Nie identyfikuję się z nimi. Kilka słów o kobietach w twórczości Rutu Modan.

Kobiety w twórczości komiksowej to temat rzeka, wzbudzający masę uzasadnionych i nieuzasadnionych kontrowersji i emocji. Od spraw poważnych, jak słynne „kobiety w lodówkach” po trywialne z pozoru kwestie jak dolne elementy garderoby, noszone zwykle na pośladkach.

Nie dziwi fakt, że jeśli twórcą medium jest kobieta, to i jej kwestia wizerunku własnej płci w komiksie obca nie jest.

Mowa tutaj o niedawno będącej w Warszawie Rutu Modan, znanej izraelskiej autorce, laureatce Eisnera, twórczyni zapowiadanych na przyszły rok przez KG Ran wylotowych.

Odwiedzając Polskę jedynie na chwilę, Modan znalazła jednak czas aby spotkać się z gronem zainteresowanych i opowiedzieć o swojej pracy. Jednym z ciekawszych elementów, jakimi się zajęła, była postać Numi, jednej z dwojga głównych bohaterów Ran wylotowych.

Na pierwszy rzut oka widać, że Numi do komiksowego stereotypu kobiecego nie przystaje. Jaki ten stereotyp jest, zaprezentowała najlepiej sama Modan, wyświetlając dwa slajdy.

Jeden z nich przedstawiał znaną głównie fanom spandexu Power Girl. Jest to postać na wskroś nowoczesna – silna, charyzmatyczna, lata, uderzeniem piąchy potrafi rozwalić samochód, a przy tym ma największe mieszczące się (ledwo) w granicach rozsądku cycki (ich zdolność do mieszczenia się w kostiumie musi być jakąś mutacją nabytą drogą nieudanego eksperymentu).

I chociaż pod względem typu postaci Powergirl może być rodzajem wzoru, to jej przerysowana kobieca fizyczność sprowadza ją zwykle do roli retorycznego pytania, jakie zadał kiedyś Toyman „A czy Powergirl ma wielkie?”

Nie oszukujmy się, w medium skierowanym głównie do nastoletnich chłopców, a takim jest komiks superbohaterski, nadkobiece kobiety są pewnym ucieleśnieniem poszturchiwanej hormonami wyobraźni. Ja także przecież jeszcze w liceum darzyłem niezwykłą sympatią telepatkę-ninja imieniem Psylocke, znaną z paradowania w skąpym body i posiadania kształtów wręcz wzorcowych.

Drugi slajd zaprezentowany przez Rutu bezlitośnie rozprawiał się z kolejnym stereotypem. Przedstawiał Lois Lane, w nagłym ataku paniki wzywającą Supermana, aby ocalił ją z rąk złoczyńcy. Archetyp „damy w niebezpieczeństwie” jest stary jak świat. Odkąd matriarchat przestał być dominującym systemem społecznym, określenie słaba płeć zadomowiło się w języku ludzkim, podtrzymywane przez kulturę. Legendy, eposy rycerskie, literatura współczesna – wszystkie one ten archetyp pielęgnują. Są zresztą kobiety, które lubią może niekoniecznie w opresji się znajdować, ale czasem z niej być wybawione – to już owszem.

„Nie potrafię się z nimi identyfikować” – stwierdziła Modan, wzruszając ramionami, gdy umilkł już szmer śmiechu w małej kawiarnianej sali, wywołanego przez obrazek piersiastej Powergirl.

Lakonicznie i dosadnie, tym jednym zdaniem, wyłożyła swój stosunek do stereotypów. I w następnym slajdzie wyświetliła Numi. Numi, o której teraz kilka słów.

Numi jest żołnierzem, co wprawdzie nas Europejczyków może dziwić, ale w Izraelu jest na porządku dziennym. Na tym jednak ta (w zależności od kontekstu kulturowego – mała lub drastyczna) rozbieżność z archetypem kobiecym się nie kończy. Nie można powiedzieć, że Numi jest męska, ale stanowczo nie nosi się kobieco. W spodniach i wiatrówce nie jest dziewczyną, za którą obejrzeliby się na ulicy samce gatunku ludzkiego. Nie jest szczególnie brzydka, ale nie ma talii ani nie eksponuje dekoltu. Hoduje dwa wielkie psy. Jej pokój, urządzony przez matkę, pasuje do niej jak przysłowiowa pięść do oka – delikatny, pełen zdobień i bibelotów, w dodatku wymalowany na różowo. Trudno w takim środowisku wyobrazić sobie osobę, która niejednokrotnie ściskała w rękach karabin i robiła z niego użytek.

A jednak Numi jest stuprocentową, chociaż nieszablonową postacią kobiecą. W końcu, jak sama Rutu stwierdziła, „w każdej opowieści musi być love story”. Także w Ranach wylotowych dochodzi do romantycznych chwil i do najzwyklejszego zbliżenia fizycznego – role więc są zachowane, przynajmniej na poziomie czysto biologicznym.

Opowiadając o swojej pracy, autorka zdradziła wiele ciekawych szczegółów na temat powstawania komiksu – pokazywała zdjęcia miejsc, które sportretowała w powieści, ludzi, rzeczy. Także Numi ma swój pierwowzór w rzeczywistym świecie. Jest nim Edna, szkolna koleżanka Rutu.

Edna miała ten pech, że przyszła na świat z łona miejscowej Miss Piękności. Nie odziedziczyła niestety, ku ogromnemu zawodowi rodzicielki, jej pięknych blond loków, kształtnego nosa, ani w zasadzie nic. Poszła w ojca – z ciemną, kudłatą czupryną, żydowskim kinolem i mało dziewczęcym sposobem bycia. Życie jej więc upływało pod znakiem ciągłego upominania, wbijania się w ohydne różowe sukienki i coraz natarczywszego z wiekiem namawiania przez matkę do wykonania operacji nosa. Wszystkie te perypetie Edny odnajdziemy w życiorysie Numi.

Żadna z nich, ani pierwowzór, ani komiksowa potomkini, nie przestały być przez to mniej kobiece. W zasadzie nawet przeciwnie – izraelska żołnierka (słowo, na marginesie, brzmiące koszmarnie – skoro już polityczna poprawność słowna jest wymagana, to niech chociaż słowotwórstwo sobie ma szansę z nią radzić) staje się dzięki wyłamaniu się z maskulinistycznie stymulowanego stereotypu bardziej realistyczna. Ani cycata laska, ani biedna zastraszona oczekująca na ratunek – jest bardziej wiarygodna w swojej kobiecości, w swojej osobowości, w swoim istnieniu.

Dobrze, że są jeszcze autorzy, którzy potrafią takie kreacje tworzyć; autorzy, którzy potrafią kreować postacie wiarygodne, życiowe, krwiste. Postacie, które nie są jedynie ozdobnikami.

Chociaż na Powergirl każdy (a czasem i niektóra) z nas nadal spojrzeć lubi. W końcu po to są wzorce i stereotypy, ikony masowej świadomości. Popatrzmy, a potem wszyscy wróćmy do naszych zwyczajnych, przeciętnych kobiet, mających ponad 60 w talii, poniżej 110 w biuście, ale za to najwspanialszych na świecie, bo – prawdziwych.

Bartek Biedrzycki

Autor książek, komiksów, podcastów i papierowych modeli.

Może Ci się również spodoba