80-lecie Muminków – Tatuś Muminka i morze

Państwo Muminkowie porzucają Dolinę i gnani niezwykłą potrzebą Tatusia osiedlają się na wyspie z latarnią morską. Jest… dziwnie. Trochę strasznie.
Podcast: Play in new window | Download (Duration: 14:17 — 19.6MB)
![]()
Tekst: Bartek Biedrzycki, muzyka: Graeme Miller & Steve Shill (z brytyjskiej czołówki serialu „Opowiadania Muminków” Studia Se-Me-For)
Poniżej znajduje się surowa, maszynowa transkrypcja audycji:
Tatuś Muminka i morze.
Kołując coraz szerszą spiralą
sokół przestaje słyszeć sokolnika.
Wszystko w rozpadzie, w odśrodkowym wirze.
Czysta anarchia szaleje nad światem.
To jeden z najsłynniejszych modernistycznych wierszy, pióra Williama Butlera Yeatsa w tłumaczeniu Stanisława Barańczaka. Cytuję go dlatego, że teraz, świeżo po lekturze przedostatniego tomu sagi o muminkach Tove Jansson, zatytułowanego „Tatuś Muminka i morze”, mam takie nieodparte skojarzenie właśnie z tym wierszem. Sokół przestaje słyszeć sokolnika. Wszystko w rozpadzie, w odśrodkowym wirze. Tak trochę wyglądają perypatie rodziny Muminków w tym tomie. Ostatnim zresztą, w którym faktycznie występują. Bo w kolejnym, „Dolina Muminków w listopadzie”, pojawiają się już tylko we wspomnieniach. Dolina Muminków została za nimi. Porzucili ją. Rodzina Muminków zresztą jest też znacznie zredukowana, bo jest już tylko Tata, Mama, Muminek i Mała Mi.
Tatę coś nosi. Ciska go cholera mówiąc kolokwialnie. Było takie porównanie o sklepie, ale w dzisiejszych czasach chyba nie wypada już go przytaczać. W każdym razie, postanawiają porzucić swój dom w Dolinie i wyruszyć na wyspę z latarnią morską, gdzie Tatuś będzie latarnikiem. Będzie zajmował się latarnią morską. To bardzo ważne. Morze jest bardzo ważne. Latarnia morska jest bardzo ważna. Wszystko jest bardzo ważne, oprócz rzeczy podstawowych. Docierają na wyspę i tam najpierw jest trochę nieswojo i nie bardzo wiadomo co ze sobą zrobić. Każdy próbuje znaleźć sobie miejsce, a potem powoli, mam wrażenie, wygląda to tak, że wszyscy popadają w szaleństwo. Każdy znajduje sobie jakieś czynności zastępcze, żeby nie popaść w to szaleństwo ostatecznie, żeby nie zwariować.
Mała Mi jest Małą Mi. To jest w ogóle ciekawa postać. Mamy tendencję, mam wrażenie, patrząc na to w jaki sposób ona pojawia się w sieci i w różnych materiałach, traktować Małą Mi jako dzieciaka. No, bo jest wzrostu siedzącego psa. I generalnie rzecz biorąc samo imię… Jest takim, ładnie ktoś ją określił kiedyś w anglojęzycznej sieci mianem chaos goblin. Jest kimś takim. Ale Mała Ni nie jest dzieckiem. Mała mi jest przecież starsza od Włóczykija. Nie wiemy dokładnie ile, ale jeżeli traktujemy Włóczykija jako takiego poważnego wędrowca, który zimą idzie na południe, gra na harmonijce i ma namiot i patelnię, to tym bardziej Małą Mi powinniśmy traktować nie jak młodszą, uciążliwą, kłopotliwą siostrzyczkę, tylko jak być może najstarsze z rodzeństwa albo jak taką, tak zwaną, dziwną ciotkę. Więc Mała Mi jest Małą Mi.
Mała Mi wędruje po wyspie, zna tam wszystkie tajemnice. Począwszy od tego kim jest rybak, który mieszka po przeciwnej stronie wyspy i nie ma ochoty odzywać się do rodziny Muminków ani trochę. Wie gdzie włóczy się Muminek, dlaczego wychodzi nocą na plażę zabierając ze sobą lampę. Wie kto do niego przychodzi i wie kto z niego się nabija. Wie dlaczego Mama zaczyna w pewnym momencie malować kwiaty i rośliny we wnętrzu latarni i wie co robi Tatuś i czym zajmuje się po tym, kiedy Mama kazała mu wreszcie przestać łowić te wszystkie ryby, których już naprawdę nie ma gdzie pakować, bo nie ma nawet słoików, żeby je zasolić.
Rodzina Muminków wyrwana z doliny traci grunt pod nogami. To wygląda tak, jakby ktoś wyszarpnął spod nich dywan. Mała Mi przewidziała ten ruch i zdążyła podskoczyć, natomiast reszta w slow motion, jak w piosence Bonnie Tyler, powolutku się przewraca. Trochę się tam kręcą, prostują ogonki, trochę próbują wyciągać ręce, ale tak naprawdę nie do końca mają świadomość tego, że lecą.
Jest to bardzo trudny tom do czytania, kiedy spojrzy się na niego z tej strony. Wszystko to jest zupełnie inne niż to, co do tej pory znaliśmy. A dodatkowo, cóż no, spotlight jest tutaj na Muminku, który zaczyna się zmieniać. Mama mówi w pewnym momencie, on już nie jest małym chłopcem, mówi to do Tatusia. Muminek zaczyna dorastać, zmienia się i rzeczywiście w życiu Muminka zachodzą pewne zmiany. Nie będę pozwalał sobie na spoilery, bo część z Was mogło się tak zdarzyć, że jeszcze nie czytała tej książki. Ale są to trudne momenty związane z Buką, która jak wiemy jest strasznym potworem, okropnym potworem, wstrętnym potworem. Ona też okazuje się być ostatecznie zupełnie inna. Może nie zupełnie, ale zaczyna się wyłaniać obraz inny od tego, który był w, że to tak nazwę, ogólnie przyjętej narracji.
I w tym wszystkim jest ten rybak, który mieszka na wyspie latarnika. Ślady po latarniku, którego nie ma, jakieś notatki, które Tatuś odkrywa stopniowo i przypadkowo. I cała ta wyspa, która wydaje się być początkowo ich nowym domem, tak stwierdzi Tatuś, potem okazuje się być strasznie nieprzyjaznym, wrogim wręcz otoczeniem, w którym czują się coraz gorzej. A potem wreszcie udaje im się doprowadzić wszystko do porządku. Bo od tego jest rodzina. Od tego jest rodzina, żeby usiąść razem, żeby złapać się za ręce i coś zrobić. A żeby coś zrobić to trzeba zacząć od bycia znowu razem. Bycia rodziną. Od wspólnego spędzania czasu, wspólnej pracy nad codziennością i od takich drobnych gestów. Muminkom się to udaje. Nie bez pewnej pomocy ze strony Małej Mi, która wrosła w tą rodzinę dość dobrze.
Chciałbym powiedzieć, że ten tom jest smutny. Ale nie, on nie jest smutny, on jest przygnębiający. Czytało mi się go trudno, ciężko mi się patrzyło na to jak miota się Tata. Może dlatego, że prawdopodobnie jesteśmy w podobnym momencie, w podobnym wieku. Nie wiem jak dokładnie wygląda chronologia lat Muminków. Jak istoty o tak odmiennej biologii i fenotypie w jakiej relacji pozostają do ludzkiej biologii i ludzkiego upływu czasu. Ale wydaje mi się, że Tata Muminka miał po prostu kryzys wieku średniego. Wielu z nas, kiedy wchodzi w wiek średni, mam tu na myśli ludzkich mężczyzn, przechodzi coś podobnego. Niektórzy reagują na to stosunkowo spokojnie. Niektórzy popełniają szereg często niedopuszczalnych głupstw. Inni skrywają się w sobie i jest im trudno sobie z tym poradzić. Wszystkie te sytuacje są bardzo indywidualne. Myślę, że Tata próbuje odnaleźć siebie.
