The Greatest B180 Ever Told

Tekst ten jest dostępny także w formie audycji dźwiękowej w podcaście K-pok.

Zgodnie z obietnicą z tekstu „Przedruki Batmana – robisz to źle” dzisiaj na warsztat wędruje „The Greatest Batman Stories Ever Told”. Tym, którzy nie czytali tamtego tekstu pokrótce streszczę małe zamieszanie wokół tego zbioru. Omawiany przeze mnie egzemplarz to drugie wydanie (z roku 1989) oryginalnej wersji tej antologii. Różni się ona zasadniczo od wersji wydanej przez Egmont w Polsce. Tamta jest bowiem przedrukiem późniejszej antologii, w której znalazł się nieco inny materiał (chociaż część się pokrywa), a przede wszystkim ta druga wersja jest znaczącą uboższa – objętościowo o jakieś 40%.

Pierwsze „The Greatest Batman Stories Ever Told” ukazało się na pięćdziesięciolecie Batmana i było fragmentem linii „Greatest DC Stories Ever Told” w ramach której zaprezentowany został Superman, Wonder Woman i inne znaczące postacie. Jej myślą przewodnią było wybranie najbardziej znaczących i najciekawszych opowieści z bohaterem z całego dorobku i zaprezentowanie ich czytelnikowi współczesnemu.

Moja kopia nie jest wprawdzie eleganckim albumem, ale wbrew życzeniowemu myśleniu niektórych pracowników niektórych wydawnictw nie nadaje się wcale do kosza. Mimo tego, że ma prawie ćwierć wieku – trzyma się świetnie, papier nie uległ degradacji, a grzbiet jest w stanie wręcz idealnym. Może więc jest to kwestia nie tyle formy, co jakości wydania? Może Amerykanie potrafią wydawać w TPB? Wystarczy zresztą tego hejta, bo chociaż moja złośliwość nic nie kosztuje, to nie ma co przyzwyczajać odbiorcy do zbyt dużej ilości darmowego dobra. Dla odmiany teraz będzie trochę o samej antologii.

Otwiera ją wprowadzenie Dicka Giordano – absolutnego tytana jeśli chodzi o postać, człowieka który inkował, rysował, redaktorował i cotamjeszcze Batmana przez długie lata, po nim zaś następuje przedmowa Mike’a Golda. Oba fajne, sprawne teksty, z których dowiadujemy się trochę osobistych wspominek i trochę o samej pracy nad antologią. Bardzo bogato ilustrowane, głównie okładkami, które same w sobie są ciekawym wglądem w historię gacego. No, a potem się zaczyna na całego.

Batman versus the vampire, Detective Comics #31-32, 1939, scen.:Gardner Fox, rys.: Bob Kane

Rzecz klasyczna, rzekłbym, w każdym tego słowa znaczeniu. Idealne odzwierciedlenie rynku i stylu opowieści z tamtego okresu. Jest tajemniczy mnich, posługujący się złowieszczą hipnozą i zmieniający się w wilka, są wampiry, jest groza, tajemnica, sensacja i narzeczona Wayne’a, Julie Madison. Z dzisiejszego punktu widzenia rzecz mocno pulpowa, ale Batman jest tam taki, jakim go kochamy – to tajemniczy, mroczny detektyw wyposażony w super-gadżety – baterangi, samoloty i inne przydatne cacka.

Dr. Hugo Strange and the Mutant Monsters, Batman #1, 1940, scen.:Bill Finger, rys.: Bob Kane

Sensacyjna i nadal kompletnie niewiarygodna i kolorowa historia z pierwszego numeru nowej serii. Strange to klasyczny batowski złoczyńca, taki trochę jeśli chodzi o legendarium prekursor Ra’s al Ghula pod względem tworzenia złowieszczych planów. W końcu to archetypiczny szalony naukowiec. Do tego popularny motyw, czyli bezmyślne monstra przypominające zachowaniem potwora Frankensteina. Kluczową frazą jest stwierdzenie siedzącego w kokpicie samolotu i dzierżącego karabin maszynowy Batmana: „Jakkolwiek nienawidzę odbierać życia, obawiam się, że tym razem to konieczne”. Z obecnego punktu widzenia rzecz szokująca i absolutnie niedopuszczalna u tej postaci, nawet, jeśli mówimy tu o zmutowanych olbrzymach.

Knights of knavery, Batman #25, 1944, rys.: Jerry Robinson i George Roussos

Tu w sumie nie ma co dużo gadać. Joker i Pingwin podpisują pakt o nieagresji, a ich wspólnym celem jest eliminacja Batmana i Robina. I to starcza za cały opis.

1001 umbrellas of the Penguin, pasek prasowy, 1946, rys.: Jack Burnley i Charles Paris

Raczej humorystyczna rzecz w paskach. Dowiadujemy się, jak nazywa się naprawdę Pingwin, a on sam ma spore kłopoty logistyczne ze względu na przyjazd starszej ciotki. Dynamiczny Duet dowcipkuje sobie niemal jak w niesławnym serialu, a scena z ciotką otwierającą jeden z napakowanych gadżetami parasoli Cobblepota jest przezacna.

The Origin of Batman, Batman #47, 1948, rys.: Bob Kane i Lou Schwartz

Tytuł mówi wszystko. Batman natrafia na ślad człowieka, który zabił jego rodziców. Ściga go i ujawnia się przed nim. Co ciekawe, kryminalna sprawiedliwość jest dziwaczna i szybka niczym kula, bo wspólnicy Joego Chilla w zemście za „stworzenie” Batmana zabijają jego samego. Do tego retrospekcje z młodości Wayne’a, takie jak ćwiczenia, wymyślenie symbolu i podobne. Jedna z tych ważnych historii, która sama w sobie może nie była rewelacyjna, ale stała się jednym z fundamentów oryginalnego legendarium.

The Birth of Batplane II, Batman #61, 1950, rys.: Dick Sprang i Charles Paris

Złoczyńcy kradną Batplane, chcą go skopiować i wyprodukować super-eskadrę. Pomaga im, chociaż nie do końca z własnej woli, pilot odsunięty ze służby. Batman i Robin tymczasem konstruują nowy samolot. Wchodzimy tu już w nową erę, dawno z tyłu zostały pseudo-naukowe monstra, zniknęła bezpowrotnie magia i siły piekielne, nie ma też w tym odcinku kolorowych złoczyńców – jest za to sensacyjna, kryminalna intryga rodem jak z filmu. No i Sprang, który kształtował wizerunek postaci w nadchodzącej dekadzie.

Operation: Escape, Star-spangled Comics #124, 1952, rys.: Jim Mooney

Krótka dykteryjka, trochę w stylu skautowskich opowieści – Robin zostaje zaproszony na komisariat, aby pouczać policjantów. Ale czego może uczyć stróżów prawa nastoletni akrobata? Sztuki ucieczki z piwnicy za pomocą rakiety do tenisa i buta do baseballu. Wydaje się absurdalne, ale jeśli weźmie się pod uwagę prawdopodobny target – czyli raczej młodszych chłopców, to w sumie rzecz interesująca.

The Jungle Cat Queen, Detective Comics #211, 1954, rys.: Dick Sprang i Charles Paris

Wyobraźcie sobie, że Selina Kyle ma samolot w kształcie kota, który ma opuszczane łapy, którymi może łapać inne samoloty. Teraz wyobraźcie sobie Tarzana w kapturze nietoperza i Koraka w masce domino. A na koniec szarżę dzikich zwierząt i Catwomam odjeżdżającą pośpiesznie na tygrysie. Jeżeli macie wrażenie, że nadchodzą czasy znane z serialu z Westem, to nie, jeszcze nie. Ale mimo, że sama historia nie jest wcale taka zła ani wcale głupia, to jednak ten zestaw drobnych detali tak bardzo nieprzystających do współczesnego Batmana sprawia, że trudno ten komiks pominąć milczeniem.

The First Batman, Detective Comics #235, 1956, rys.: Sheldon Moldoff

Czytelnicy TM-Semica pamiętają pewnie, albo i nie, że w Jaskini, obok stroju Jasona Todda, gdzieś w gablocie między dinozaurem a monetą, wisiał sobie dziwny strój, przypominający nietoperza. Z maską zamiast kaptura. Ta historia jest właśnie o tym i jest to bardzo ważna historia. Pewnego dnia Wayne znajduje notatki swego ojca i film – film, na którym widać doktora Wayne’a przebranego w rzeczony strój. Okazuje się także, po krótkim śledztwie, że Chill, którego kompani-kryminaliści zastrzelili, był tylko cynglem, a za zabiciem Marthy i Thomasa stał kto inny – Lew Moxon. Starzejący się przedsiębiorca, w dodatku z… częściową amnezją. Dopiero szok wywołany spotkaniem z Brucem, przebranym w kostium ojca wyzwala zablokowaną pamięć i pozwala skazać kryminalistę, a także ostatecznie zamknąć kwestię morderstwa. Świetna, kryminalna intryga osadzona w gangsterskich klimatach i kapitalnie eksplorująca bardzo już wtedy bogate legendarium batmańskie. Widać edytorzy również uznali ją za ważną, skoro nie tylko umieścili w tej antologii, ale także jeszcze w latach 90-tych można było w jaskini zobaczyć strój, będący osią obrotu całej akcji. Co ciekawe, strój ten wygląda tak, jak pierwotny projekt właściwego stroju Batmana przygotowany przez Kane’a, który został potem zmieniony przez jego współpracownika.

Origin of the Superman-Batman Team, World’s Finest Comics #94, 1958, rys.: Dick Sprang i Stan Kaye

Jak ktoś czytał kiedyś jakieś Word’s Finest, to w sumie będzie wiedział o co chodzi. Ta historia jest ciekawa o tyle, że przedstawia pierwszą współpracę Batmana z Supermanem (jak zresztą kilka innych, nowszych historii, chociażby „Pewnej nocy w mieście Gotham” drukowane u nas przez Semica). Ta jest jednak chyba najstarszą opowieścią o pierwszy spotkaniu. Zresztą ma ciekawą strukturę, bo Kal-El odsuwa Dynamiczny Duet od współpracy, zastępując ich ponurym kolesiem o ksywce Ultraman. Wayne, jak to dobry kumpel, szanuje zdanie przyjaciela i zaczyna go śledzić. A jednocześnie w retrospekcjach przywołuje rzeczoną pierwszą wspólną sprawę.

Robin Dies at Dawn, Batman #156, 1963, rys.: Sheldon Moldoff i Charles Paris

Z tej historii polski internet już się podśmiewał trochę, kiedy Egmont zajawił strony ze swojego przedruku. Jest epicka. Batman i Robin są w kosmosie, gdzie na obcej planecie, po ataku dziwnych stworów Robin ginie. Na szczęście okazuje się, że to tylko eksperyment wojskowy, w którym Batman brał udział. Niestety! Skutki uboczne uniemożliwiają mu dalsze działanie jako zamaskowany mściciel i musi zrezygnować. Jednak w trakcie ostatniej akcji, przeciw gangowi rabusiów przebierających się za małpy udaje mu się wygrać walkę z własnym umysłem i wszystko wraca do normy. Nie no, a tak na serio, to pełna akcji, sensacji i fantastyki przygoda. Rok wydania mówi dużo, jak ktoś się trochę na Batmanie zna.

The Blockbuster Invasion of Gotham City, Detective Comics #345, 1966, scen.: Gardner Fox, rys.: Carmine Infantino i Joe Giella

W tym zbiorze z jakichś względów jest mało historii z lat 60-tych. Konkretnie ta jest druga i ostatnia. Rzecz zupełnie odmienna, oto bystry młody człowiek wymyśla serum, które ma dać mu niezwykłą siłę. Niestety, jak to bywa, specyfik odbiera mu bystrość umysłu. Batman pojawia się tu zarówno w pelerynie, jak i bez. Kombinuje, tropi, ale też dowali jak trzeba. Widać też ewolucję postaci Robina i współpracy między dwójką bohaterów. Jednym słowem – idzie nowe, powoli, ale nieubłaganie.

Ghost of the Killer Skies, Detective Comics #404, 1970, scen.: Dennis O’Neil, rys.: Neal Adams i Dick Giordano

Ta historia to jest zupełnie inna klasa, inna era, ba, epoka wręcz w historii Batmana. Polacy mieli okazję ją przeczytać w antologii „Przysięga zza grobu” wydanej w prehistorii. Przede wszystkim tu jest prawdziwy dream team. O’Neal, jeden z najciekawszych i najlepszych scenarzystów, jakich miał zamaskowany krzyżowiec, Neal Adams, absolutny wymiatacz i Giodrano, który go tuszuje. To, jak wygląda tu Batman, jak działa, funkcjonuje, prowadzi sprawę – to powinno być w Sevres jako wzorzec. Zresztą jak można nie kochać historii, w której najlepszy detektyw świata pojedynkuje się z obłąkanym asem lotniczym na przedwojennych dwupłatowcach? No jak?

Half an Evil, Batman #234,1971, scen.: Dennis O’Neil, rys.: Neal Adams i Dick Giordano

Rok późniejsza od poprzedniej, ta historia przywraca na scenę i to z hukiem Harveya Denta, czy Two-Face’a. Jest zagadka jak się patrzy, jest dramatycznie, sensacyjnie, nie brak okazjonalnego humoru i oczywiście rysunki pierwsza klasa.

Man-bat over Vegas, Detective Comics #429, 1972, scen. i rys.: Frank Robbins

Dla mnie Man-bat był zawsze postacią kłopotliwą, no bo naukowiec zmieniający się w nietoperza… A już po tym co na tej kanwie nawyrabiał Morrisson to zupełnie. Tu jednak mamy ciekawy zabieg – Langstrom, owszem, najwyraźniej walczy z Batmanem. Okazuje się jednak, że nie on jest napastnikiem. Raczej pada ofiarą swojego wynalazku – ciekawy temat, bo porusza, chociaż może bez specjalnej głębi, zagadnienie etyki i kosztów, jakie ponosi się za cenę postępu nauki.

The Batman Nobody Knows, Batman #250, 1973, scen.: Frank Robbins, rys.: Dick Giordano

Jubileuszowy numer serii i świetna, świetna historia. Wayne zabiera na biwak kilku chłopców. Przy ognisku, każdy z nich dzieli się swoją wizją Batmana – wyobrażenia przefiltrowane są przez pochodzenie i środowisko każdego z chłopaków, no i oczywiście znacznie przerastają rzeczywistość. Do tego stopnia wręcz, że prawdziwego Batmana zbywają machnięciem ręki. To jest świetny chociaż nadzwyczaj prosty koncept, dodatkowo tutaj doskonale narysowany. Na tym samym pomyśle oparta była historia „Viewpoint” z przedostatniego polskiego numeru miesięcznika, i to na tym komiksie opiera się otwierająca historia ze zbioru „Batman: Rycerz Gotham”.

Deathmask, Detective Comics #437, 1974, scen.: Archie Goodwin, rys.: Jim Aparo

Z grubej rury. Prawdopodobnie ten duet twóczy plasuje się tuż za, na równi, albo tuż przed dream teamem z „Ghost…”. Goodwin jest legendarny, Aparo zresztą też – tego drugiego czytelnicy TM-Semic mieli okazję dobrze poznać. W tej historii jest być może w swoim najlepszym okresie. Scenarzysta natomiast to mistrz, który zrobić potrafi coś z niczego – ot, tajemniczy mezoamerykański artefakt, który rzekomo daje wielką moc, zostaje skradziony. Trup się ściele, ale też zbrodnia nie unika zasłużonej kary. To jedna z takich modelowych historii – gdzie naprzeciw bohatera na wskroś ludzkiego stają przeciwnicy na wskroś ludzcy – chociaż często chcielibyśmy im tego człowieczeństwa odmówić.

