Pod niebem obojętnego bawołu – wprowadzenie

Pod niebem obojętnego bawołu © Bartek Biedrzycki 2022
Gniazdo Światów, ISBN 978-83-959027-6-5

Spis dotychczasowych odcinków

Część I – Banita


Pamięci Ropuszego Dworu, Lormtu i zamku Posępny Czerep.

Postać Godara Czarnego dedykuję Robertowi Adlerowi, czarodziejowi.

Barbarzyński wojownik z toporem, kobieta topless i wojowniczka jadąca wierzchem na wielkim kocie.

Rys. Robert Adler

Niektórzy w Cloigeann mówili potem, że nadszedł od północy, ale to brednie, bo od północy nie ma bramy w murach, a jedynie kamienne urwiska opadające stromo w morze.

Mawiali o nim, że był synem kowala a on potrafił się faktycznie z żelazem obchodzić, ale też uczony był w pismach jak mało który kowalski syn być mógł. Niesie wieść, że w dysputy się wdawał z kapłanami i możnymi jednako, miecz wtedy i sztylet odkładał a perorował długo i przekonująco. Plotka istnieje, że jeden kapłan Pana Tloluvina na oczach tłumu gardło sobie poderżnął, bo racji nie znalazł. Mawiają też, że czytał księgi dla przyjemności, ale to już musi być łgarstwo.

Był Godar wysoki i potężny, a zwali go Czarnym bądź Czarnobrodym, bo miał grzywę ciemnych włosów, błyszczących i gładkich niby końska grzywa, brodę zaś czarną nosił przyciętą krótko, na modłę południowców. Włosy nosił rozpuszczone w każdy czas, jedynie zebrane pod szerokim diademem, chyba, że się w wir bitwy puszczał, wtedy je splatał w dwa warkocze długie a ciężkie, metalowymi nićmi przetykane. Mówią wśród żołnierzy, że gdy raz w czas walki w największej jatce potracił ostrza to rzucił się na przeciwnika i go warkoczem zadusił a potem mieczem z trupa zdartym długo jeszcze siekał innych wrogów. Trudno dać wiarę żołnierzom, bo to pleciugi są i pijacy, co za dzban wina każde kłamstwo opowiedzą, a jednak musi w tym prawda być jakaś, bo nie bez powodu ludzie mówili, że w walce Godar był dziki jak barbarzyńcy z pustyń na południe od Morza Wewnętrznego.

Powiadali jednak, że przywędrował znad Morza Litorynowego, hen z dzikich władztw Gedana, z plemion Litorynów czy raczej Wendów, ale to muszą być kłamstwa, bo takie księstwa i takie plemiona nigdy nie istniały. Podobnie jak gadali, że od Estów przyszedł co leśne polany zamieszkują, aleć wtedy byłby płowowłosy. Prawdą jest, że jak Estowie z koniem radził sobie po mistrzowsku, pić potrafił bez umiaru i porywczy był. Inni jeszcze mawiali, że przyszedł z kraju Nordów co leży za Litorynem, ale o krajach tych nie wiadomo nic zupełnie, a to jedno, że tam są smoki. Nosił wprawdzie czasem na tarczy zielony wizerunek wywerny, ale nie jest to żaden dowód na nic całkiem.

Bogom żadnym się nie kłaniał przesadnie. Gdy był po temu czas, ofiary składał po równo i Cromowi  Cruachowi na los ludzki obojętnemu i Tloluvinowi zapalczywemu o czerwonych oczach i bogowi okrutnemu z dalekich wschodnich rubieży Morza Wewnętrznego, co imienia jego wymawiać nie wolno a jedynie Bogiem zwać. Upodobał sobie jednak szczególnie Korisa Gormańczyka, kalekiego boga bitwy i wojowników, co opętanych bitewnym szałem prowadzi na zatratę, drogę gwałtu wskazując swoim toporem. Takoż i Godar Czarnobrody toporem, gdy czas był ku temu sposobny wrota chramów w drzazgi rozbijał, łby kapłańskie otwierał a odkładał go jedynie gdy przyszło do dziewek świątynnych i kapłanek wszelkiego kultu, gdyż w przemocy sprawiedliwy był i równo traktował i kobiety i mężczyzn i eunuchów i wszystko inne stworzenie co po ziemi chodzi, w powietrzu lata lub w głębinie pełza. Na bezbożnych i świeckich równie chętnie miecza dobywał.

Taki był Godar zwany Czarnym, uczony barbarzyńca, zbójca bogobojny, o którym mawiają, że za swego życia zwędrował cały znany ludziom świat i wszędzie swe piętno odcisnął dokądkolwiek zawędrował. Tedy posłuchajcie jak to było w czasach, gdy legendy chodziły żywe między ludźmi zaś on otrzymawszy prezent od przedwiecznego boga sięgnął po tron twierdzy Cloigeann nad Morzem Wewnętrznym.

Dwukrotnie.

Bartek Biedrzycki

Autor książek, komiksów, podcastów i papierowych modeli.