove Jansson i wszędzie były Muminki, muminkowe gadżety, muminkowe plakaty, w Kansallisgalleria była wystawa o Muminkach i życiu Tove Jansson, a w sklepach z pamiątkami sprzedawali takie fajne pluszowe Buki- przytulaki. kupiłbym ale były duże a wracaliśmy samolotem i żona mi to wyperswadowała.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Mastodon