TKR – 026 – Mai, the psychic girl

Klasyczna sensacyjno-fantastyczna seria, która pomogła spopularyzować komiks japoński na Zachodzie.
Podcast: Play in new window | Download (Duration: 13:08 — 18.0MB)
![]()
Prawa autorskie – Bartek Biedrzycki
Poniżej znajduje się surowa, maszynowa transkrypcja audycji:
„Mai, The Psychic Girl” to seria, do której przymierzałem się już od dosyć dawna. Częściowo dlatego, że jednym z jej twórców, konkretnie ilustratorem jest Ryoichi Ikegami, którego bardzo lubię, a częściowo dlatego, że jest to seria w pewien sposób na zachodzie, w Stanach szczególnie, legendarna. Jedna z pierwszych serii japońskich, które w całości zostały opublikowane w Stanach. Wyszła tam w drugiej połowie lat 80. W maju 1987. Wydana wspólnym wysiłkiem VIZ i Eclipse, które to VIZ szczególnie było jednym z głównych wydawców mangi w latach 90.
Przyjęła się tam bardzo dobrze. Podobno nawet przyjęła się lepiej niż w rodzimej Japonii, a wybrana została ze względu na kilka rzeczy. Po pierwsze, była to dosyć sensacyjna fabuła. Sensacyjne, przygodowe fabuły są bardzo popularne w komiksie amerykańskim, więc liczono na to, że czytelnicy podchwycą ten pomysł. A po drugie, kreska Ikegamiego nie jest czymś, co bezpośrednio kojarzy nam się z mangą. Kiedy myślimy o mandze, to prędzej pomyślimy prawdopodobnie o Naoko Takeuchi albo o Akirze Torayamie. Natomiast Ikegami ma taką dosyć zachowawczą, bardzo realistyczną kreskę, która była gdzieś w połowie drogi między tym, co wtedy robili Japończycy w swoich komiksach, a tym, co Amerykanie robili w swoich komiksach.
I rzeczywiście bardzo się to dobrze przyjęło, dlatego że mimo sensacyjnej formuły, mimo takich klasycznych motywów popularnych, chociażby w Marvelu, ponieważ tytułowa Mai Kujo ma zdolności parapsychiczne, jest telekinetką, posługuje się też telepatią, to jest tak na dobrą sprawę, taka Jin Grey z Tokio, ale jednocześnie Japończycy patrzą na sprawy trochę inaczej i generalnie rzecz biorąc, bardzo dużo czytelników chwaliło tę serię za to, że nie ma takich typowych klisz, które są obecne i tropów w komiksie superbohaterskim amerykańskim. A wiadomo też, ponieważ była to jedna z pierwszych produkcji japońskich, które w Stanach zostały opublikowane, to cieszy się sentymentem, tak jak tu u nas cieszy się sentymentem TM-Semic.
Tak, co do samej serii. Ikegami, tak jak mówiłem, ma bardzo taką fajną kreskę utrzymaną w tonie realizmu anatomicznego, dosyć oszczędną, chociaż są momenty, gdzie potrafi poszaleć, ale zawsze jest tak, że większość jego kobiet wygląda w zasadzie tak samo, jego mężczyźni też potrzebują pewnych charakterystycznych cech, żeby się czymś od siebie różnić. W Polsce Ikegami znany jest głównie z dwóch rzeczy, z „Crying Freeman”, który stworzył do scenariusza Kazuo Koike. (Kazuo Koike znowu jest u nas bardziej znany z rzeczy samurajskich). Jest to też dosyć stara rzecz, zaczął nad nią pracować po zakończeniu pracy nad „Mai”. A druga, nowsza, to „Heat” napisany przez Buronsona. „Crying Freeman” to jest historia zabójcy mafii, który obraca się przeciwko mafii, która go stworzyła i zniewoliła. Natomiast „Heat” to bardziej takie już klasyczne, gangsterskie porachunki w stylu yakuzy. Oby dwie te rzeczy wydał u nas JPF, więc jeżeli ktoś chciałby się zapoznać z Ryoichim Ikegamim, to są to dobre rzeczy, polecam.
Tutaj w „Mai, The Psychic Girl” nie ma jakichś takich szczególnych rewelacji-wodotrysków, jest to wszystko bardzo ładnie, sprawnie narysowane. Ikegami umie i w akcje, i w wybuchy, i w samochody, i w broń, i w całą resztę i potrafi dosyć dobrze pokazać te rzeczy. Jeśli chodzi o scenariusz, to jest to historia, która pierwotnie ukazywała się w odcinkach Weekly Shonen Sunday. W związku z tym podzielona jest na takie krótkie, dwudziestoparostronicowe odcinki, co świetnie sprawdzało się w Ameryce, gdzie tradycja zeszytów jest jak najbardziej silna, a w latach 80.
była jeszcze silniejsza. Wydawano to wtedy w zeszytach co dwa tygodnie, więc udało się stosunkowo szybko im zamknąć wszystko.
Trochę w związku z tym, że jest to historia w odcinkach, pisana na bieżąco, to jest ona niezbalansowana. Pierwsza część to historia tego, jak Mai ze swoim ojcem uciekają przed Kaieda Intelligence Agency, która próbuje pojmać ich na polecenie tzw. Wisdom Alliance. Wisdom Alliance to jest organizacja, która ma siedzibę w Alpach Szwajcarskich i od wieków wpływa na losy świata. To oni odpowiedzialni są za wywoływanie wojen światowych, rewolucji, różnych innych działań, kryzysów gospodarczych i całej reszty. Interesują się Mai ze względu na jej parapsychiczne zdolności, interesują się szeregiem dzieci z podobnymi, silnymi zdolnościami parapsychicznymi na całym świecie. Mai ucieka, jej ojciec… niestety po drodze zmuszona jest go porzucić, ale pomaga jej student Uniwersytetu Tokijskiego, który zabiera ją do akademika i tam razem z kolegami próbują zrobić coś w jej obronie. Kiedy okazuje się, że nie są w stanie, Mai zgłasza się dobrowolnie do Kaiedy. To jest ten pierwszy segment.
