Letni miraż
„Kimagure Orange Road” to nadal znana i popularna, chociaż już nieco retro, seria mangi i anime. Opowiada o perypetiach nieco fajtłapowatego nastolatka wyposażonego w parapsychiczne moce i kochającego się w pięknej, zimnej jak lód koleżance z klasy. Podczas, gdy jednocześnie chodzi z jej najlepszą przyjaciółką. Seria jest jednym z filarów wczesnej popularności japońszczyzny w Europie i USA, a postać Madoki uznawana jest za jedną z pierwszych, jeśli nie pierwszą, tsundere.
I chociaż jest to romantyczna komedia z nadprzyrodzonymi elementami, pełna niemądrych gagów, slapstickowych żartów i dziwnych zwrotów akcji, to jednak w jej centrum znajduje się uczuciowy trójkąt. A jak wiemy z doświadczenia, to nie działa i zawsze ktoś musi zostać na spalonej ziemi. W tym wypadku postacią, która wypadła z trójkąta po kilku latach bycia oszukiwaną przez dwójkę najbliższych jej osób jest Hikaru. W zasadzie jest jasne, kto tutaj stoi na pozycji winy, ale…
Czy Hikaru sama się o to prosiła?
Nie, to byłoby za dużo powiedziane, ale… Hikaru nie była tylko i wyłącznie ofiarą naprawdę brzydkiej gry, prowadzonej przez lata przez jej najlepszą przyjaciółkę i chłopaka. Jasne, zrobili to, tyle tylko, że ten chłopak, cóż, nie był za bardzo jej chłopakiem. A w każdym razie nie z wyboru, a w zasadzie – nie z własnego wyboru. Hikaru wybrała sobie Kyosuke, bo fajnie rzucał do kosza (i był ładny) i po prostu zmusiła go do chodzenia ze sobą. A, że trafił jej się jeleń bez kręgosłupa, to wyszło, jak wyszło. (Tak, oczywiście, potem, w ciągu serii, Kyosuke parę razy pokazuje, że ma jaja; więcej jeszcze razy – że nie).

I nie jest to jedyny przypadek, kiedy panna Hiayama cynicznie manipuluje światem tak, aby to ona dostała zabawkę, na którą ma ochotę. Jednym z lepszych przykładów jest początkowa scena z odcinak 43. w której zapisała całą ekipę jako zespół na festiwal rockowy, a kiedy Kyosuke puszczają nerwy i ją ruga, to tylko siedzi na krawędzi wybuchnięcia histerycznym płaczem i czeka, kiedy wymuszona litość sprawi, że jej przyjaciele zmienią zdanie. Ma nieco narcystyczną osobowość, chociaż może to po prostu jedynackie zagrywki. Ale lubi, kiedy świat nie tyle kręci się wokół niej, co kręci się tak, jak ona chce. Dlatego tak łatwo i nieświadomie manipuluje ludźmi, ale też – jednocześnie – tak łatwo i nieświadomie pozwala manipulować sobą. Po prostu słyszy to, co chce usłyszeć, wierzy w to, w co chce wierzyć, nie widzi tego, czego nie chce zobaczyć.
Symptomatyczne jest też to, co mówi do Madoki w finale serialu, w pełnometrażowym filmie: co takiego masz ty, czego nie mam ja? Co dla niego zrobiłaś? Ja zrobiłabym dla niego wszystko! Hikaru Hiyama jest jak Polyanna, która zawsze, ostatecznie, chce wierzyć tylko w jedno – że jest przecież dobrze, że wszystko jest tak, jak powinno. W tej samej scenie mówi Madoce: wiedziałam, że on kocha ciebie, ale liczyłam, że go zmienię, że go przekonam i będzie ze mną.

Czy to jak zakończyła się ta historia, to jej wina? Nie. Nadal jest jedną z najtragiczniejszych postaci popkultury. Czy prosiła się o tę zdradę i o to cierpienie? Nie. Czy jednak w pewien sposób może nie dała na nie przyzwolenie, lecz je sprowokowała, zbyt mocno zaciskając oczy? Trochę, niestety, tak.









