Jak zepsuć dziecko (i sobie życie)

Tekst niniejszy pierwotnie ukazał się na łamach portalu Foch! Portal został przez wydawcę zwinięty w ostatni poniedziałek, więc pozwolę go sobie przypomnieć tutaj. Żeby nie zginał przypadkiem. 

 

Dziecko, jak przekonują nas poradniki, to krynica radości, dumy, a w przypadku kobiet, także laktacji. I wszystko byłoby dobrze, gdyby nie krótkowzroczność rodziców, którzy chcą za dobrze i rozwijają dzieci za bardzo. Na własną zgubę!

Nie zrozumcie mnie źle, nie mówię, że nie należy mieć dobrych chęci, nie uważam także, że magisterka to coś zbędnego dla pracownika infolinii. Nigdy nie wiadomo, co się w życiu przydać może. Każdy z nas chciałby, aby jego potomstwo było zdecydowane, kreatywne, bystre i otwarte. I każdy chciałby czuć dumę z tego, że kolejne pokolenie podziela nasze pasje. Ale zostawcie sobie to majstrowanie przy dziecku na, powiedzmy, nieco później. Na ten moment, kiedy ono już będzie się potrafiło sobą zająć. Natomiast kiedy dziecko jest małe, to zalecałbym daleko posuniętą wstrzemięźliwość, bo można sobie wyjątkowo łatwo strzelić w stopę.

Książki

Są super. Warto je czytać. Wszyscy mówią, że warto je czytać także dzieciom. Ale zastanówmy się, co tak naprawdę dwulatek wyciągnie z czytania? Moja córka, na przykład, gdy czytaliśmy „Zimę Muminków”, stwierdziła, że się boi i nie chce. I zmuszony byłem czytać jej „Władcę pierścieni”. Wiecie, ile to trwało? Jeżeli widzieliście kiedyś jakiś egzemplarz w Empiku, to łatwo się domyślić. Zresztą, nie w tym problem! Niech to będzie cokolwiek, co tam dzieciakowi, jak to się mówi, wchodzi. Wszystko jest ładnie, pięknie, kiedy dziecina maleńka ukołysana rytmem rodzicielskiego głosu zasypia słodko. Ale prawdziwy horror przeżyjecie dopiero, kiedy z pozornie niewinnej rozrywki czytanie przed snem zmieni się (a zmieni się) w codzienny, żmudny obowiązek.

Każdy wieczór zacznie wyglądać tak samo. Ty nie obejrzysz powtórki przedostatniego Bonda, nie będzie wymiany heheszków na fejsiku, nie zrobisz piwka przy meczyku albo nie pomalujesz paznokci przy kolejnych przygodach panny Bradshaw – siedzisz w mrocznym pokoju i czytasz kolejne rozdziały. Jeden, drugi, trzeci… Gdy już po godzinie wstrzymujesz oddech, nagle z łóżeczka dobiega głos:

– Tato! (Lub: Mamo!) Czemu przestałeś czytać?!

A co w sytuacji, gdy dzieci masz dwójkę? Jedno krzyczy:

– Tomka Wilmowskiego! Tomka czytaj! – a drugie, z drugiego końca pokoju, odszczekuje:

– Wcale nie, bo Alicję! Alicję obiecałeś.

Na co pierwsze nagle zmienia zdanie i woła:

– Kubusia! Albo to o Frodzie i Gollumie!” – i nagle szlag trafia cały wieczór.

Z litości nie wspomnę już o tym, że książki kosztują majątek, a naprawdę, przysłowiowy „Kubuś Puchatek” (którego pewnie wasi teście lub rodzice mają jeszcze na półce) to wystarcza na co? Pięć? Siedem wieczorów? A potem, ja się pytam, co? Kupować nowe, wciąż kolejne książki? W tej sytuacji inwestycja w tablet może okazać się zbawienna. Albo po prostu zacznij myśleć. Dziecko chce czytać? To niech się czytać nauczy! I niech czyta sobie samo!

Po co robić jedną baletnicę z plasteliny, jeśli można zrobić stado?

Po co robić jedną baletnicę z plasteliny, jeśli można zrobić stado?

Dziecko kreatywne

Dzieci są kreatywne. I na tym powinniśmy poprzestać. Bądźmy szczerzy, to, że twoja trzylatka tak ładnie rysuje kwiaty, to oczywiście fajne. Jest to idealny sposób, żeby stracić wszystkich znajomych na FB oraz spowodować masowe pijaństwo teścia, szwagra i brata przy wigilijnym stole (bo z nudów podczas prezentacji będą zaglądali do kieliszka). Nie zabraniaj dziecku rysować (chyba, że po ścianach, bo wyrośnie z niego jakiś Banksy albo coś i będzie wstyd). Ale jeśli masz odrobinę rozumu, to nie namawiaj go na NIC więcej. Kredki? Świetnie. Tylko niech ci nie przyjdzie do głowy powiedzieć mu, że kredek są różne rodzaje. A już ręka boska niech cię broni przed pastelami (nieważne, olejne czy inne, syf na stole, ubraniach, podłodze, ścianach i tobie – taki sam).

Farby? Źle ci było, że dziecina siedzi z zeszycikiem na kolanach i skrobie długopisikiem? Naprawdę potrzeba ci kilku kubków z brudną wodą, radośnie wylewającą się na stół i podłogę? Kłótni rodzeństwa o to, kto wycisnął cała żółtą? Nie mówiąc o walkach o pędzle? Myślisz, że plakatówki zmywa się wodą? To się najpierw dowiedz z czego niby, żebyś się potem nie zdziwił. I żebyś pewnego dnia nie usłyszał, że ona chce malować na płótnie farbami taty, a nie tymi szkolnymi na papierze. Bo się potem będziesz potykać trzy tygodnie o schnącą olejną Księżniczkę Iskierkę Zmierzchu, a przy dziecku kląć nie wypada.

Zresztą farby i kredki to zaledwie przygrywka do całego imperium rzeczy strasznych. Najpierw cieszysz się jak głupi do sera, aż pewnego dnia orientujesz się, że kilkulatek wymachuje przy stole nożyczkami, żąda twojego kleju modelarskiego i podbiera ci karton, na którym nakleja pieczołowicie wyrysowane setki mieczy, ludzików i gadów. Zaś stół pokryty jest czymś w rodzaju batiku do potęgi entej, a ty zastanawiasz się, czy tarcze szlifierskie do wkrętarki, które kupiliście przy generalnym remoncie mieszkania, dadzą sobie z tym radę. I z blatem w kuchni. I z parkietem w salonie. I z biurkiem w dziecięcym pokoju. I z twoją szafką nocną (z nią dadzą, ona na szczęście pokryta jest jedynie stwardniałą ciastoliną).

Kultura wysoka

Tym razem nie będę ględził, tym razem będzie przykład. Wystawa klocków z Danii. Nic zdrożnego, dzieciny się z pewnością będą dobrze bawić, ty zresztą też. Do momentu powrotu do domu. Wtedy bowiem, przez nadchodzące miesiące, musisz być gotowy na taką mniej więcej litanię:

– Zbuduj mi Mordor, albo Mustafar, albo to, co on ten Lando tam mieszkał, jak to się nazywało, Bespin? Nie tak, tam takie rury były, nie wiesz, jak to nie wiesz, pokaż mi film, to na filmie było! Nie tak! Jak to nie mamy takich klocków, ale dlaczego takie małe, ja chcę takie jak na wystawie, nie żółte, to był śnieg, musi być białe, no bo musi, no i Szelobę zbuduj, a dlaczego ja nie mam ludzika Obi-wana, sam sobie kupię, nic od ciebie nie chcę, uzbieram sobie i sobie kupię wszystkich hobbitów, żebyś wiedział! I niech ona mi odda zieloną planszę, już, natychmiast, co mnie obchodzą jej Friendsy, ja tu buduję Tatooine!

Oczywiście, takie fanaberie jak wystawy, czy, boże uchowaj, jakieś teatry, to są dobre dla tych tam hipsterów z wielkich miast. W normalniej Polsce możesz po prostu wziąć dzieci do kina. Opcja, tak zwana, bezpieczna. Przy czym błyskawicznie okazuje się, że córka chce pójść na „Wizyta na stacji Mir 3D” w IMAXie (na drugim końcu miasta), a syn na „Księżniczka-superbohaterka”, więc oczywiście nie ma tak, że pójdzie tylko jedno z rodziców i zaoszczędzicie pieniądze na biletach. Naiwniacy. I oczywiście: w środę nie grają ani tego, ani tego. Wiadomo.

Rodzinne zdjęcie na lodówce. Rodzinne zdjęcie astronauty Charlesa - zostawił je na Księżycu.

Rodzinne zdjęcie na lodówce. Rodzinne zdjęcie astronauty Charlesa – zostawił je na Księżycu.

Sport to zdrowie

Póki dziecko się nie dowie.Ważne, aby do harmonijnej diety, regularnego snu, odpowiednich lektur, dopasowanej do aktualnego etapu rozwoju adekwatnej dawki kultury i stymulujących zabaw dokładać także wypoczynek na świeżym powietrzu, ale dobrze jest z tego zrobić raczej coś na kształt bonusu. Takiego weekendu, jakby. Inaczej, niestety, masz przerąbane. Nie zdążysz teczki odłożyć po powrocie z tyry, w myślach wciąż układasz plan realizacji chałtur, a już w przedpokoju wita cię radosne:

– Pójdziemy na plac zabaw? Pójdźmy, proszę, pójdźmy!

A ty wiesz, że nie tylko pójdziecie. Wiesz, że pojedziecie tam na rowerku (kto pojedzie, ten pojedzie, kto będzie pchał za uchwyt, ten pchał będzie) i na rolkach (kto będzie je niósł w drodze powrotnej, to ty już wiesz, bo nóżki bo-olą), i że w tej dzielnicy placów jest cztery. I że „leave no playground behind” to jedyna obowiązująca zasada.

Będziesz też, oczywiście, jeździć z sankami na górkę (kto będzie jeździł, to będzie; ty będziesz ciągnąć), wydasz majątek na lodowisku (wstęp 3 zł, para łyżew w rozmiarze 29 – 7 zł), rolki spróbujesz kupić w kolorze neutralnym, żeby druga latorośl mogła je przejąć, ale na spróbowaniu się skończy. A także, jeśli będziesz mieć trochę szczęścia, to lekarz już na Szpitalnym Oddziale Ratunkowym zabroni dziecku jeździć na nartach przez przynajmniej następne dwa lata. A na zdjęcie gipsu musisz zapisać się na za dwa tygodnie. Tam, w rejestracji. Kolejka tylko dwie godziny. Ale spokojnie, lekarka przy zdjęciu gipsu ponowi zakaz jazdy. A może ono, to dziecko, nie utyje od siedzenia tak kołkiem przed telewizorem? Może ten sport jest jednak trochę przereklamowany? Jak mleko?

Katastrofa?

Niekoniecznie. Wszystkiego tego da się uniknąć. Trzeba jednak zachować umiar. Równowagę mocy. Dziecko też człowiek, idzie mu różne rzeczy wytłumaczyć. Wystarczy sadzać przed telewizorem, najlepiej przez takimi kanałami, gdzie pierdzą i ciągle się drą, bo tego tłumaczyć nie trzeba, a zabawy na pół dnia. I śpiewać melodię z reklam coli. Trzeba tylko koniecznie pamiętać, żeby mu zawczasu wytłumaczyć, że jak dorośnie, to musi być zdecydowane, kreatywne, bystre i otwarte. A tylko teraz ma siedzieć cicho, nie wtykać nosa w nie swoje sprawy i nie skakać. Z kanapy ani na kanapę.

 

Tekst nie był płatny ani nie podpisywałem żadnych zobowiązań, więc zakładam, że prawa autorskie Agory nie zostały tu naruszone. To samo tyczy moich własnych zdjęć. Redakcja: redakcja FOCHa!

Bartek Biedrzycki

Autor książek, komiksów, podcastów i papierowych modeli.

Może Ci się również spodoba