W następnym jest dosyć mocno rozwinięta historia, w której Mai zmuszona jest stanąć przeciwko innej dziewczynce, tym razem trzynastoletniej Niemce z NRD imieniem Turm Garten. Ja nie wiem skąd Kudo wziął takie imię, ale powiedzmy, że gdyby ktoś z nas próbował nadać w latach osiemdziesiątych imię japońskiej dziewczynce to też moglibyśmy narazić się na śmieszność wśród Japończyków. Turm Garten jest zupełnie inna niż Mai. Mai posługuje się mocą troszkę dla zabawy, troszkę na przekór ojcu, ale zaczyna rozumieć, że kiedy powodują nią silne emocje, kiedy powoduje nią nienawiść, gniew, chęć, zemsty – to moc obraca się przeciwko niej, obraca się przeciwko wszystkim, jest niszcząca. Turm Garten upaja się tym, że ma moc. Dla niej zabicie człowieka jest niczym. Dla niej zabicie kilkuset osób jest absolutnie niczym. Turm Garten jest niesamowicie ambitna i uważa się za Boga, za potomkinię Bogów. Rzuca wyzwanie Mai, mówiąc, że tylko jedna z nich może być najlepsza i zobaczmy, która. Dochodzi oczywiście do konfrontacji. Nie będzie spoilerem, jeżeli powiem, że to Mai zwycięża w tym pojedynku z Turm Gartem.
Potem następuje jeszcze jeden segment, trochę krótszy, kiedy Mai zmuszona jest stanąć przeciwko pozostałym dzieciom, które znajdują się pod opieką bądź we władzy Wisdom Alliance. Staje przeciwko niej dzieciak z Wietnamu, z Mongolii i młody Amerykanin. Młody Amerykanin, blond, piękny, pewny siebie, przypominający wszystkich tych chłopców z Marvela, takich jak na przykład Deska z Punishera i parę innych postaci. Jest to ciekawe. Muszę przyznać, że tam właśnie ta akcja robi się ostatecznie bardzo amerykańska, chociaż nie oszukujmy się, to był też moment, w którym na przykład „Akira” wychodził, tuż przed premierą filmu, kiedy oni pracowali nad tym komiksem, więc jakby motywy parapsychiczne, psychokineza, telekineza, telepatia, wszystko to było wtedy w komiksie japońskim popularne. Więc wstrzelili się również w moment w Ameryce, bo był to okres prawdopodobnie samego, no może nie samego szczytu, ale na pewno fali wznoszącej dla X-Men, która przewaliła się potem wraz z publikacją pierwszego numeru X-Men, Jima Lee i Chrisa Claremonta. Ale w związku z tym, że te segmenty są tak trochę niezbalansowane, to cała lektura potrafi zwalniać, przyspieszać. Są momenty, kiedy prawie nic się nie dzieje, kiedy to się wszystko rozkręca.
Jest też taki kłopotliwy bardzo moment, ponieważ twórcy zdecydowali się pokazać główną bohaterkę nago. Możemy dyskutować, że w ostatecznej konfrontacji ma to efekt dramatyczny, ale można było tego uniknąć. Natomiast dwie sytuacje, ewidentnie jest to taki typowy fanservice, co budzi ogromne wątpliwości ze względu na to, że jest to nastolatka. W pierwszym amerykańskim wydaniu te sceny zostały wyedytowane, żeby można było ten komiks wydać w zgodzie z ówczesnym kodem. Jest w wydaniu ostatecznym. Trudno jest mi się przyczepić bardziej. Jestem na etapie, gdzie powtarzam sobie dużo Marvela z lat 80. i 90. To nie są ani lepsze, ani gorsze historie. To jest po prostu pewien typ, tak jak filmy sensacyjne z lat 80. operowały na pewnych schematach. Tak jak w każdym polskim filmie z lat 80. ktoś musiał pokazać cycki itd., itd.
„Mai, The Psychic Girl” cieszyła się ogromną popularnością w Stanach, dlatego że była to jedna z pierwszych mang, które tam wydano. Japończycy podeszli do niej z bardziej umiarkowanym entuzjazmem i chyba rozumiem dlaczego. Jest to po prostu taka sobie zwykła, sensacyjna historia o dziewczynce, która miała niesamowite moce. Ani lepsza, ani gorsza od wszystkich innych. Ale ze względu na wszystkie właśnie te kulturowe konotacje, no i chociażby po to, żeby pooglądać sobie całkiem niezłe rysunki, wybuchy i jeszcze parę innych rzeczy w wykonaniu Ikegamiego, to myślę, że warto po nią sięgnąć, jeżeli ktoś siedzi trochę bardziej w komiksie. Natomiast dla casuali myślę, że nie ma co się zabijać. Są serie, które są dużo bardziej ekscytujące, szczególnie dla młodszego ode mnie czytelnika, bo ja lubię rzeczy stworzone dla odbiorcy dawnego. Niekoniecznie przekonuje mnie pomysł, że jakaś współczesna widownia czegoś potrzebuje. Nie ma czegoś takiego jak współczesna widownia. Wszyscy chcą po prostu czegoś, co będzie im się podobać i tyle. Ale robiąc produkt masowy należy przypodobać się masowemu odbiorcy. W innym wypadku należy liczyć się z porażką. „Mai, The Psychic Girl” przypodobała się masowemu odbiorcy bardzo mocno. No i super.









