Popieram Kodeks Blogerów
godai | 16.11.2008, o 10:00 | W kategorii Słowo na niedzielę

Beyonce Knowles, taka piosenkareczka (OK, taka maksymalna gwiaździcha tego rodzaju muzy, której kompletnie nie słucham) przyznała, że chciałby zagrać w filmie.

Że chciałaby zagrać w filmie superbohaterskim. To to ostatnio jest zdaje się bardzo czoko. W sensie takie filmy.

I ona, ta gwiazdka, znaczy się, uznała, że najlepiej, jakby zagrała Wonder Woman.

Bo, argumentacja jest taka, skoro Barack został prezydentem, to teraz jest na to świetny moment.

Szczerze? Czarnego Batmana też nie zniosę. I nie obchodzi mnie, jak bardzo jesteśmy anty-biali i pro-kolorowi, ale to jest ikona. To tak, jak nie wiem, Kot z Cheshire bez zębów? Albo jakbyśmy zamiast Alicji dali Maciusia.

Albo, nie przymierzając, horror sprzed pół życia. Kiedy zaczęło się w połowie lat 90-tych mówić poważnie o ekranizacji Władcy Pierścieni i jakiś skretyniały palant feministyczno-homofobiczny zasugerował, żeby wywalić ogrodnika Sama i dać zamiast niego ogrodnicę. Samicę, najlepiej. Bo tak będzie lepiej.

Szkoda, że nie na kierowniczym stanowisku. Na szczęście pomysł upadł.

Więc Nowa Czarna Wonder Woman?

Mam nadzieję, że piosenkarka będzie śpiewać. Bo śpiewacy na aktorstwie się gówno znają zwykle. Tak, jak z małymi wyjątkami aktorzy gówno znają się na śpiewie.

No, a skoro wylazł ze mnie rasista, to tylko nawiążę do powyższego linka i napomknę o nowym ataku żółtego niebezpieczeństwa. Azjatyckie Biuro Nieruchomości. Nalepki na trasie do IKEA Janki, na żółtym (no proste) tle numer telefonu.

666-xxx-999

Łapiecie to? Najpierw liczba Szatana w/g Apokalipsy Św. Jana, a potem jeszcze według innej tradycji (nie chce mi się ryć teraz biblioteki), która mówi, że liczba Bestii to nie trzy szóstki tylko trzy odwrócone dziewiątki.

I niech ktoś zaprzeczy, że te skośne diabły nie planują tu nam jakiejś inwazji w iście dickowskim stylu!

To nawet ich przekleństwo jest. To takie o ciekawych czasach.


Inne wpisy być może podobne:


godai | 09.11.2008, o 10:00 | W kategorii Słowo na niedzielę

Tak, będzie o tym.

Zasady są po to, żeby je łamać.

Jest to jedno z najgłupszych powiedzeń, jaki znam. Durne, szczeniackie i prawie zawsze prowadzi tylko do kłopotów.

Ale co zrobić, jeśli zasady są niejasne, a ich interpretacją i egzekwowaniem zajmują się arbitralnie i dowolnie ludzie, co do których rzetelności można mieć poważne wątpliwości?

Kiedy widzi się w identycznych sytuacjach różne interpretacje, a sytuacje rozpatrywane są pod kątem zgodności z aktualnie pasującymi zasadami, w całkowitym oderwaniu od jakiegokolwiek kontekstu i bez brania pod uwagę okoliczności?

Wtedy, niestety, należy dupę zebrać w troki i wyjść. Bo zasady, nawet jeśli są naginane, źle interpretowane i wymuszane przez głupców, to nadal są zasady. I źle jest je łamać, nawet, jak się ich nie szanuje.

Szkoda, że dużo rzeczy zmienia się dopiero wtedy, kiedy te zmiany nie mają już żadnej wartości i nic dla mnie nie znaczą, bo za dużo szkód zostało wyrządzonych i nie mam ochoty wracać; także dlatego, że nie wierzę, żeby zmiany były czym innym niż kosmetyka.

I właśnie dlatego spotkania takie, jak to opisane tydzień temu muszą się odbywać regularnie. Żeby można było spokojnie, bez nawiedzonych kolesi sterczących z kijem nad głową, pogadać z ludźmi o tym, co lubimy. Bez obawy, że dyskusja nie będzie przebiegać według jedynej słusznej linii.


Inne wpisy być może podobne:


godai | 02.11.2008, o 10:00 | W kategorii Słowo na niedzielę

Jubileuszowe, znaczy się. Magia liczb, oddziaływująca na nas, kiedy nawet nie zdajemy sobie w pełni z tego sprawy. Chciałoby się (chciałbym ja, że doprecyzuję), aby to słowo było jakieś specjalne, lepsze być może, bardziej czoko niż zwykle. Czoko, jakby kto nie wiedział, znaczy to samo, co dżezi, a nie jest passe.

Z drugiej strony nie ma nic takiego, co sprawiłoby, że ten akurat kolejny wpis będzie w jakiś sposób od innych lepszy. Pozwolę więc sobie tylko na krótką relację z piątkowego spotkania komiksiarzy, które odbyło się w gronie wąskim, ale za to sympatycznym.

I nie jest to pewnie ostatnie spotkanie tego typu, bo aby zbawić polski komiks, mamy zamiar spotykać się na piwie regularnie. Więc niech warszawscy i okoliczni komiksiarze będą czujni - dowiecie się, gdzie i kiedy ponownie uderzy wieczór popijających malkontentów.

Miłej niedzieli.


Inne wpisy być może podobne: