Pożegnanie idola

W poniedziałek opuścił nas, z przyczyn dotąd niepodanych, mój wielki idol, Norm Breyfogle. Myślę, że nie tylko mój, ponieważ był to autor ceniony i wielce poważany w całym komiksowym świecie. Dla całego pokolenia czytelników był człowiekiem, który wraz z Alanem Grantem stał za odnowieniem legendy Batmana w drugiej połowie lat 80. gdy pracował w serii Detective Comics. Stamtąd przeniósł się do serii Batman, a potem do mroczniejszego, bardziej wyrafinowanego Shadow of the Bat. Dla większości polskich czytelników jego wersja była pierwszą i przez wiele lat najlepszą.

Miał charakterystyczny, niemożliwy do pomylenia styl, który wciąż ulepszał i nad którym pracował. Jego żywa kreska, dynamiczne kadrowanie, niesamowite planowanie stron były idealną ilustracją do ciężkich scenariuszy Granta. Dał nam Robina godnego naszych czasów, który idealnie pasował do współczesnych wymogów. Dał nam Brzuchomówcę, Anarcha, Zsasza, narysował ten niepokojąco podniecający moment, kiedy Vicky Vale stoi w ciemni w samej koszuli i tę niewiarygodną scenę, w której Batman przykuty do krzesła siedzi w celi Azylu Arkham. Był też człowiekiem, który zilustrował walkę Bruce’a Wayne’a z Brucem Lee…

Poza Batmanem, Norm pracował nad całą masą tytułów w największych wydawnictwach amerykańskich. Ilustrował także dla gazet i firm, pracował przy reklamie. Ostatnie kilka lat zmagał się z paraliżem po udarze, niezdolny do pracy artystycznej.

Miałem zaszczyt i przyjemność spotkać go w Łodzi w 2010 roku. Skromny, uśmiechnięty, superprofesjonalny facet, otwarty na ludzi. Wspaniały człowiek.

Nie ma wielu nazwisk, które mógłbym oznaczyć plakietką „idol”. Breyfogle był bez wątpienia pierwszym do takiego tytułu. Świat stał się odrobinę smutniejszym miejscem.

Okładka historii „Śnieg i lód” (w Polsce luty 1991).

Bartek Biedrzycki

Autor książek, komiksów, podcastów i papierowych modeli.

Może Ci się również spodoba