Kotki soldatki

W ramach któregoś BookRage (obecnie już ArtRage, mam nadzieję, że nie zaczną się teraz zakupy z parasolem i empikizacja oferty – na razie jest Kiciputek, a to mnie nie nastraja), zakupiłem sobie pakiet z Genius Creations. Zrobiłem to bardzo ostrożnie, bo ich antologia o (mam nadzieję) ironicznym tytule „Geniusze fantastyki” zmontowana była po równo z tekstów ciekawych i dobrych jak i totalnego żwiru, który ledwo dawał się czytać.

W ramach pakietu wziąłem więc tylko podstawkę – „Malajski excalibur” Daniela Nogala, „Błąd warunkowania” Anny Nieznaj i „Ród” Emila Strzeszewskiego. Pierwszy okazał się absolutnie uroczą historią o współczesnym private eye, niemal cyberpunkowym bohaterze, w którym noir łączy się z kinem kopanym z Hong Kongu, a wszystko to w egzotycznych klimatach dalekiej Azji. Trzecia pozycja była straszna i zmęczyłem ją z trudem, kilkukrotnie prawie się poddając. Pomysł, który byłby ciekawy w nowelce – chociaż totalnie ani odkrywczy, ani oryginalny – został zrealizowany w formie męczącej, miejscami wręcz nudnej, gdzie zamiast fabuły było filozoficzne pierdololo.

Na tle panów jedyna kobieta w tym zestawie plasuje się akurat pośrodku, albo nieco powyżej. Nieznaj napisała świetne, przygodowe czytadło, bez napinania się na wyrost na coś głębszego jak Strzeszewski, chociaż brak jej też tego odlotu i zapierającego dech świata z prozy Nogala. „Błąd warunkowania” to zbiór opowiadań – decyzja na dzisiejszym rynku niecodzienna i odważna, bo mało kto porywa się na debiut zwarty właśnie zbiorem. Brawa też dla GC, że zdecydowało się na taki ruch – wydawcy rzadko kiedy się na to decydują. Faktem jest, że opowiadania w zbiorze łączą bohaterowie i ciągłość akcji, przez co w pewien sposób można te zasadniczo samodzielne teksty traktować jak rozdziały mocno rozdzielone czasem i miejscem akcji. Podobnie wyglądał debiut Michała Gołkowskiego czyli „Ołowiany Świt„.

„Błąd warunkowania” opowiada o specjalnej jednostce wojskowej, Kotach, ludziach z hybrydowymi dodatkami właśnie kotów. Młodzi żołnierze pochodzą z całej Europy, chociaż jakoś tak przypadkiem stacjonują w Polsce a słowiańska krew jest w oddziale najsilniejsza. Autorka dała każdemu z członkiń i członków zespołu pewien rys osobowości, pewną własną cechę, chociaż czasem są to rzeczy pretekstowe – mamy więc chłopaka z etnicznym dziedzictwem i dziewczynę żarliwie wierzącą.  Cechy te są tyleż ciekawe, co mało wykorzystane w samych historiach – wokół żadnej z nich chyba nie została osnuta konkretna akcja, robią raczej za tło. Mimo wszystko nie chcę stawiać tu zarzutu – umiejętność sprawnego zróżnicowania grupy bohaterów to coś, co akurat się autorce udało.

Brawa należą się także za powściągliwość – w przypadku takich bohaterów, takiego tła – walka, terroryzm, szpiegostwo – autorzy popadają często w przesadę i próbują zabłysnąć wiedzą. Wiem dobrze, że bardzo kusi tu i tam wrzucić model karabinu, opisać granatnik czy zdradzić kilka mało znanych faktów na temat systemu namierzania, albo metod hybrydyzacji DNA. Nieznaj w zasadzie pomija takie detale, ale czyni to zupełnie bez szkody dla tekstu. Taki brak to w zasadzie dodatek, patrząc na niektóre przypadki.

Same historie są trochę przezroczyste – to jest czytadło, wchodzi w psychikę bohaterów na tyle, na ile potrzebne to dla akcji, ale to są wyskoki w stylu Bonda – postrzelać, wedrzeć się, zinfiltrować, trochę poudawać kogoś innego w jakimś egzotycznym miejscu. Nie całkiem codzienna praca oddziałów specjalnych, ale na pewno coś, co my jako czytelnicy akceptujemy jako popkulturowy obraz takich działań. Opisane zgrabnie, przyjemnie, nie stawia oporu przy czytaniu i nie udaje jakiejś nie wiadomo jak zaawansowanej i zaangażowanej prozy. I dobrze. Fantastyka środka, fantastyka bliskiego zasięgu, w dodatku podparta przyzwoitym warsztatem, jest konieczna na rynku. Anna Nieznaj napisała książkę pod tym względem modelową – lekturę na weekend, która jednak nie wylatuje z głowy w poniedziałek przed wypiciem kawy.

Jedynym, co mnie irytowało do nieprzytomności było prowadzenie dwóch wątków – jednym były historie z Kotami, drugimi, umownie nazwijmy to grupa przestępcza. Rozumiem, że te dwa wątki połączą się w pewnej chwili, ale jeśli mam być szczery, mogło to nastąpić na ostatniej stronie pierwszego tomu przygód kociarni, nie zaś na pierwszej stronie tomu drugiego. Ponieważ jednak sam mam denerwujący nawyk pisania w taki sposób nie potrafiłem się długo gniewać. Po prostu chciałbym, żeby Anka napisała już i wydała drugi tom, bo chcę wiedzieć.

Bartek Biedrzycki

Autor książek, komiksów, podcastów i papierowych modeli.

Może Ci się również spodoba

  • Jamiołkowski jest fajny, miło się czyta o magicznej Warszawie :-D ale prawdziwe odkrycie z GC to „Redlum” – obłędnie dobre i oooooooooo jakie za krótkie!
    :-)
    (no i Majka Paweł, viadomo ;-))