80-lecie Muminków – W Dolinie Muminków

Trzecia książka o Muminkach, dla mnie najmniej i najbardziej muminkowa jednocześnie.

Tekst: Bartek Biedrzycki, muzyka: Graeme Miller & Steve Shill (z brytyjskiej czołówki serialu „Opowiadania Muminków” Studia Se-Me-For)

Poniżej znajduje się surowa, maszynowa transkrypcja nagrania:

Będzie uczciwie powiedzieć, że w poprzednim odcinku kropnąłem się, bo nie sprawdziłem, mówiąc, że „Kometa” była pierwszymi polskimi muminkami, ale to nieprawda. Pierwszymi polskimi muminkami było właśnie „W Dolinie Muminków”, wydane w 64 roku w tłumaczeniu Ireny Szuch-Wyszomirskiej. To jest ciekawy tom, dlatego że on dla mnie jest jednocześnie bardzo przeholowany, a przez to mniej muminkowy trochę, a z drugiej strony jest tak bardzo muminkowy, jak tylko może być, no bo w Dolinie Muminków dzieją się cuda.
Dolina Muminków jest trochę jak Rivendell Mistrza Elronda Półelfa. Tam wszyscy są mile widziani, może z wyjątkiem tych, którzy są źli, ale nikt nie jest inherentnie zły w ocenie muminków. I tam wydarzają się najdziwniejsze, najciekawsze rzeczy.

Więc z jednej strony to, co tam się odwala jest takie jakby dla mnie mniej troszkę muminkowe. Momentami bardziej przypomina „Małe trolle i dużą powódź” swoją baśniowością i oderwaniem, ale z drugiej strony jest właśnie chyba takie, jak powinno. A jednocześnie jest to dla mnie tom, który bardzo mi się kojarzy zarówno z polskim, jak i z japońskim serialem telewizyjnym, bo to są dwie główne produkcje, na podstawie których zresztą zmontowano potem kilka filmów. Było tego więcej, myślę, że na koniec tej serii poświęcę jeden odcinek właśnie ekranizacją, więc teraz nie będziemy się nad tym ze szczegółami pochylali. Najpierw dzieciarnia znajduje czarodziejski kapelusz i ten kapelusz sprawia, że zaczynają się tam w Dolinie dziać różne cuda. To jest wszystko takie wesołe, zabawne i dlatego kojarzy mi się właśnie z japońskim serialem, który jest taki, mam wrażenie, lekki w tonie i przez to, że wprowadzono od razu więcej postaci jest bardziej humorystyczny. A druga część tej książki to jest Topik, Topcia, ich ucieczka przed Buką, sama Buka, która jest oczywiście opisywana przez bohaterów jako straszna, ale nie jest sama w sobie aż tak przerażająca.

Zawsze, kiedy czytam muminki po raz kolejny, łapię się nad tym, że Buka mówi i zawsze wydawało nam się, że to jest taki zdehumanizowany potwór, sama groza, która pełznie i zostaje za nią szron. Ale może to być wynik tego, że taką ją pamiętamy z dzieciństwa, z polskiego serialu se-ma-forowskiego. Tutaj trzeba powiedzieć, że „z dzieciństwa” to jest kwestia pokoleniowa.
Pokolenie X pamięta serial Se-ma-foru, milenialsi będą pamiętali serial japoński. Pamiętam, że ja oglądałem właśnie muminki lalkowe, a moja siostra, która jest ode mnie kilka lat młodsza, oglądała muminki rysunkowe. I ta druga część bardzo mi się kojarzy z tym serialem. Tam jest właśnie Buka, tam jest Czarnoksiężnik, który szukał królewskiego rubinu i latał na czarnej panterze i przyleciał z Księżyca. I wszystkie te historie w tej książce splatają się. To jest jakby w dużej mierze zbiór powiązanych ze sobą opowiadań. Ale jest między innymi pewne następstwo przyczynowo-skutkowe i to wszystko bardzo ładnie gra jako historia jednego lata. Zaczyna się takim drobnym wstępem, gdzie wszyscy kładą się spać, a następnie budzą się. Jest wiosna, wszystko się zaczyna dziać, a jednym z ostatnich wydarzeń jest Włóczyki odchodzący z Doliny, żeby powędrować na południe, no bo zbliża się jesień i pewnego dnia znowu spadnie śnieg i wszyscy położą się spać.

