Popieram Kodeks Blogerów
godai | 01.09.2008, o 09:57 | W kategorii O literaturze

Korzystając z faktu, że właśnie drogą kupna nabyliśmy DVD z adaptacją tej książki, pozwalam sobie odgrzać kotleta i wrzucić krótką notkę, którą o niej kiedyś naskrobałem.

Powinienem zacząć od stwierdzenia, że usilne przyrównywanie do Alicji w Krainie Czarów, które w wielu mediach dotknęło tę książkę, jest trochę na wyrost. Jest Alicji w Krainie Traw dużo, ale głównie w charakterze jawnych nawiązań i skojarzeń młodej bohaterki, niekoniecznie zaś w samej warstwie wydarzeń. To raczej takie mrugnięcia okiem, jakie można znaleźć prawie wszędzie (nie sięgając daleko, w Mój sąsiad Totoro jest prawie identyczna scena nawiązująca do króliczej nory).

Kraina Traw

Kraina… zrobiła na mnie ogromne wrażenie: najpierw rozmachem, którego nie można się było domyślać w pierwszych rozdziałach. Lektura zaczyna się spokojnie, prawie jak u Kinga, gdzie coś przemyka, ale tego nie widzimy. Niczym ciche, monotonne, ale denerwujące brzęczenie pszczół, które gdzieś krążą, czekając tylko, aby pokąsać.

Narratorem jest mała dziewczynka, i Cullin dość dobrze uchwycił sposób postrzegania świata przez dziecko. Warstwy rzeczywiste i urojone, magiczne i koszmarne nakładają się tu na siebie jak okna witrażowe. Poprzez retrospekcję czytelnik dostaje istotne informacje dopiero w momencie, kiedy pogrążony jest już na tyle w magicznej atmosferze farmy What Rocks, że za późno jest, aby spojrzeć na przedstawiony świat inaczej, niż przez pryzmat urojeń Jelizy.

Klimatem książka ta przypomina bardziej Gdy oślica ujrzała anioła Cave’a – tak jak tam, świat widzimy zdeformowany, oczami istoty, która ma percepcję inną od naszej. I tak jak tam, rzeczywistość zdaje się być spiralą, która w miarę lektury zaczyna kręcić się coraz szybciej.

Mroczna to książka – popycha w szaleństwo, prezentując pozornie bezpieczny, ograniczony ramami wiedzy i wyobraźni świat dziecka. Pozornie, bo kiedy samemu sięgnie się pamięcią, to łatwo przypomnieć sobie wszystkie drzemiące poza polem widzenia potwory i okropności. Autor pisze też w taki sposób, że rzeczy pozornie niewinne, nabierają groźnego, podszytego medialną paranoją podtekstu.

Nie mogłem uciec od skojarzenia z filmem Na przekór całemu światu – odtwarzany przez Bacona upośledzony Ricky jakoś automatycznie skojarzył mi się z postacią Dickensa.

Dodatkowo zakończenie, mimo że przeczuwamy coś “w tym stylu”, jest jednak dużym zaskoczeniem. Autor zaś zostawia nas w środku krwawego, płonącego koszmaru, oddychających z ulgą - no, teraz to wreszcie będzie dobrze…

Książkę przypadkiem wypatrzyła Żona, i za to lubię ją jeszcze bardziej. Pora zrobić powtórkę z filmu. Co ciekawe, nigdy nie wszedł do kin. Dzieło Gilliama, mimo, że i tak utemperowane w stosunku do literackiego pierwowzoru, doczekało się jedynie kilku pokazów studyjnych - nikt nie podjął się szerokiej dystrybucji. Szkoda. Byłby, być może, fajny skandal.

Strona filmu.


Inne wpisy być może podobne: