Lód

Tak łatwo spłonąć od kłamstw, 
Tak łatwo spłonąć od prawd,
Lecz najokrutniej jest żyć
Z samotnym sercem gwiazd. 

Halina Frąckowiak, Serca gwiazd

 

Międzynarodowa Stacja Kosmiczna „Atlant”, lipiec 2014 roku

Promienie Słońca wystrzeliły ponad błękitnym łukiem planety i uderzyły w iluminator, oślepiając dowódcę stacji. „Atlant” wchodził w dzienną strefę Ziemi. Emilia wyciągnęła dłoń i osłoniła oczy. Jasne, ostre światło przygasło, kiedy fotochromowe szkło ściemniało. Pod nimi przesuwała się metodycznie Afryka. Emilka wytężyła wzrok i zobaczyła ciemną kropkę majaczącą na tle słonecznej tarczy.

Obróciła się, odepchnęła nogami i przepłynęła przez sekcję przejściową segmentu rosyjskiego, wpływając do MDA. Dotknęła założonej za ucho słuchawki.

– Wysunąć  adapter – wydała polecenie. W słuchawce rozległ się trzask i potwierdzenie przyjęcia rozkazu. Kosmonautka obróciła się i zerknęła na diody błyskające na panelu przy jednym z czterech obwodowych włazów Wielodostępowego Adaptora Dokowania. Przytrzymała się relingu przy włazie i przez niewielki iluminator patrzyła, jak rozkłada się śluza. Olejowe siłowniki na jej obwodzie wysuwały się, oddalając zewnętrzny węzeł od MDA, wewnętrzna harmonijkowa ścianka prostowała się powoli.

Rozkładana śluza była nowym nabytkiem na „Atlancie”, wcześniej używali samodzielnego „przedłużacza”, lecz został uszkodzony po nieudanym dokowaniu amerykańskiego wojskowego wahadłowca „Unity”. Sama koncepcja rozwijanej śluzy nie była zresztą niczym nowym, wykorzystano ją już w pionierskim locie towarzysza Leonowa w misji Woschodzie-1. Serwomotory i siłowniki hydrauliczne dodatkowo chroniły konstrukcję MDA i amortyzowały dokowanie kosmolotów, z samej swojej natury dużych i ciężkich.

Wysunięty poza obrys stacji węzeł wydał ostatni trzask, kiedy zamknęły się elektryczne sworznie i zastygł w pozycji roboczej. Kosmonautka przebiegła palcami po panelu i przełączyła go w tryb roboczy.

– Doktor Bowman? – rzuciła w komunikator.

– Tak? – zatrzeszczało jej w uchu.

– Proszę o potwierdzenie kontaktu z „Bajkałem”. Mam kontakt na optycznej, ale nie wywołali się jeszcze.

– Potwierdzam. Brak wywołania.

– Doktor Bowman… – sapnęła rozeźlona Emilia.

– Tak, doktor Dobrowolsky?

– Dobrowolska!

– Tak, doktor Dobrowolska?

– Już nic.

W słuchawkach zatrzeszczało i nagle zabrzmiał w nich męski głos, dochodzący jakby z wielkiej oddali. Nie było to zresztą niczym dziwnym, bo jego właściciela dzieliło od stacji dobre tysiąc kilometrów.

London calling – reszta utonęła w szumie zakłóceń, ale po chwili dało się słyszeć dalszą część przekazu – Engines stop running, but I have no fear!

Emilia Dobrowolska, dowódca Międzynarodowej Stacji Kosmicznej „Atlant” zaklęła w duchu i przewróciła oczami.

– Doktor Poole, proszę o potwierdzenie parametrów spotkania – powiedziała spokojnie do interkomu. Rozległ się trzask.

– Tu Poole. Przekazuję ponownie dane przyjęte z Eupatorii. Kosmolot „Bajkał” na orbicie kontaktowej, pozbawiony paliwa, częściowo niesterowny. Przyczyny awarii nie zostały podane. Prośba o ocenę możliwości dokowania i przechwycenia załogi do czasu przybycia misji ratunkowej.

Kosmonautka przymknęła oczy, obróciła się wokół własnej osi i podkuliła nogi. Następnie delikatnie odepchnęła się stopami od umownego sufitu i przepłynęła przez przejście łączące MDA z główną częścią modułu amerykańskiego. Odchyliła głowę w tył i zobaczyła pod sobą Bowman, przypiętą taśmami velcro do stanowiska nawigacyjnego.

– Frankie! – zawołała. – Wiemy już, kto dowodzi tą krypą?

– Zgadnij, Em – odparła Bowman obracając się do niej. Usta jej się rozjechały od ucha do ucha. Emilia zakryła twarz dłońmi i jęknęła głośno.

– Te gnoje zrobiły to specjalnie. Przecież jest kilka innych stacji na tej wysokości – jęknęła ponownie.

Od strony MDA do modułu wleciała Poole. Obróciła się i poklepała Dobrowolską po ramieniu.

– Już, spokojnie, dadzą radę, to przecież…

– Właśnie dlatego! – zirytowała się Emilia.

Informację o awarii dostały dwie godziny wcześniej. Radziecki wahadłowiec „Bajkał” schodził z orbity geostacjonarnej, na którą zapuszczał się dzięki dodatkowym modułom silnikowym, podczepionym pod skrzydłami leciwego już promu zbudowanego jeszcze w latach 80. Trudno było określić tę misję mianem rutynowej, szczególnie, że Rosjanie jak zwykle odprawiali jakieś swoje tajne techno-czary, ale nie były to już czasy, kiedy takie loty miały status podwyższonego ryzyka. Z floty wahadłowców Bałchasz i jego następca, Chanka, wykonywały regularne loty do radzieckiej bazy księżycowej Łuna-3 we wnętrzu krateru Korolow D na ciemnej stronie Księżyca, gdzie znajdowało się obserwatorium pozaukładowe. Na Księżyc latali także Amerykanie w swoich Orfeuszach, a ich „Unity” i „Liberty” regularnie zaopatrywały bazę EGP zlokalizowaną w punkcie libracyjnym.

W tej sytuacji lot „Bajkała” na geo potraktowano dość rutynowo i najwyraźniej wszyscy byli bardzo zaskoczeni, kiedy coś poszło nie tak. Co konkretnie poszło nie tak, tego dowódca Międzynarodowej Stacji Kosmicznej Atlant, Emilia Dobrowolska nie wiedziała. Częściowo dlatego, ze radzieccy koledzy z Eupatorii starali się nie być zbyt wylewni na otwartym kanale, którym siłą rzeczy musieli się komunikować, a częściowo dlatego, ze prawdopodobnie sami nie wiedzieli do końca, co się działo z radzieckim wahadłowcem. Pewne było jedynie, że „Bajkał” pozostaje w pozasterownym dryfie a Atlant jest najbardziej dogodnym do przeprowadzenia przechwycenia obiektem znajdującym się na jego bezpośrednim kursie, mogącym dokonać przechwycenia promu w najkrótszym czasie.

– Yuriko? – rzuciła w słuchawkę interkomu.

– Hai! – rozległo się z drugiego końca modułu. Rozległ się syk aparatury próżniowej, przez chwilę ktoś szamotał się za zasłoną i z sekcji sanitarnej wynurzyła się najmłodsza członkini ekspedycji, ustępująca wiekiem nawet dowódcy – pierwsze dziecko poczęte poza Ziemią.

– Ty co znów?

– Nie służą mi te wasze polskie pierogi – mruknęło kwaśno Yuriko. Włożyła w ucho słuchawkę oplecioną wokół szyi i poszybowała przez moduł. – Jak rozumiem, stanowisko kontroli położenia?

Emilia skinęła głową.

London calling – rozległo się znowu w słuchawkach ze śpiewnym, rosyjskim akcentem.

– Proszę nie pajacować, poruczniku – warknęła zirytowana Polska. – Proszę przekazać dane na temat waszego położenia.

– Już służę – odparł młody męski baryton. Emilia wiedziała, że należał do postawnego, wysokiego jak na kosmonautę blondyna o oszałamiająco ciemnych oczach, szelmowskim uśmiechu i szerokich barach. – Mówi dowódca radzieckiego wahadłowca „Bajkał” do dowódcy Międzynarodowej Stacji Kosmicznej „Atlant”. Znajdujemy się na kursie kontaktowym. Przewidywany czas do kontaktu osiemdziesiąt minut.

Niecała jedna orbita, pomyślała Emilia. W sam raz czasu na przygotowania, ale nic nadto. Ciśnienie podniosło się jej nieznacznie.

– Poruszamy się na orbicie 400 na 410, mamy ograniczoną możliwość manewru, system RCS promu jest niesprawny.

– Jasna cholera – wyrwało się dowódcy „Atlanta”. – To jak w takim razie macie zamiar zadokować do stacji?! – Dobrowolska rozejrzała się po module i pochwyciła powątpiewający wzrok doktor Bowman.

– Mamy parę pomysłów. Jedyne, o co proszę, to ustawienie „Atlanta” równolegle do powierzchni, bo i my znajdujemy się w takim położeniu. Sądzę, że dokowanie w tej pozycji będzie bezpieczniejsze dla obu jednostek.

Kobieta zamknęła oczy i ponownie zaklęła w duchu. „Parę pomysłów” to były słowa, których zupełnie nie chciała usłyszeć. Dowódca „Bajkała” był znany z wyjątkowo swobodnego podejścia do procedur, niespotykanej dezynwoltury i stuprocentowej skuteczności. Wsławił się dotąd między innymi ręcznym dokowaniem z amerykańskim wahadłowcem czy przechwyceniem wytrąconego z orbity nieczynnego Ałmaza poniżej linii Karmana. Pomysły tego człowieka były doskonałym materiałem na gawędę przy barze, kiedy chcesz, aby ktoś postawił ci piwo, ale branie udziału w jego akcjach wymagało żelaznych nerwów i żelaznego żołądka. Ambitny, pewny siebie i swoim zachowaniem urągający dyscyplinie Rosjanin znany był pod kodem wywoławczym Fantom-1. On i jego załoga, złożona po części z weteranów, którzy szlify zdobywali dwie dekady wcześniej, a po części z ambitnych, osiągających doskonałe wyniki młodzików z niewiarygodnym nalotem realizowała misje, których nikt przy zdrowych zmysłach by się nie podjął. Latali po wszystkich orbitach na wysłużonym Bajkale, jakby wozili się rasowaną wołgą po wieczornym Arbacie, przybijając do stacji orbitalnych wszystkich państw za nic mając procedury i robiąc pośmiewisko z dyscypliny wojskowej. Z jakiegoś względu Armia przymykała oko na te wybryki, a chociaż sprzęt formalnie był cywilny, to radziecka agencja kosmiczna dziwnym trafem patrzyła zawsze w przeciwną stronę, niż ta w której akurat przebywali kowboje z sił kosmicznych.

– Przyjęłam. Mamy was na kontakcie optycznym, czy wasza aparatura zbliżeniowa działa?

– Potwierdzam – rozległo się po chwili w słuchawce – ale to psu na budę, skoro mamy martwy system sterowania.

– Mimo to nalegam, abyście ją uruchomili – odparła Dobrowolska. W interkomie rozległo się rozbawione prychnięcie i ściana nad głową Emilii ożyła, robiąc „ping”. Kosmonautka obróciła się twarzą ku panelowi i sprawdziła odczyty.

– W porządku, dziękuję wam poruczniku.

– Przyjemność po mojej stronie, pani doktor – rozległ się wciąż rozbawiony głos w słuchawce.

– Gwoli ścisłości, to jestem dopiero doktorantką – mruknęła Emilia. W rozmowę wcięła się Yuriko, meldując gotowość na stanowisku sterowania położeniem. Następne dwa kwadranse upłynęły kosmonautkom na ustawianiu „Atlanta” w położeniu równoległym do powierzchni Ziemi i stabilizowaniu orbity. Najpierw ustawiona prostopadle do powierzchni planety stacja została obrócona o 90°. Potem Yuriko zrotowała ją tak, aby trzeci panel radzieckiego modułu DOS skierowany był ku umownej górze. Było to ustawienie optymalne, pozwalające na podejście wahadłowca od strony Ziemi, co w przypadku niepowodzenia i utraty sterowności zabezpieczało przed ściągnięciem „Atlanta” w górne warstwy atmosfery.

Kosmonautki odpaliły silniki chińskiego modułu orbitalnego i skorygowały ustawienie bazy, a następnie załączony został system kontroli wysokości. Zużywał ponadnormatywne ilości paliwa, więc z ulgą obserwowały, jak „Bajkał” zbliża się do stacji – powoli ale metodycznie. Wkrótce można  było już odróżnić charakterystyczne szersze czarne pasy na krawędzi natarcia skrzydeł i czerwony jak robotnicza krew napis CCCP oraz flagę ZSRR.

– Jesteśmy gotowi do podejścia – rozległ się w interkomie głos dowódcy „Bajkała”, kiedy do kontaktu brakowało już tylko kwadransa.

– Nie macie szans – orzekła spokojnie Emilia, odczytując odległość wahadłowca od stacji na przyrządach i szybko przeliczając odstęp w pionie, jaki dzielił oba pojazdy.

– Nie? To potrzymaj mi piwo – kpiącym tonem odparł radziecki kosmonauta. Emilia przez iluminator zobaczyła, ze otwiera się pokrywa luku bagażowego „Bajkała”. W jego wnętrzu znajdował się owinięty brezentem ładunek nieznanego przeznaczenia. Jednocześnie zwolniony został boczny właz węzła cumowniczego i dwie postacie odzianie w skafandry Orłan wypłynęły w przestrzeń. Emilia rozpoznała serię MK po charakterystycznych czerwonych pasach wzdłuż rękawów. Obaj kosmonauci przypięci byli do wahadłowca linami. Odpłynęli na boki i obrócili się.

– Dobry Boże w niebiesiech – wyszeptała doktor Poole, zauważając plecaki УПМК 21КС[1]. Fantomy ustawili się symetrycznie po bokach pojazdu i odpalili jednostki manewrowe. Napięły się liny zacumowane do węzła i 80-tonowy kolos drgnął, przesuwając się w kierunku stacji.

– Czy wyście postradali zmysły?! – krzyknęła Dobrowolska na ten widok.

– Spokojnie, ślicznotko, wszystko mamy pod kontrolą! – odpowiedź dowódcy „Bajkała” była chłodna i rzeczowa, chociaż w jego głosie pobrzmiewały szelmowskie tony.

– Jak mam być spokojna, jak wy holujecie wahadłowiec na rakietowych plecakach, gdzie ja miałam głowę, że się zgodziłam!?

– Spokojnie, powtarzam, uważaj teraz – nadeszła odpowiedź. Emilia przywarła twarzą do iluminatora najbliżej sekcji MDA. Widziała zbliżającą się coraz bardziej sylwetę radzieckiego wahadłowca. Była kilkanaście metrów poniżej i nieco w przedzie orbity przez węzłem, lecz szybko go doganiała. Coś drgnęło w ładowni i w przestrzeń uniosły się dwa bliźniacze ramiona zdalnych manipulatorów.

– Tu Bajkał, tu Bajkał. Atlant, utrzymujcie pozycję – rozległ się głos radzieckiego dowódcy.

– Potwierdzam – odparła Yuriko spokojnie, chociaż w jej głosie czuć było napięcie.

Ramiona manipulatorów rozłożyły się jak kończyny modliszki, na ich końca zakręciły się i rozwarły chwytaki. Zapiszczał system kontroli zbliżania, raportując obecność radzieckiej jednostki w bezpośredniej bliskości stacji; piski przybierały na częstotliwości dosłownie z sekundy na sekundę. Emilia zerknęła w górę na panel. Centymetry migały jak oszalałe. Kosmonauci z plecakami UPMK wygasili silniki i opadli na poszycie wahadłowca, mocując się pasami do relingów. Bajkał nieubłaganie zbliżał się do Atlanta. Manipulatory rozprostowały się na całą długość.

– Uwaga! – rozległ się głos radzieckiego kosmonauty. – Kontakt za trzy… dwa…

Głuchy łoskot przebiegł przez Atlanta, dało odczuć się drżenie i rezonans, który rozszedł się po kadłubie. MDA zaskrzypiało i zatrzeszczało, jęknęło poszycie, nieprzyzwyczajone do naprężeń tego typu, kiedy chwytaki manipulatorów zacisnęły się na relingach. Masa radzieckiego wahadłowca pchnęła stację, wypychając ją na wyższą orbitę. W kabinie zabrzmiał dzwonek alarmowy.

– Już, już, chwila! – rozległ się lekko tylko spanikowany głos Japonki na stanowisku kontroli położenia. Przez cały kadłub ponownie przebiegło drżenie, gdy systemy RCS „Atlanta” zamortyzowały zetknięcie pojazdów. Śluza ugięła się a ster pionowy kosmolotu znalazł się niebezpiecznie blisko poszycia chińskiego modułu TG. Potem dało się słyszeć coś, co obecnej na stacji załodze wydało się być westchnieniem ulgi i wysuwany rękaw rozprostował się, zaś wahadłowiec ustabilizował swoją pozycję między stacją a macierzystą planetą.

– Siedzimy – rozległo się w interkomie. Ramiona manipulatorów drgnęły i Bajkał zaczął zbliżać się do stacji. W kilka minut później węzeł ładowniowy wahadłowca zetknął się z rozsuniętą śluzą MDA. Rozległ się głuchy stuk, potem brzęk serwomotorowych sworzni, zabezpieczających połączenie obu pojazdów, a nad głową Emilii rozbłysły zielone diody oznaczające udane połączenie.

– Zabiję gada – syknęła kobieta pod nosem, rozhermetyzowując śluzę. Owiało ją ciepłe powietrze, kiedy jednocześnie odchylił się właz dzielący bazę o kosmolotu.

– Strzępa, Istocznikow, bierzcie się za kontrolę RCA – rzucił do interkomu mężczyzna, który ukazał się we włazie. Emilia wciągnęła głośno powietrze nosem i odęła usta.

– Ja… ciebie… zaraz… – wydyszała czerwieniejąc. Uszy ją paliły.

– O, красавица любимая[2] – zawołał mężczyzna i rozłożył szeroko ramiona. Kosmonautka założyła swoje na piersi ostentacyjnym gestem dezaprobaty i odchyliła się w tył.

– Poruczniku Borysie Mikojanie – wycedziła przez zęby, nieznacznie odpychając się bosą stopą od relingu i cofając w kierunku włazu do modułu DOS. – Jestem…

– Jesteś jedyna, niepowtarzalna i ukochana – radziecki porucznik wyszczerzył zęby w uśmiechu i objął polską kosmonautkę nie zważając na jej niemrawe protesty. – Uwielbiam, jak się na mnie boczysz, Emilka.

Skłonił głowę i złożył na ustach dziewczyny pocałunek będący stanowczo czymś więcej, niż przypieczętowaniem przyjaźni polsko-radzieckiej. Sięgnął w dół, do bocznej kieszeni na spodniach kombinezonu pokładowego.

– Czyś ty postradał zmysły!? – rozgniewała się Emilia, ale cios pięścią, jaki wymierzyła Rosjaninowi w ramię był stanowczo żartobliwy. Nagły ruch uniósł ją w powietrze i oddalił od towarzysza.

– Aj, любовница[3], co ty robisz, ja do ciebie z sercem na dłoni – porucznik wyszczerzył się i wyciągnął przed siebie rękę – a ty do mnie z pięściami.

– Co ty mi tu… – Emilia spojrzała i oniemiała. – Czyś ty zdurniał bez reszty, ty pokręcony Rusku?! Co to do cholery jest? – jakby wbrew własnym słowom wyciągnęła rękę i chwyciła małe pudełeczko w dłoń.

– Oj, nie zgrywaj naiwnej, otwórz – uśmiechnął się mężczyzna. Kosmonautka spojrzała w jego ciemne, piękne oczy.

– Czy ty…? – pytanie zawisło w powietrzy.

– Czy specjalnie zepsułem wart miliony rubli wahadłowiec? – roześmiał się. – Zrobiłbym to bez wahania i dał się wyrzucić z korpusu kosmonautów, ale na szczęście nie musiałem. Awaria nastąpiła samorzutnie, zupełnie, jakby bogowie wysłuchali moich próśb.

– Nie ma bogów, Borys, a religia to opium dla ludu – uśmiechnęła się Dobrowolska i otworzyła pudełko. Delikatnie, jakby obchodziła się z najcenniejszą rzeczą na świecie wyciągnęła z niego pierścionek z brylantem. Prawdę mówiąc w tej właśnie chwili była to najcenniejsza rzecz na świecie. Przymknęła oczy i wsunęła go na palec.

– Szefie, no i co? – rozległo się w interkomie pytanie zadane przez pilota-kosmonautę Iljuszyna.

– Właśnie, szefowo, nie daj nam czekać – zabrzmiał w słuchawce głos doktor Poole.

Emilia wybuchła śmiechem. Śmiała się długo i serdecznie, aż musiała otrzeć łzę z oka.

– Tak – powiedziała w końcu. – Tak, Borys, zgadzam się zostać twoją żoną.

W interkomie słychać rozległy oklaski, gdzieś w tle słychać było serię trzasków i zachęcające pokrzykiwania kosmonautów z „Bajkała”. Dziewczyna objęła chłopaka ramionami i mocno przytuliła.

– Tak.

– Я люблю тебя[4] – uśmiechnął się Borys.

– Tu Centrum Kontroli Lotów w Eupatorii – rozległo się w słuchawkach. – Proszę o meldunek na temat aktualnego stanu technicznego wahadłowca „Bajkał”.

Cichy chichot przebiegł łącza. Borys Mikojan otarł czoło wierzchem dłoni.

– Towarzyszu Strzępa, meldujcie – zażądał.

– Tak jest, panie poruczniku. Melduję, że zlokalizowaliśmy wyciek z systemu RCS. Jesteśmy w stanie naprawić go na miejscu z użyciem materiałów dostępnych na stacji. Po zakończeniu napraw możemy dokonać bezpiecznej deorbitacji i lądowania. Brak nam tylko paliwa.

Rosyjski dowódca spojrzał na polską szefową stacji. Ta sięgnęła do ucha i dotknęła przełącznika.

– Mówi Emilia Dobrowolska, dowódca bazy „Atlant”. Proszę o autoryzację przetoczenia paliwa do radzieckiego wahadłowca.

Eter zamilkł na moment, potem rozległa się seria trzasków i zapętlone sprzężenie zwrotne zawyło krótko w słuchawkach.

– Mówi Centrum Kontroli Lotów w Oberpfaffenhofen…

Coś przerwało połączenie i inny głos przemówił czysto i wyraźnie.

– Mówi Gloria Dobrowolska, dyrektor Centrum Kontroli Lotów w Gołdapi. Zezwalam na przetoczenie paliwa do wahadłowca „Bajkał”.  Proszę zadbać o to, aby zachować rezerwy dla „Atlanta”, ponieważ najbliższa misja zaopatrzeniowa planowana jest na początek przyszłego miesiąca.

– Mówi dowódca MSK „Atlant”, przyjęłam.

– Dziękuję wam, towarzyszko Dobrowolska – rzucił w słuchawkę radziecki porucznik.

– Z wami policzę się osobno, towarzyszu, kiedy tylko wrócicie na Ziemię. Niech wam się nie wydaje, gieroj, że możecie się oświadczać mojej jedynej córce tak bez uprzedzenia.

– Tak jest! – służbiście odparł Borys. – Przyjąłem do wiadomości!

– A tobie, Emilko, gratuluję. Oboje z ojcem jesteśmy z ciebie bardzo dumni. Koniec komunikacji – oznajmiła starsza z Dobrowolskich i zamknęła kanał.

Przez chwilę w MDA zaległa cisza. Wielka, wszechogarniająca, obejmująca wszystko cisza wszechświata, cisza kosmicznej, zimnej pustki pod oślepiającym światłem gwiazd, w obliczu którego człowiek i jego sprawy są tak małe i nieistotne.

– Fffffu – sapnęła Emilia. – Zaskoczyłeś mnie. To znaczy, spodziewałam się kamienia, ale głupku… W śluzie na stacji kosmicznej? Musiałeś tak przy wszystkich, na otwartym kanale?

Młody mężczyzna wzruszył ramionami, co wprawiło go w powolny ruch obrotowy.

– Wiesz, jak to jest, luba. Родина слышит, Родина знает[5]. No, a ten syn bujał w obłokach tak długo, że czas było zejść na Ziemię, nieprawdaż?

– Kocham cię – szepnęła kosmonautka i tym razem to ona złożyła pocałunek na jego ustach.

Cztery orbity później radziecki wahadłowiec „Bajkał”, z naprędce naprawionym wyciekiem z systemu RCS, zatankowany nadliczbowym paliwem, odcumował od stacji „Atlant” i po wykonaniu impulsu hamującego wszedł w górne warstwy atmosfery.

Konstancin-Jeziorna, grudzień 2018 – styczeń 2019

 


[1] Ros. Установка для перемещения и маневрирования космонавта  – system napędowy i manewrowy kosmonauty
[2] Ros. – ukochana piękność
[3] Ros.  – kochana
[4] Ros. – kocham cię
[5] Ros. – Ojczyzna słyszy, Ojczyzna wie. Rosyjska pieśń skomponowana przez Dymitra Szostakowicza, ze słowami Jewgienija Dolmatowskiego; gwizdał ją towarzysz Gagarin schodząc do lądowania w misji Wostok-1

Avatar

Bartek Biedrzycki

Autor książek, komiksów, podcastów i papierowych modeli.

You may also like...