To jest bardzo dobra rzecz. Tak jak mówię, trochę mam taki dysonans właśnie, ale może o to chodzi. Może właśnie Tove Jansson pisała swoje książki tak, żeby nie były na jedno kopyto, żeby troszeczkę jednak gdzieś tam przesuwać granice możliwości. Bawi się w pokazywanie najdziwniejszych rzeczy, zwracają starzy znajomi, są oczywiście Migotki. Jest duża przygoda z hatifnatami, sporą rolę gra Paszczak, który nigdy nie jest główną postacią wydarzeń, ale kręci się tam w kółko cały czas i jest to wbrew pozorom nadal doskonałe dla dzieci. Te momenty, kiedy jest trochę strachu związanego z postacią Buki, już wcześniej o tym wspominałem, no trzeba strach oswajać. Moje nie miały z tą postacią problemu. Ja osobiście pamiętam, że bardziej przejmował mnie jako kilkulatka właśnie czarnoksiężnik, który kojarzył mi się też prawdopodobnie z innymi czarnoksiężnikami, czarodziejami i postaciami takimi posługującymi się magią z ówczesnej popkultury. Można sięgać do różnych rzeczy, kojarzy mi się chociażby czeski serial i tego typu rzeczy.

Fajna rzecz, dobre rozdziały, ostatni jest długi, bo jest rzeczywiście nawet w tytule ma napisane, że jest taki jakiś wyjątkowo długi i wszystko tam jest i bardzo różnorodna jest ta książka pod względem przygód. Także na razie „W Dolinie Muminków” z tego, co seria oferuje, jest taką bardziej awanturniczą pozycją, pełną śmiechu, pełną tajemnic, pełną niesamowitych wydarzeń. Potem bardziej awanturniczą będzie jeszcze „Lato Muminków”, które, cóż, dojdziemy do tego i myślę, że „Pamiętniki Tatusia Muminka”.

Ja tutaj mam trochę dysonans, dlatego że polska Wikipedia podaje „Pamiętniki Tatusia” na czwartym miejscu, tymczasem spis książek w naszej księgarni podaje go na miejscu przedostatnim. Może to być związane z tym, że tłumaczono w różnej kolejności rzeczy i rzeczywiście „Pamiętniki Tatusia Muminka” były tłumaczone jako przedostatnie, dopiero w 1978 roku. Ale „Kometa” jest podana jako druga, mimo że została przetłumaczona rok wcześniej, a ostatnia została przetłumaczona z pierwszej głównej serii „Dolina Muminków w listopadzie” w 1980 i potem dopiero „Małe trolle” w 1991 roku. Poczekajcie, aż spojrzę sobie w jakiej kolejność – Szwedzi podają, bo Szwedzi muszą mieć dobrze to opisane, ponieważ książki te były po szwedzku, więc jakby oni się znają. Już patrzę. No, „Tata Muminka”, jakby nie patrzeć, 1950 rok, potem wydana ponownie w 1968 jako „Wspomnienia Taty Muminka”. I teraz jeszcze popatrzmy na wersj, również czwarta w kolejności. Będę musiał więc zmienić ustawienie książek na półce.

Czytajcie muminki, jest osiemdziesiąta rocznica ich pojawienia się. Jest wiele postaci w popkulturze, które wryły się w naszą zbiorową, kolektywną pamięć równie mocno, ale te należą do naprawdę wyjątkowych, a ten tom będzie świetny dla ludzi w każdym wieku. Jeżeli ktoś go już czytał, to z przyjemnością przypomni sobie te przygody. Jeżeli tylko widział któryś z seriali, to z ciekawością dowie się, jak to rzeczywiście wyglądało. A jeżeli dla kogoś będzie to pierwsza lektura, czy samodzielna, czy też z mamą lub z tatą, to na pewno będzie to też wielka przygoda. I jeszcze raz wybaczcie błąd, który popełniłem w poprzednim odcinku. Takie rzeczy się zdarzają. Kiedyś powiedziałem, że były cztery wahadłowce zamiast pięciu. Chociaż tak naprawdę amerykańskich wahadłowców było sześć. Ale to jakby temat na inną opowieść.

Avatar photo

Bartek Biedrzycki

Autor książek, komiksów, podcastów i papierowych modeli.

You may also like...

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Mastodon