Klient to śmieć

Najgorsze w tym wszystkim jest, wierzcie mi, to, że człowiek by chciał – ma warunki, kasę, możliwości. Chciałby, ale ostatecznie okazuje się, że jest głupim fiutem i nie bo nie.

Bo nie.

„Klient nasz pan” – wisiało w sklepach za czasów PRL, za ladą stała opryskliwa sprzedawczyni, która była panem życia i śmierci, a zresztą nie miało to znaczenia, bo i tak nic nie można było kupić. Po wieprzowinę i jajka jeździło się na wieś, rowery kupowało w sklepie przy fabryce zjednoczenia przemysłu owocowo-warzywnego, a piórniki przywozili krewni z zagranicy. I jakoś się to kręciło.

W XXI wieku klient jest dobrem luksusowym, zabiegają o niego największe, najbardziej kolorowe agencje reklamowe traktujące go jak półmózga. Może i musi kupić wszystko, co tylko chce. Wystarczy, że ma nadwyżkę na koncie przekraczającą sumę czynszu, hipoteki i abonamentu za kablówkę. Okazuje się jednak, że nie aż tak luksusowym, żeby o niego walczyć. Albo wręcz zadbać.

Niedawno kupowałem sprzęt elektroniczny. Wybrałem sieć marketów ze sprzętem elektronicznym, w której od roku robię regularnie duże zakupy. Zamówiłem przez sieć, jak zawsze; dostałem potwierdzenie, że towar jest, jak zawsze; poszedłem do sklepu odebrać.

Na miejscu okazało się, że towaru nie ma. To znaczy jest z ekspozycji. To znaczy nie ma. Pomyślałem, że to nie problem, bo wystarczy przesunąć datę dostawy i przyślą z magazynu.

Okazało się, że nie, nie wystarczy. Wręcz nie można – powiedział mi sprzedawca. Nie. Nie mamy tego sprzętu w naszej sieci. Nie zamówimy go panu, bo go nie mamy, może pan kupić sobie coś innego, na przykład droższego. Albo dużo droższego. Jest pan tylko klientem, więc niech pan się decyduje (bo tu takich się pełno kręci).

Nie zdecydowałem się. Kwadrans później zamówiłem ten sam sprzęt, w tej samej sieci, po prostu do innego sklepu. Okazało się, że się da, tylko po prostu nikt nie wiedział albo nie chciało mu się dać złamanego faka na to, że klient czegoś potrzebuje. Dniówka leci, nie ma tantiem od sprzedaży.

Kupiłem, w innej firmie, sprzęt razem z oprogramowaniem. Do oprogramowania – wiadomo, potrzebny jest klucz aktywacyjny. Niestety producent nie przysłał klucza, bo to nie ich oprogramowanie, oni je tylko sprzedają. Nawet w sumie miałoby to sens, gdyby ktoś o tym informował.Ale po co informować klienta o czymś, co dotyczy zakupionego towaru? Bez sensu. Po dłuższej chwili zastanawiania się o co chodzi – postanowiłem się skontaktować telefonicznie z obsługą klienta.

„To nie ten dział, proszę pana.”

„Nie wiem, zupełnie nie wiem, my tego wcale nie robimy. Co ma pan zrobić? Nie wiem, może dzwonić do producenta oprogramowania?”

„Powiem panu, że nie wiem nawet jak miałbym panu pomóc…”

„To nie ten dział, proszę pana.”

„Niestety nie mogę przełączyć pana do kogoś, kto miałby jakiekolwiek pojęcie o tym, o czym rozmawiamy. Mogę panu dać maila do jakiegoś innego działu.”

„Niestety, wie pan, sprzedajemy oprogramowanie bez aktywacji, bo to nie my je produkujemy. Jak to trzeba aktywować? My nie wiemy, przecież to nie nasze oprogramowanie. Mogę panu wysłać prezentację.”

„Że niby reklamacja? A co panu nie działa, proszę pokazać palcem, co pan robi?”

Najgorsze jest to, że ci ludzie nie kryją się nawet już, nie wstydzą tego, że nie mają o niczym pojęcia, bez ogródek mówią o tym, że polityka firmy jest bez sensu i dodają, że mogą posłuchać moich żalów, ale nie wiedzą, komu niby mogliby je przekazać? I co niby z tego miałoby wyniknąć? Nie da się, proszę pana. Nic zrobić się nie da.

Chciałem kupić sobie motorower.

Mogę to zrobić przez allegro, bo producent nie ma ani jednego sklepu w Warszawie. Na żaden z numerów podanych do działu sprzedaży nie odpowiada. Nawet na ten podany przez obsługę strony na FB. Chciałem iść, pomacać, zapytać. Mogę jechać do Wołomina, jakieś 50 kilometrów (niecałe) bo tam ponoć jest sklep (chociaż nie wiem, bo nikt nie odpowiada na telefony).

Masz kasę, chcesz coś kupić, zależy ci na tym? Chcesz być naszym klientem?

A weź spierdalaj.

Zostaje tylko smutek – this is why we can’t have nice things anymore.

Bartek Biedrzycki

Autor książek, komiksów, podcastów i papierowych modeli.

Może Ci się również spodoba