162. Hejtowałem

Hejtowałem i się nie wstydzę, nie wypieram, nie wyprę i wstydził nie będę, bo piłki nożnej nienawidzę prawie tak bardzo, jak ludzkiej głupoty, a nienawidzę tak od pewnie ze trzydziestu lat. A wcześniej i tak nie lubiłem.

Tradycyjnie więc darłem łacha, że od czterdziestu lat żadnego sukcesu i tym podobne.

I chyba przedobrzyłem i mi ktoś na złość zrobił, bo nie dość, że nie przegrali pierwszych dwóch meczów, to wyszli z grupy. I nie dość, że wyszli, to jeszcze potem wygrali ze Szwajcarią – chociaż to było tak wymęczone, żeomatko!

Ale przyznaję się, moja wina, szydera boska na mnie, hejtera. Bo nikt mi nie wmówi, że ktoś posłuchał tych pseudozabawnych tyrad do boga, jak to Polakom potrzeba tych piłkarzy, żeby sobie reperować gówniane życie i niską samoocenę.

No, a potem przestałem hejtować otwarcie. I przegrali, chociaż cały polski internet śmiał się z Ronaldo, czy jak mu tam. No i się skończył high-life.

Bartek Biedrzycki

Autor książek, komiksów, podcastów i papierowych modeli.

Może Ci się również spodoba