Death Flies the Haunted Sky, Detective Comics #442, 1974, scen.: Archie Goodwin, rys.: Alex Toth

I ponownie mamy historię spod ręki Goodwina, tym razem znów – pozornie łatwa kryminalna układanka okazuje się być dużo bardziej zagmatwana, a podejrzani okazują się być ofiarami. To, co zdaje się być widmem, okazuje się być rzeczywiste. No i… ponownie dwupłatowce! Plus w bonusie ciekawa, nieco inna kreska Totha.

No Hope in Crime Alley, Detective Comics #457, 1976, scen.: Dennis O’Neil, rys.: Dick Giordano

Bardzo dobra, nastrojowa, pełna zadumy historia pióra mistrza, do tego Giordano za głównym sterem jako rysownik. Batman wyrusza na Crime Alley w rocznicę śmierci rodziców. Szuka Leslie Thompkins, lekarki, która opiekowała się małym, osieroconym Brucem. Na zimnej, pozbawionej nadziei ulicy robi to, co umie najlepiej – broni słabszych, gani tych, którzy zbłądzili, przywraca nocy nadzieję na nadejście świtu, celebrując w ten sposób pamięć ofiar. Rzecz wyjątkowo godna polecenia, bo odkrywa jeszcze kolejną stronę tego dość skomplikowanego bohatera.

Death Strikes at Midnight and Three, DC Special Series #15, 1978, scen.: Denis O’Neil, rys.: W. M. Rogers

I tu ciekawostka i zaskoczenie. Jest to bowiem opowiadanie. Pełnokrwiste, kryminalne opowiadanie z morałem, że zbrodnia nie ucieknie przed karą. O’Neil pisze sprawnie, z polotem, wciągająco, a dodatkowo całość jest bardzo bogato ilustrowana przez Rogersa. A jednak nie jest to komiks jako taki; bardziej zwykła literatura, lecz z pogranicza tych dwóch mediów.

The Deadshot Richochet, Detective Comics #474, 1978, scen.: Steve Englehart, rys.: Marshall Rogers i Terry Austin

Ta historia to klasyk. Jest ona częścią dłuższego runu, zebranego w tomie „Strange Apparitions”, w którym Batmanowi przychodzi zmierzyć się nie tylko z plejadą obłąkanych przebierańców, ale także z wrogami w radzie miejskiej, naciskającymi na jego odsunięcie od pracy z policją, czy wręcz schwytanie i zdemaskowanie, a także z problemami w związku z Silver St. Cloud. Kiedy bowiem co noc ryzykuje się życiem, trudno oczekiwać podobnego poświęcenia po kimś, kto cię kocha. W tej właśnie historii Silver domyśla się prawdy o tożsamości Batmana, a także ma miejsce słynny pojedynek na gigantycznej maszynie do pisania. Klasyk, także ze względu na oprawę graficzną Rogersa.

Bat-Mite’s New York Adventure, Detective Comics #482, 1978, scen.: Bob Rozakis, rys.: Michael Golden i Bob Smith

Rozakis to facet, który miał okazję być między innymi edytorem linii z Batmanem. W tej stricte humorystycznej historii z przebranym za Batmana i posiadającym magiczne zdolności karłem z innego wymiaru daje wyraz także pewnym kanalizowanym frustracjom związanym z trudami takiej pracy. Kiedy mała zaraza, znana polskim czytelnikom z historii „Legenda Mrocznego Rycerzyka” wydanej przez TM-Semic, pojawia się w jego biurze i żąda własnej przygody na łamach jednej z serii Rozakisowi przyjdzie przejść prawdziwą gehennę i przy okazji świetnie zaprezentować zarówno proces tworzenia komiksów superbohaterskich jak i modelową ekipę autorów. Świetne, bo łamie przekornie czwartą ścianę i pozwala zajrzeć w rejony zwykle czytelnikowi niedostępne.

