Po-WSK: Ghost World

Przewidywany czas czytania: 2 m

Zbierałem się do tego wpisu prawie tak długo, jak do kupienia samego komiksu. Nie wiem, czemu kupiłem go dopiero teraz. Może dlatego, że kupuję stosunkowo mało komiksów innych niż te z przygodami Batmana (bez kitu, gacek to jakieś ostatnio nawet i 80% moich zakupów [byłoby inaczej, gdyby niektóre serie wychodziły tak regularnie, jak powinny]). Spojrzałem na niego na stoliku na konwencie i kupiłem.

W sumie, to chyba dobrze, że odczekałem tyle z lekturą. Zdążyło mi wywietrzeć z głowy wszystko, co wyczytałem w recenzjach o tym komiksie. Wiem oczywiście, że jest genialny, ale to pojęcie nadzwyczaj względne.

Ghost World jest pokraczny – jak każdy komiks o dorastaniu i wchodzeniu w dorosłość, bo samo to zjawisko jest pokraczne. Historia zilustrowana jest w sposób miejscami niemal groteskowy – rysunki są świetne, ale ludzie na nich przedstawieni wyglądają na wstrętnych. Każde kolejne indywiduum wkraczające na karty powieści zdaje się być istotą wyrwaną żywcem z filmu the Goonies. Nawet samego siebie Clowes zilustrował w sposób, wierzę, tyleż wierny co odpychający.

Bohaterkami są dwie „laski”, bo trudno to inaczej określić. Przynajmniej tak chyba sobie siebie wyobrażają. W rzeczywistości Enid znajduje się gdzieś w połowie drogi między kompletną sierotą, przerażoną zmianami w życiu, a zwyczajną głupią siksą, bez mrugnięcia okiem wpierdalającą bunt dla głupich nastolatków, sprzedawany w supermarkecie w paczkach po 100 i 150 gram, z akcyzą Ministerstwa Jestem-Taka-Inna-I-Oryginalna.

Ten dualizm jej natury sprawił, że do samego końca nie potrafiłem polubić tej postaci. Nawet w chwilach, kiedy okazywała się kimś więcej niż durną dżagą – jak w przypadku incydentu z „durnum Gusem” po wyprzedaży garażowej, wyglądało to jak kolejna groteskowa poza, ustawiona i wykreowana na potrzeby własnej, wewnętrznej widowni.

Nie bardzo wiem, jak ocenić świat duchów. Każdy z nas na jakimś etapie swojego dorastania też czuł się podobnie. Każdemu przytrafił się okres zagubienia, okres tęsknoty za umykającym czasem, dłuższy lub krótszy romans z pozerką w jakiejś postaci (chociażby nieuświadomionej lub skłamanej przed samym sobą). I prawie każdy stanął kiedyś przd konfliktem przyjaźni z miłością, nawet, jeśli jedna i druga ostatecznie nie miała szans okazać się „na całe życie”.

Zostałem po tej lekturze jakiś smutny. A potem powyciągałem jakieś stare drobiazgi z pudła, które trzymam w piwnicy. Głupia sprawa. Z tej perspektywy widzę w nim to samo, co w komiksie Clowesa…


Ghost World
Daniel Clowes
Format: B5
Objętość: 80 stron
Oprawa: miękka ze skrzydełkami
Cena okładkowa: 28,50 zł
Papier: offset

Wydawca: Kultura Gniewu

Avatar photo

Bartek Biedrzycki

Autor książek, komiksów, podcastów i papierowych modeli.

You may also like...

9 komentarzy

  1. r. sienicki pisze:

    Kurcze, chciałbym sobie kupić „Ghost World”. Mam gdzieś na płytce dvd ekranizacje i była całkiem sympatyczna. A ja lubię obyczajowe historie. Musze zakupić.

  2. godai pisze:

    Kup. Warto. Było na WSK, ale byłeś za bardzo zajęty robieniem z siebie gwiazdy, żeby kupować komiksy ;)

    A nie, przepraszam, to nie dlatego…

  3. r. sienicki pisze:

    łohohoho. wyborne doprawdy.

  4. gilo pisze:

    ejno! co to za „komiksy i nie tylko” na winiecie! to moje!

  5. godai pisze:

    Gilo, ja tego subtitla używam od dwóch lat… Po prostu zawsze był w pasku tytułu przeglądarki, a po zmianach został wyciągnięty na grafę. I, kurde, bez kitu, nie skojarzyłem nawet.

    A ty w ogóle to nie miałeś jakiegoś wpisu u siebie po Suppli? Czy ja wtedy za dużo piwa wypiłem?

  6. gilo pisze:

    miałem :)

  7. Co do filmu, to bardzo mi się podobało, że po jego obejrzeniu kupiłem komiks i dostałem coś zupełnie innego, jak w przypadku Akiry. A coś w tym jest, Bartku, o czym piszesz w ostatnim akapicie. Bo chyba z trójki komiksów o tej tematyce, jaką mam (Black Hole i Blankets jeszcze) to ten jest najbardziej dokumentalny – Blankets to genialna introspekcja, Black Hole to taka horrorowa hiperbola, obydwa mocno działające na emocje. A tu, jak jest, tak podane. Nie porwało mnie to, ale jednak często myślami wracam do pewnych zawartych tu motywów.

  8. godai pisze:

    Nie widziałem filmu, ale chyba tak trzeba przekładać międy mediami – adaptując, a nie tłumacząc z papieru na celuloid czy w innych kierunkach.

    Polecam Piekło, niebo – jest jeszcze bardziej „jak jest, tak podane”.

  9. r. sienicki pisze:

    w jakiejś gazecie na dvd dawali ten film. Podrzucę Ci przy okazji razem z „Labiryntem Fauna”. :)

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Bartek Biedrzycki,