Molly za skrajem świata

Leningradzki biofizyk i biolog molekularny Nik Pierumow stał się znany wśród czytelników na całym świecie za sprawą swojej fascynacji światem Tolkiena. Wielokrotnie nagradzany autor swoją przygodę zaczął od pisania fanficów osadzonych w Śródziemiu, rozpoznawalność przyniosła mu zresztą pierwsza oficjalna produkcja kontynuująca wątki angielskiego autora, czyli „Pierścień mroku”, rozgrywająca się w trzy wieki po Wojnie o Pierścień, opublikowana w pierwszej połowie lat 90.

W kolejnych dekadach tworzył sporo, ale już w autorskich realiach. Prócz utworów z pogranicza fantasy sięgał także po sztafaż space-opery i steampunka; współpracował również rosyjskim fantastą Siergiejem Łukjanienką.

Okładka wydania polskiego

Opublikowana właśnie w Polsce pierwsza powieść o przygodach Molly Blackwater, „Magia i stal” jest charakterystyczną dla współczesnej popularnej fantastyki hybrydą, wykraczającą poza ramy jednego sztafażu. Na jej kartach czytelnik wchodzi do świata, w którym steampunkowa rzeczywistość splata się z magią rodem z heroic fantasy i postaciami z rosyjskich podań i baśni ludowych.

Główna bohaterka, Molly Blackwater, jest dwunastolatką z Królestwa. Możemy się domyślać w tym polityczno-społecznym tworze ech anglosaskiego świata i historycznej potęgi Imperium Brytyjskiego, chociaż pewne jego aspekty bardziej przypominać będą rzeczywistość amerykańską z przełomu XIX i XX wieku. Sama protagonistka to dość typowa przedstawicielka swojego gatunku, dziewczynka uwikłana w sprawę, której zrozumienie ją przerasta, a której wydaje się być mimowolnym bohaterem i katalizatorem wydarzeń. Wśród jej starszych sióstr dopatrzeć możemy się Alicji Liddell, rzuconej w baśniowy, oniryczny świat króliczej nory, bystry obserwator dostrzeże podobieństwa do bohaterów z ruskich powieści ludowych, ale najsilniejszym dla mnie skojarzeniem była Lyra Belacqua, bohaterka „Mrocznych Materii” Pullmana. Nieupilnowana chłopczyca, zakazana tajemnica, zaginiony przyjaciel, zwierzę-powiernik i inne jeszcze elementy sprawiają, że te dwa podlotki są sobie bliskie.

Życie codzienne panienki Blackwater toczy się utartym trybem. Szkoła, dom, przejęta sztywnymi zasadami matka, nieco pobłażliwy ojciec; czas dzieli między naukę, szkicowanie maszyn wojennych i wymykanie się z domu na spotkania z ulicznikami z gorszej dzielnicy. Wokół buchają kłęby pary, w niebo wzbijają się dymy palenisk a na dalekiej północy toczy się pełzająca wojna ze straszliwymi barbarzyńcami, dzikimi Rooskies odzianymi w kożuchy, którzy parają się magią – sztuką straszną, groźną i absolutnie zakazaną na całym obszarze Królestwa. I wszystko byłoby pięknie gdyby nie fakt, że dwunastoletnia chłopczyca ze zdumieniem i przerażeniem odkrywa w sobie magiczny dar. Nie bez znaczenia ma w tej całej aferze obecność Wsiesława, nastoletniego jeńca, którego królewscy jegrzy przywiedli z ziem barbarzyńców za północnymi górami oraz kotki, która sama sobie wybrała właścicielkę.

