151. Warszawskie spotkania komiksowe

Szósty raz (udało nam się to ustalić z Grzesiem Krajewskim na afterparty) odbył się Festiwal Komiksowa Warszawa, który na stałe wrósł w pejzaż stołecznego komiksowa po tym, jak WSK przestały się odbywać. Stadion Narodowy stał się nową, stałą lokalizacją imprezy, ale w tym roku pierwszy raz przyjechałem na FKW metrem. Oznaczenia na stacji są o dupę roztłuc, na zewnątrz natomiast nie ma żadnych oznaczeń i zamiast iść spokojnie na skos przez parking polazłem nie wiadomo gdzie i po co.

stadion_narodowy

Pierwszy kontakt był traumatyczny, bo przebijałem się z Zu przez coś, co wyglądało jak stacja Wilanowska w porannych godzinach szczytu 19 czerwca. Tak to jest, jak się człowiek w głównym dniu nieopatrznie wpakuje na główny poziom. Niżej było lepiej i klasycznie – komiksiki, ludzie, spotkania.

Przy czym tegoroczny Festiwal był dla mnie niecodzienny, bo pierwszy raz dzieliłem go właśnie z częścią literacką gdzie obok Michała Gołkowskiego, przy stole nakrytym dywanem, podpisywałem „Kompleks 7215”. Trochę dziwnie teraz podpisuje mi się tę książkę, kiedy gotowa jest już druga, a ja piszę trzecią. Ale do premiery „Stacji: Nowy Świat” jeszcze ponad miesiąc. Siedzieliśmy więc tam sobie i ja podpisywałem, a Meesh rysował ludziom kutasy. A ludzie się cieszyli.

z_misiem

Drugim symptomatycznym dla tegorocznego FKW faktem było to, że praktycznie nic nie kupiłem. Dawniej zwoziłem pełne torby, tym razem skromnie: redakcyjne egzemplarze „Profanum” i „Postapo: Antologia”, do tego albumowy debiut Janka Mazura, czyli „”Przypadek Pana Marka” (rzecz urocza) i zaległy czwarty „Bler” Rafała Szłapy (Rafał o Blerze zresztą parę słów powiedział dla „Z dyktafonem wśród zwierząt”). Jakoś tak to wszystko, nie wiem sam, nie kusiło tak, jak zwykle.

Poza tym jednak było tak, jak powinno być – najpierw ustawka z Robertem Adlerem na stoisku, przybijanie piątek ze wszystkimi najfajniejszymi ludźmi z całego kraju (tylko KRL mi umknął, czego żałuję podwójnie, bo za tydzień mieliśmy się widzieć w Olsztynie, z czego nic nie wyszło), no i bezcenne zaskoczenie ludzi z fandomu, pytających „Co ty tu w sumie robisz” i robiących oczy, kiedy pokazywałem drugi „Statek”.

rafal_szlapa

Bezapelacyjnie królem spotkań, a właściwie królową, była Ola Rosińska – dziewczyna, którą znałem jedynie ze zdjęć i z korespondencji mailowej, ale którą rozpoznałem bezbłędnie, kiedy minęliśmy się w drzwiach: ja z Zu, ona z dwójką własnych latorośli. W końcu wypada znać swoich własnych bohaterów, a Ola zwana Guzikiem jest jedną z Walkirii, doborowego, niemal legendarnego żeńskiego oddziału stalkerskiego i występuje w „Stacji: Nowy Świat”. Rolę tę kupił jej w prezencie Kuba, jej mąż, na akcji WOŚP. Świetnie było nawet tak krótko pogadać wreszcie na żywo. Wy poznacie ją już pod koniec czerwca.

Na WTK zostaliśmy aż do zamknięcia (bez kitu, ochroniarz dyskretnie dawał nam do zrozumienia, że to pora) więc razem z Żoną, która dojechała w trakcie i z Zu pojechaliśmy starym (Młodego i moim) zwyczajem na stację Powiśle pociągiem, a potem poszliśmy przez park ku Pomnikowi Sapera, odprowadzani wystrzałami z działa w Muzeum Wojska Polskiego, prosto nad Wisłę, gdzie na Pomoście 511 odbywało się afterparty. Niecodzienna lokalizacja, z rzeki nieco waliło i było chłodno, ale możliwość opowiedzenia Tonemu Sandovalowi o Panu Kleksie była swoistym zadośćuczynieniem.

fkw_afterparty

Było więc, jak zawsze – wesoło, komiksowo, kolorowo. Bardzo intensywnie. Tak, jak należało.

PS. Od Piotra z Dark Crayon, autora okładek moich książek, dostałem próbkę wosku do układania zarostu. Rzecz, której usilnie potrzebowałem, bo stylówka a’la Ra’s al Ghul nie jest prosta. O testach pewnie dam znać.

Bartek Biedrzycki

Autor książek, komiksów, podcastów i papierowych modeli.

Może Ci się również spodoba