2. słowo na niedzielę

Chciałem coś napisać o Chrome, ale nie ma sensu  – wszystko powiedziane. Mogę tylko dodać, że taka próba totalnej dominacji nad światem nigdy jeszcze nie miała miejsca – nie tak masywna i bezczelna.

Sama przeglądarka, cóż, faktycznie szybsza od Firefoksa, na tym koniec zalet. Sam chciałbym zdecydować, co mam, czego nie mam, co mi się pokazuje, co nie. Interface zbyt uproszczony i zbyt intuicyjny jak na moje potrzeby, więc i tak bym się nie przesiadł.

Klasycznie (no, klasycznie, to będzie w 100. słowie), cytat, dziś komiksowy, wzięty z motta do niesamowitego tomiszcza The Smithsonian Collection of Newspaper Comics, które ostatecznie stało się dziś moją własnością. W charakterze niejako przedterminowego spadku. Edmund Wilson w liście do Billa Blackbearda z 1966:

I have enormous respect for the comic strip as a potential story and art form, although far too few of its productions have realized that potential.

If those few, however, could be gathered into some sort of complete collection, the effect on those who have scorned the comics as a whole might well be devastating…

Mam tę właśnie swego rodzaju kompletną kolekcję. Nie mieści się na żadnej z moich półek. Będzie o niej kiedyś. Jak wepchnę oczy na powrót do czaszki.

Chciałem napisać kilka słów o głupich kierowcach, którzy nie potrafią parkować, ale wyszedł z tego osobny wpis. Pójdzie w przyszłym tygodniu.

Miało być kilka słów o piątym TPB DMZ, ale też kroi się dłuższy tekst, więc napiszę tylko, że zabieg, jaki wykonał scenarzysta, był bez wątpienia ciekawy, ale jego potencjał nie został w pełni wykorzystany.

No i na koniec pozdrawiam Ystada. Serdecznie i gorąco.

Powiem wam szczerze, zaczynam się bać kolekcjonerów. Śmieszyli mnie dotąd (dalej mnie śmieszą), ale zaczynają mnie też przerażać. Nigdy bym nie przypuszczał, że takie rzeczy, jak ilość podejść do kseroprasy z materiałem pokroju CMD może być cennymi danymi, a tu taka niespodzianka.

Skoro już przy tym jesteśmy, jutro pewnie pierwsza partia opuści drukarkę. Nie drukarnię, drukarkę właśnie. Drukarnię za to powita Kwaziu. Dane techniczne i reszta pewnie za chwilę na DP i zaraz potem na Gildii, która objęła patronat.

No i Grzegorz / Robert – chyba czyta Gniazdo Światów, bo ostatnio coś naskrobał. Zasadniczo nic ciekawego, głównie powtarzał po mnie. Chociaż potem naskrobał coś znów, tym razem od siebie (albo nie wiem, od kogo ściągał – dwie opcje).

I, tadam, zapowia-dam. Tu dygresja:

Przed Harrym Poterem był czarodziej Chrestomaci

Zanim Rob dołączył do „edgara”, zanim Łukasz pojawił się na drodze, ja chciałem zaprosić kogoś do wspólnej pracy. Widać myśl krąży.

Będzie występ gościnny. Obiecałbym piwo temu, kto zgadnie czyj to występ będzie, ale to chyba zbyt trywialne.

Przekochany obrazek w moim RSS zrobił Matthew Forsythe – zaglądać, ładne, dobre, ciekawe.

A ty niespodzianka: obrazek na żywo, za każdym przeładowaniem inny. Z mojego miasta.

Konstancin

Tylko nie przeładowujcie jak szaleni. Gdy wy nie szanujecie przepustowości, to dzieciątko Jezus płacze.

Bartek Biedrzycki

Autor książek, komiksów, podcastów i papierowych modeli.

Może Ci się również spodoba

  • JA Chroma ściągnąłem ale mi się strasznie nie śpieszy bo go zainstalować.

  • JA Chroma ściągnąłem ale mi się strasznie nie śpieszy bo go zainstalować.

  • JA Chroma ściągnąłem ale mi się strasznie nie śpieszy bo go zainstalować.

  • Bo i nie ma do czego. Fajna, ale jak się wie, co w niej siedzi, to cała ta fajność znika – bo zaleta w postaci szybkości nie przerasta permanentnej inwigilacji, kiepskiego interface’u i paru innych drobiazgów.

  • ta, na przykład słabego dogadywania się ze stronami gógla – z poziomu Chrome nie mogłem wrzucić grafik na mojego blogspota. żałość.pl