Trudno rozmawiać z dziećmi

Fot. Chris Niedenthal

Dzisiaj jest ważna, trudna rocznica. Tak jakoś wyszło, że zarówno Zuza jak i Młody interesują się rodzimą historią. Szczególnie ona, bo ostatnio rozmawiali w szkole i o Chrzcie Polski i o innych wydarzeniach się zdarza. Jego dla odmiany interesuje historia wojskowości, a oglądając Szarżę Rohanu aż wstyd nie wspomnieć o husarii, Wiedniu i paru innych bitwach.

Ale najtrudniej jest mówić o historii nowoczesnej, współczesnej, o czasach, które znają z naszych opowieści o tym, że chleb był wiecznie czerstwy, rower to można było trafić w sklepie w Bielawie jak się miało farta, a mięso było na receptę i trzeba było na Mazury jechać po świniaka.

Stan wojenny to szczególny moment w historii, bo wszystko jest w nim nie tak. Wojskowy zamach stanu (to samo, co zrobił Piłsudski), żołnierze i czołgi na ulicach i Polak mierzący do Polaka z ostrej broni. Czas straszny, którego powtórki nikt by sobie nie życzył.

I w tym wszystkim strasznie smutna opowieść o Czechosłowacji i o tym, jak Polacy razem z innymi pojechali swoimi czołgami do naszych południowych sąsiadów. Że mogliśmy mieć tak samo.

Trudno z dziećmi rozmawiać, bo co im powiedzieć? Jak wytłumaczyć, że ludzie byli tak zdesperowani, biedni i zniewoleni, że woleli iść pod kule i pałki? Jak powiedzieć o tym, że ci, którzy mieli ich bronić strzelali do nich? Że ci, którzy mają pilnować porządku i służyć pomocą byli wtedy oprychami? Kim był elektryk z gdańskiej stoczni, na terenie naszego miasta przetrzymywany przez generała, kierującego cała operacją? I dlaczego ludzie szli do więzienia za mówienie tego, co naprawdę myślą?

Trudno z dziećmi rozmawiać.

Ale rozmawiać trzeba.

Bartek Biedrzycki

Autor książek, komiksów, podcastów i papierowych modeli.

Może Ci się również spodoba