Bo to jest trochę tak jak to o czym mówiłem już przy okazji „Opowiadań z Doliny Muminków” kiedy „Tatuś Muminka i hatifnatowie” omawiałem. Tata potrzebuje od nowa znaleźć siebie w świecie, w którym wszystko się zmienia. W świecie, w którym jego syn przestaje być takim synem, jakim był dotychczas i zaczyna być innym. Tego się trzeba nauczyć. Wiem jak to wygląda, bo przeszedłem to już z córką i przechodzę to właśnie teraz synem. A też, tak jak wspominałem, jestem w tym wieku, w którym Tatuś Muminka postanowił rzucić to wszystko i wyjechać nie tyle w Bieszczady, co popłynąć na wyspę z latarnią morską. Jak kupiłem sobie kolejkę H0. 1-0 dla mnie. Bo zawsze fajnie jest mieć kolejkę na wyspie, czy nie?
Mama w tym wszystkim też musi odnaleźć się. Ale Mama jest Mamą. Mama robi co może i w tej zwykłej codzienności pierwszy raz widzimy, że Mama przestaje się odnajdywać. Mama, która zawsze mówiła „w porządku chłopcy idźcie, nie zapomnijcie śpiworów, weźcie sok, może przygotować wam kanapki, masz rację kochanie, zajmij się swoim polem z tytoniem. Ja tu wszystko przygotuję, może pojedziemy na wycieczkę”.
Nagle mama pęka.
Mama też wchodzi w moment, w którym musi przez chwilę odpocząć od bycia Mamą, od zajmowania się tym wszystkim, od znoszenia humorów i fanaberii całej rodziny. Ucieka w to, czego nie może mieć na wyspie, na nagiej skale pośród oceanu, czyli w wyimaginowany ogród. Znam takie Mamy Muminka, które poświęcały kilkadziesiąt lat na uprawianie ogrodu. No, akurat często dlatego, że mogły sobie na to pozwolić, a nie dlatego, że musiały gdzieś uciekać. Ale jest to taka bardzo mocna opoka, ostoja spokoju. Grzebanie w ziemi i w ogóle robienie prostych rzeczy, wykonywanie ręcznie jakichkolwiek przedmiotów i praca manualna, czy to ciężka, czy nie, zawsze przynoszą dużo satysfakcji.
Tak trochę na marginesie, bo nie jest to do końca związane z samą książką „Tatuś Muminka i Morze”, ale mam wrażenie, że dzisiaj w dobie galopującej cyfryzacji wszystkiego, kiedy żyjemy w online’owej ułudzie, kiedy wśród gdzieś tam potoków informacji zmyślamy samych siebie, dobrze jest, żebyśmy zaczęli znowu robić rzeczy takie zwykłe, fizyczne. Pisać na papierze, rysować na kartkach, dotykać drewno, narzędzia, skręcać, wiercić. Malowanie ścian, powiem wam, jest niewiarygodnie irytującą czynnością, ale dającą ogromną satysfakcję.
I tak samo państwo Muminkowie ze swoim dorastającym synem, kiedy odnajdują się w prostych rzeczach dochodzą wreszcie do ładu z morzem i z wyspą. Tak odnajdują siebie. Finał tej historii, co ciekawe, ma miejsce dopiero w ostatnim akapicie następnego tomu, „Dolina Muminków w listopadzie”.
Jest więc to tom zupełnie inny od poprzednich, chociaż czerpię z nich pełnymi garściami. Jest to godna kontynuacja. Myślę, że w dzisiejszych czasach, w 80. rocznicę publikacji pierwszej powieści o muminkach, po tym wszystkim, co przeżyliśmy w pandemii i od czasu pandemii, biorąc pod uwagę, jak bardzo zmienił się przez te lata świat, powinniśmy wrócić albo pierwszy raz wkroczyć do Doliny Muminków. Tak samo jak Tatusiowi przyjdzie nam w pewnym momencie opuścić ją. Dobrze, żebyśmy byli na to gotowi. Trochę dzisiaj tak chaotycznie, trochę nieskładnie. Może trochę przejąłem metody działania Małej Mi, która nie jest wcale taka mała i czasem zastanawiam się, czy nie jest najbystrzejsza z nich wszystkich. Może warto, żebyście to też zbadali, a na razie, skoro jest piątek, to życzę Wam spokojnej reszty dnia i spokojnego nadchodzącego weekendu.