A Caper a Day Keeps the Batman at Bay, Batman #312, 1979, scen.: Len Wein, rys.: Walter Simonson i Dick Giordano

Kwintesencja gothamskiego półświatka w opowieści o mniej znanym przebierańcu-popaprańcu. Calendar Man urządza sobie orgię napadów, przebierając się za każdym razem za inną postać mityczną, związaną w jakiś sposób z dniem tygodnia, w którym ma miejsce napad. Same przedmioty kradzieży też oczywiście mają znaczenie. Ten komiks to przedstawiona w nieco jedynie krzywym zwierciadle kolorowa, jarmarczna, obłąkana dusza złoczyńców, których generuje Batman – niespełna rozumu, żądnych uwagi i chwały, zaburzonych indywidualistów.

To Kill a Legend, Detective Comics #500, 1981, scen.: Alan Brennert, rys.: Dick Giordano

Co by było, gdyby Wayne’owie nie zginęli tamtej feralnej nocy? Gdyby ktoś obronił rodziców rozpuszczonego, bogatego gnojka imieniem Bruce? Batman i Robin spędzają noc tak, jak zwykle, kiedy nagle pojawia się Phantom Stranger. Zabiera ich na inną Ziemię, gdzie kolejny raz, kolejny Bruce Wayne ma za chwilę przeżyć tragedię, która zmieni na zawsze jego życie. Jeżeli zmienią bieg wydarzeń, jak zmieni się wtedy jego świat? Co, tak naprawdę potrzebne jest, aby stworzyć bohatera? Na takie właśnie pytania odpowiada historia z jubileuszowego, 500-nego numeru.

The Autobiography of Bruce Wayne, The Brave and the Bold #197, 1983, scen.: Alan Brennert, rys.: Joe Staton i George Freeman

Ostatnia historia w zbiorze to hołd dla złotej ery. Wayne jest już zmęczony. Życie prowadzone w nocy, w ukryciu przed światem, sprawia, że wszystko przestaje być rzeczywiste. Kiedy zostaje zaatakowany przez Scarecrowa i poddany działaniu jego gazu – cała rzeczywistość zaczyna się dosłownie rozpadać i znikać na jego oczach. Jedynym ratunkiem okazuje się uczucie – miłość do Seliny Kyle jest kotwicą, która utrzymuje jego świat na miejscu.

Jak widać, jest to dość pokaźny zbiór – ponad 350 stron. Kończą go kilkustronicowe uwagi Roberta Greenbergera, edytora DC, skupiające się na pozakomiksowej historii postaci. Dodatkowo dostajemy także biogramy twórców, których komiksy znalazły się w antologii.

Podsumowując – można spierać się, czy wszystkie z tych komiksów to najlepsze opowieści o Batmanie. Bez wątpienia jednak można śmiało zaryzykować stwierdzenie, że to najlepsza antologia poświęcona tej postaci. I chociaż wyszła ponad 20 lat temu i czuć w niej brak Alana Granta, Hoanga Nguyena czy Devin Grayson to do tej pory nie powstało nic równie monumentalnego, przekrojowego i po prostu dobrego. A co najważniejsze, mimo wyparcia z druku przez nowszą, szczuplejszą i uwspółcześnioną wersję nadal dostępna jest na rynku wtórnym. To jest zbiór, który każdy fan Batmana powinien mieć. Albo przynajmniej mieć od kogo pożyczyć.

Bartek Biedrzycki

Autor książek, komiksów, podcastów i papierowych modeli.

Może Ci się również spodoba