W tym momencie rozpoczyna się szalona ucieczka panienki z dobrego domu, która zostaje najpierw jungą na wojennym pociągu pancernym, potem branką Rooskies, aby w końcu stać się uczennicą nie jednej, ale trzech kolejnych sióstr-czarownic, czerpiących swoją siłę z pierwotnej więzi z ziemią i żywiołami. Postawiona przed zadaniem do wykonania, staje się mimowolną bohaterką i zbawczynią świata, jaki znają tajemniczy barbarzyńcy oraz zdrajczynią własnej ojczyzny. Niczym bohaterki sagi Andre Norton, na które rzucony został geas, musi spełnić pokładane w niej nadzieje i ocalić świat. Molly porusza się na tej wyboistej drodze po omacku, jej nauka jest bolesna, trudna i pełna niewiarygodnych przygód. Towarzyszy jej w tym zadaniu rodzeństwo zwierzołaków – niedźwiedź Wsiesław i wilczyca Wołka, a jej mentorką zostaje Starsza – potężna wiedźma, która ożywia zmarłych, hoduje krakeny w podziemiach swej siedziby i budzi strach nie tylko w swoich niemagicznych współplemieńcach, ale także w innych czarodziejach i czarownicach ludu mieszkającego za północnymi przełęczami. Kolorytu całej sprawie dodają znane także polskiemu – być może nieco starszemu – czytelnikowi fantastyczne zwierzęta, które można znaleźć w ruskim folklorze, jak chociażby żar-ptak.

Pierumow jest rzemieślnikiem, ale rzemieślnikiem bardzo dobrym. Roztacza przed odbiorcą panoramę świata bogatego, barwnego, pełnego emocji i wstrząsających wydarzeń. Swojej bohaterce pozwala przejść z przytupem przez kolejne etapy campbellowskiej podróży bohatera, od odmowy przyjęcia zadania, przez zmianę stron, termin u starej mistrzyni, aż po symboliczną śmierć dotychczasowego światopoglądu. Mała bohaterka dorasta emocjonalnie i intelektualnie, chociaż jej serce i dusza desperacko starają się pozostać czyste w złych czasach, które nie pozwalają na proste wybory i łatwe rozwiązania. Udaje jej się jednak nadal być tą uroczą chłopczycą, panną rozdartą między konwenansem, wychowaniem i warunkowaniem społecznym a dzikością i dezynwolturą moralną właściwą osobom młodym i nieukształtowanym ostatecznie.

Ilustracja z wydania oryginalnego, autorka: Jekaterina Gajewska

Dla młodego czytelnika jest to bez wątpienia lektura niezwykle atrakcyjna – zarówno dziewczyna jak i chłopak zidentyfikują się szybko z bystrą protagonistką, której przygód nie sposób nie pokochać. Bo w końcu ilość uroku w dorastającej panience, która równie wiele afektu poświęca starszemu od siebie barbarzyńcy zmieniającemu się w niedźwiedzia co najeżonym wielkokalibrowymi karabinami mitraliezom jest absurdalnie wysoka.

Również czytelnik dorosły sięgnie po tę niezobowiązującą lekturę i nie zawiedzie się, z przyjemnością odnajdując w niej tropy i motywy, które pamięta z lektur wcześniejszych – dla mojego pokolenia często należących do utworów formatywnych. Dla polskiego odbiorcy część padających na kartach powieści stwierdzeń będzie także – raczej nie do końca zgodnie z intencją samego Pierumowa – nieoczekiwanie zabawna, chociaż czasem to śmiech raczej zduszony – jak chociażby peany na część honorności i prawdomówności samych Rooskies, oraz ich bohaterskiego etosu.

Warto sięgnąć po przygody Molly Blackwater, bo autor udowadnia tezę, którą lansował w swoim słynnym cyklu „Kącik złamanych piór” Feliks W. Kres – że przede wszystkim trzeba umieć opowiadać i mieć co; że warsztat dobrego rzemieślnika to podstawa. Dla nastoletniego odbiorcy to z pewnością także lektura, która postawi go przed kilkoma ważnymi pytaniami o swoje miejsce w świecie, o relatywizm dobra i zła i umowność punktu widzenia w tych kwestiach. Dla dorosłego – to rozrywka na satysfakcjonującym poziomie. Dla mnie osobiście, jako autora, także ciekawe zerknięcie na sposoby pracy bardziej doświadczonego kolegi po fachu.

I tak, czekam na drugi tom, bo wprawdzie końcowy cliffhanger zdołałem przewidzieć idealnie już dużo wcześniej, nie sprawia to jednak, że mniej pragnę dowiedzieć się, jak poradzi sobie w dość trudnej sytuacji świeżo upieczona wiedźma w goglach.

Bartek Biedrzycki

Autor książek, komiksów, podcastów i papierowych modeli.

Może Ci się również spodoba