Popieram Kodeks Blogerów
godai | 28.10.2008, o 20:30 | W kategorii To i owo, Zuza

Wpis wiązany, taki, o, o różnych rzeczach. Nowy rodzaj spamu. Teksty, które pozornie są OK, w stylu fajny blog, będę tu wpadał, tylko link piszącego prowadzi do sklepu internetowego albo zakładów bukmacherskich. Bardziej wysublimowane niż chcesz mieć fujarę 50 cm (na marginesie: nie wiem, czemu ktoś myśli, że chciałbym, co, odrąbać sobie połowę?) ale przez to wysublimowanie - większa chamówa. Kasuję, markuję jako spam. Wojna weszła na kolejny poziom.

No, to teraz o temacie. Pomysł jest bardzo prosty:

Potrzebne składniki:

Zaprawa:

2 dag suszonego ziela piołunu
trochę kopru, trochę mięty (mogą być fixy herbapolu)
1/2 litra czystej wódki

Nalewka:

1 litr roztworu spirytusu
1 kieliszek zaprawy
3 dag cukru

Opis przygotowania:

Zaprawa: piołun wsypać do słoika, zalać wódką, odstawić na tydzień, na ostatnią dobę dodać koper i miętę. Zlać przez watę lub gazę.

Nalewka: w litrze rozrobionego spirytusu (najlepiej 60% jakoś), rozmieszać duży kieliszek (setkę powiedzmy) zaprawy i doprawić karmelem (znaczy się, cukrem upalonym na karmel). Można doprawić do smaku cukrem, albo dać więcej zaprawy. Mocne. Bardzo silny posmak ziołowy. Ale ogólnie dobre.

No to na zakończenie to, przed czym się powstrzymuję, chociaż mógłbym tonami to wrzucać, czyli o mojej małej córeczce. Przy okazji pozdrawiam Klaudka - Kajka jest super, moja taka też za chwilę będzie.

Powstrzymuję się, bo wiem, że prócz mnie i kilku kurtuazyjnie nastawionych znajomych za wiele to nie interesuje. Na pewno nie w nadmiernych ilościach.

Dzień z tatą, czyli co robimy? Oczywiście idziemy na obiad do knajpy. Mała dostaje krzesełko i słoik odgrzany w restauracyjnej kuchni, tato raczy się makaronem i pilsnerem. Dużo radości, a złote buhaha należy do kierownika sali.

- I pan tak będzie jadł, a dziecko?
- A dziecko dostanie słoiczek, jak mi pan odgrzeje.
- Uff, to dobrze, już się bałem, że będzie tak siedziała i patrzyła…

Na pewno jeszcze was odwiedzimy. Nawet Żonę zabierzemy. Mamę, znaczy.

I na koniec: CMD Sezon I - będzie znów dostępny. Jak reszta, to się zastanowię. Być może też.


Inne wpisy być może podobne:


godai | 09.10.2008, o 10:00 | W kategorii To i owo, Zuza

Miała być recenzja, ale oderwało mnie od czytania zakupów z MFK przyjście paczki z sześcioma TPB z Batmanem, więc nie będzie dziś recenzji.

Za to, garść plot.

Mało kto wie, ja do niedawna też, skąd pewien podrzędny, opiniotwórczy blog, którego redaktorzy coraz bardziej kokieteryjnie odcinają się od słowa “blog”, a który, wzorem innych portali, wyposażył się właśnie w numer ISSN wziął swą nazwę.

Hm, pewnie mnie zje, ale to zemsta za wypaplanie tajemnicy - Motyw Drogi miał być pierwotnie komiksem obyczajowym. W klimatach szkoły średniej. Nawet ponoć powstały jakieś plansze. Zrobione przez młodego, gorącego twórcę, który wtedy był młodszy, ale za to mniej gorący.

Zanim podacie to na swoich portalach, pamiętajcie, kto wam powiedział: wydawnictwem, które zapowiadałem jako być może gotowe na MFK miało być papierowe boli. Ze względu na terminy drukarni nie dojechało. Ponoć właśnie się robi i jednak będzie w dającej się przewidzieć przyszłości.

Zgodnie z częściowo potwierdzonymi informacjami, album, oprócz pasków znanych z internetu, będzie zawierał przynajmniej dwie dłuższe, kilkuplanszowe historie (jedna publikowana już wcześniej, jedna premierowa) w kolorze. Termin, dane i cena pozostają nadal nieustalone.

Wiem też, a raczej pewien komiksiarz powiedział mi, że inny komiksiarz wie, kto stoi, w sensie finansowym, za Thorgalem. Aż prychnąłem piwem, nie wiem, czy ze śmiechu, zdziwienia czy podziwu dla bezczelności, gdy usłyszałem. Być może zostanie to zdradzone. Co było w Łodzi, na razie w Łodzi pozostaje.

I na koniec najważniejsze - chłopaki z Bug City robią nowy komiks. Naprzód.

Acha, dosłownie sprzed kilku minut: kolejna Suka byc może w przyszłym roku, jeśli autorzy dadzą radę. Trzecia historia była prapremierą materiału.


Inne wpisy być może podobne:


godai | 13.06.2008, o 20:35 | W kategorii 1. Aktualności, Zuza

I nie mam tu wcale na myśli mosiężnego zegara z marszałkiem Piłsudskim, który świętej pamięci prababka Helena zakopała pod kurnikiem na ogrodzie rodowej posiadłości w czasie stanu wojennego.

Którego, zresztą, nigdy nie odnalazłem. Zegara, nie stanu.


Inne wpisy być może podobne: