80-lecie Muminków – Pamiętniki Tatusia Muminka

Cofamy się w przeszłość, aby usłyszeć o niezwykłej wyprawie trzech tatusiów na podkładzie Symfonii Mórz, o Królewskiej Swobodnej Kolonii Wagabundów i o tym jak Tatuś poznał Mamę.

Tekst: Bartek Biedrzycki, muzyka: Graeme Miller & Steve Shill (z brytyjskiej czołówki serialu „Opowiadania Muminków” Studia Se-Me-For)

Poniżej znajduje się surowa, maszynowa transkrypcja audycji:

Jakoś tak zawsze było, że czytałem ten tom pod koniec serii. Często przed morzem, a bywało, że wręcz przed „Listopadem”. Nie wiem czemu, dlatego, że zostało ono publikowane właśnie jako czwarty i całkiem logiczne jest, że taki jest w kolejności. Może wskazywać na to chociażby wprowadzenie postaci Małej Mi, która pojawia się potem w następnym tomie, w „Lecie Muminków” i ma tam pewną rolę do odegrania. „Pamiętniki Tatusia Muminka”, które pierwotnie w ogóle nie ukazały się pod tytułem „Pamiętniki”, bo wydawca stwierdził, że pamiętniki to będzie coś nudnego. Więc to się chyba nazywało w oryginale „Wyczyny Tatusia Muminka”. Przeszło kilka zmian i kilka wersji, jak większość muminków. Ciekawostką jest to, że na północy nadal muminki potrafią ukazywać się w różnych wersjach. W tych starszych, nieprzerobionych również. Bardzo ciekawie zwrócił na to uwagę profil Muminek Codzienny na Facebooku. Warto tam zajrzeć, bo jest tam dużo dobrych rzeczy muminkowych.

„Pamiętniki Tatusia Muminka” trochę pod względem konstrukcji przypominają „Kometę”. Jest tam Muminek, późniejszy Tatuś. Jest tam ojciec Włóczykija, który jest jeszcze bardziej Włóczykiem niż sam Włóczykij. Jest tam Wiercipiętek, który okazuje się potem być ojcem Ryjka, który jest takim trochę fajniejszym Ryjkiem. Ma dużo jego cech, które są niezbyt mądre, ale rozczulające.
A ma mało jego cech, które są irytujące. Ryjek jest jaki jest. Zresztą łatwo nie lubić jest tej postaci. I książka ta opowiada historię o tym, jak to Tatuś uciekł pewnego razu z sierocińca. Spotkał jakichś randomowych ludzi, przyłączył się do nich i osiągnął wielkie rzeczy. No, przynajmniej tak stara się to przedstawić, ponieważ całe „Pamiętniki” polegają na tym, że Tatuś pisze o tym, jaki Tatuś jest wspaniały.

Trudno mu się dziwić. Za każdym razem, kiedy ktoś pisze swoją autobiografię, to raczej będzie pisał tak, żeby przedstawić się w świetle dobrym. Zresztą Muminek, Tatuś Muminka, nie ukrywa tego, że taki jest cel tych pamiętników i że przedstawienie tego fragmentu jego młodości od ucieczki z sierocińca, pobyt na wyspie Autokraty, gdzie założył Swobodną Królewską Kolonię Wagabundów, aż do momentu, kiedy spotkał Mamę Muminka, przyszłą mamę Muminka, którą wyratował zresztą z opresji.

To jest taki okres burzliwej młodości, z której on jest bardzo dumny i chciałby, żeby wszyscy też byli z niej bardzo dumni i żeby ją podziwiali. Kończy się zresztą ta książka uroczym spotkaniem rodzinnym po latach i jest tam dużo fajnych przygód. Moglibyśmy bawić się w to, które z dotychczasowych tomów bardziej jeszcze przypomina lub mniej przypomina, bo momenty na wyspie Autokraty jako żywo przywodzą na myśl natychmiast „Małe trolle i dużą powódź”, ale może to po prostu jest Tove, może to nie jest tak, że jakieś fragmenty twórczości literackiej Tove przypominają jakieś inne fragmenty twórczości literackiej Tove, może po prostu Tove przypomina Tove, może twórczość Tove przypomina twórczość Tove. Może to jest tak jak z Dukajem, kiedy przeczytało się dwa, trzy Dukaje, to w zasadzie zna się wszystkie tropy, które Jacek był skłonny brać na warsztat w czasach, kiedy pisał jeszcze tradycyjnie pojętą literaturę, beletrystykę, która miała fabuły.
Mówimy tu o Dukaju z okresu „Lamentu miłośnika cegieł”. I tak samo tutaj przeplatają się fantastyczne, niezwykłe przygody.

Ten tom pod pewnymi względami jest wyjątkowy, dlatego że nigdy nie do końca wiadomo, jakiej co jest wielkości w „Muminkach”. Domy jak piece kaflowe, Muminki są raczej małe, myszy są w ich świecie stosunkowo duże, chociaż również nie są duże i w ogóle. Natomiast tutaj mamy już pomieszanie z poplątaniem, bo Wiercipiętek mieszka w puszce po kawie, co nie przeszkadza mu mieć kolekcji guzików, która jest w zasadzie dopasowana rozmiarem do niego. Nie przeszkadza mu to mieć garnków, puszek i całej reszty w tej puszce po kawie, więc jakby funkcjonujemy trochę tutaj w dwóch różnych rzeczywistościach. Jakby cały ten świat drobiazgu leśnego istniał na innym poziomie skali w stosunku do świata czytelnika. Jest to wszystko tak uroczo poprzemieszywane, poplątane, pokiełbasione. Jedno z drugim rzeczy nadprzyrodzone mieszają się z rzeczami zupełnie nienadprzyrodzonymi.

I chociaż możemy złożyć część tego na karb bujnej fantazji Tatusia Muminka, to część tak naprawdę jest to chyba celowy zabieg Jansson, która lubiła żartować sobie ze wszystkiego, która lubiła patrzeć na świat przez przymrużone oczy. Nie wszystko musi być wyraźne, bo czasem można po prostu zobaczyć rzeczy zupełnie innymi niż widzimy je na co dzień, czyli takimi jakie są naprawdę. „Pamiętniki Tatusia Muminka” to takie wzięcie oddechu od historii naszej ekipy skupionej w Dolinie tuż przed wrzuceniem jej następnego lata w bardzo grube tarapaty. Ale taki oddech, który sprawia, że robimy krok wstecz i patrzymy na całą tą bandę z innej perspektywy, dużo ciekawszej, bo mało kto pamięta, że przecież Mała Mi jest starsza od Włóczykija i że są spokrewnieni. Czy to jest ważna informacja? Nie wiem. Czy ciekawa? Z pewnością.

A więc w roku osiemdziesiątej rocznicy pierwszego wydania „Małych trolli i dużej powodzi” czytajcie „Muminki” i pamiętajcie, że są nie tylko książki, że są także komiksy i że na ich podstawie powstały również seriale telewizyjne i filmy oraz filmy, które powstały z fragmentów seriali telewizyjnych. Rozłóżcie szeroko ręce i przytulcie całe to wielkie bogactwo przewspaniałych historii do serca, bo warto.

Avatar photo

Bartek Biedrzycki

Autor książek, komiksów, podcastów i papierowych modeli.

You may also like...

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Mastodon