Olsztyńskie Dni Fantastyki i Nauki

Olsztynie w tym roku byłem trzeci raz. W zasadzie to mój taki najbardziej oswojony konwent – znam się z organizatorami, znam miejsce, kojarzą mnie nawet stali bywalcy. W zasadzie pojechałbym w tym roku rutynowo, gdyby nie to, że na tegorocznych Dniach byliśmy całą rodziną.

To nie była całkowita nowość – Ala była ze mną m.in. na moim pierwszym „autorskim” konwencie, czyli w Toruniu. Ledwo co byliśmy razem na DF-ach we Wrocławiu. Dzieciaki zresztą też nie były całkiem dzikusami, bo bywały chociażby na Komiksowej Warszawie / Warszawskich Targach Książki. Tym razem jednak to był zmasowany atak, z nocowaniem i dwudniowym pobytem ciągiem na terenie konwentu.

To oczywiście sprawiło, że o rutynie nie mogło być mowy.

20160605_111451a

Pierwszy raz jechałem pociągiem, drugi – Polskim Busem, tym razem pojechaliśmy samochodem. Nie jest daleko, ale na północ od Warszawy trasa jest poprzecinana światłami, a na południe od Olsztyna trasy nie ma, bo ją akurat budują. Mimo wszystko dotarcie na miejsce nie stanowiło problemu. Zaakredytowaliśmy się, a dzieciaki poszły w teren. Fandomowe dzieci to długi i wdzięczny temat, ale dzieciaki konwentowe, biegające po korytarzach i robiące questy to jest małe mistrzostwo świata. Dzieciarni było mało tym razem, więc trzymali się w grupie, razem buszując po stoiskach, salkach i próbując wypełniać zadania. Niektóre były bardzo proste, np. „Zrób sobie zdjęcie ze smokiem”, inne wymagały więcej zaangażowania.

W porze obiadowej zakwaterowaliśmy się w hotelu i mieliśmy zamiar przejść się po mieście, ale Bruno postanowił wpaść do fontanny w sposób całkowity, więc poświęciliśmy sporo czasu na znalezienie dla niego suchych butów. Na teren Uniwersytetu wróciliśmy po południu, szykując się do cosplayu. Ja osobiście udziału nie biorę i nie mam zamiaru, ale dzieciaki były od samego początku bardzo zainteresowane całym pomysłem i chętne, żeby spróbować. Stroje przywieźli ze sobą z domu, przebrali się i ruszyli w korytarze. Muszę przyznać, że sukces był całkowity – oboje zdobyli wyróżnienia i tak myślę, że wcale nie dlatego, że debiutowali i byli najmłodsi. Doprowadziło to zresztą do przezabawnych sytuacji, gdzie na pytanie – „Czy mogę sobie z panem/panią zrobić zdjęcie?” słyszeli w odpowiedzi „No co ty, to ja chcę zdjęcie z tobą!”.

Muszę przyznać, że ludzie zareagowali na dzieci w zasadzie bez wyjątku świetnie i serdecznie pozdrawiam wszystkich, którzy z Zuzą i Brunem wymieniali uwagi i przybijali piątki.

P1160294

Wieczorem mieliśmy jechać na ognisko do Solarisu, ale zeszło nam się – cosplay trwał dłużej, a potem było losowanie nagród za questy (te od zdjęć ze smokiem). Zuza i pozostałe dwie dziewczynki rozwaliły system, zgarniając na oko połowę gadżetów (w tym Zuza skosiła główną nagrodę w postaci trzech tomów sagi o Gregorze – przy okazji brawa, że w nagrodach znalazły się książki; natomiast Tamara, rekordzistka w ilości wypełnionych zadań zgarnęła wjazd na wrześniową Twierdzę w Giżycku).

Jako, że zrobiło się późno, postanowiliśmy iść do knajpy, zamiast jechać za miasto i skończyliśmy w Cybermachinie. Dorośli to klasycznie – piwo i pogawędki, natomiast dla dzieciaków dostęp do kilku konsol (w tym do gry tanecznej z kinektem oraz do Mario z oryginalnej konsoli) był prawdziwym objawieniem. Przy tej okazji chciałem pozdrowić Pawła i całą ekipę z Białegostoku, szczególnie tego z braci, który grał godzinę w Mario z Brunem. A naprzeciwko w Igosie mieli doskonałe burgery.

Niedziela to dwugodzinny blok – w pierwszej części gadałem trochę o „Dworcu Śródmieście” i o dalszych planach, drugą godzinę poświęciłem na opowiadanie o misji Sojuz 4 / Sojuz 5. Publiczność dopisała i jestem bardzo zadowolony z tych spotkań. Udało mi się także pogadać chwilę z Ewą Białołęcką, a wcześniej także z Maciejem Parowski, zaś przy śniadaniu w hotelu przybiliśmy piątki z Michałem Gołkowskim. Znanych ludzi było więcej, ale i ruch spory, więc się nieco mijaliśmy.

20160605_101316

Nie obyło się także bez grania – gameroom był bogato zaopatrzony, chyba nawet aż za bogato, bo mieliśmy problem z decyzją i stanęło ostatecznie na Monopolu. Klasyk zawsze się sprawdza…

Olsztyn opuściliśmy wczesnym popołudniem, bo niestety do domu był kawałek, a niedziela przed poniedziałkiem ma też swoje potrzeby. Opuszczaliśmy go z żalem, bo to była naprawdę udana impreza – kameralna, ale dzięki temu o niezwykłej atmosferze. Zuza dopytuje, kiedy jedziemy na następny. Bruno zachował większą rezerwę, ale wyjazd uznał za udany. My z Alą, cóż, nie negujemy tego poglądu.

Bartek Biedrzycki

Autor książek, komiksów, podcastów i papierowych modeli.

Może Ci się również spodoba

  • Liteon

    kurcze ale fajnie.Wpadanie do fontanny rulez eheh. Zazdraszczam tym co byli…no i ten wykład o misjach Sojuz…. noo następnym razem heeheh

    • Wpadanie do fontanny wcale nie było fajne :D

      • Liteon

        Na postronnych zawsze możesz liczyć heheh :P .
        Nie no spoko domyślam się,takie wpadnięcie mogło wywołać zawirowania z włączeniem powrotu do domu…dobrze,że udało się zaradzić. Kupiliście mu nowe papcie?

  • Krycha Naomi

    Bartku, bardzo się cieszę, że moja inicjatywa z questami została tak pozytywnie przez Ciebie skomentowana! Również miałam niezłą zabawę patrząc, jak dzieciaki latają i z pasją w oczach realizują zadania :) Pozdrawiam i do zobaczenia, zapewne na następnych ODFIN :)