Są takie książki

Są takie książki, które, całkiem nieświadomie, pamięta się całe życie. Nie akcję, nie fabułę. Pamięta się słowa, zdania. Pojedyncze myśli, wrażenia, samoistne byty pamięci, uśpione nierzadko przez dekady.

Widzę „przebicie małego kondensatorka” i znów czuję ten cholerny ucisk w gardle, dławiący żal, stratę po śmierci kosmonauty, który pierwszy raz zginął, gdy byłem w szóstej czy siódmej klasie.

To samo tyczy się zresztą powszechnie znanego faktu, że „żaden człowiek nie ustoi przy pięciu!”

Ale jest tego więcej, siedzi w głowie, w człowieku, zaszyte, zapomniane, pogrzebane gruzem i warstwami śmieci zdania, akapity, olśnienia z młodości, rzeczy, które wskakują na swoje miejsce jakby tylko na to czekały. Miałem to wrażenie, gdy czytałem dzieciakom „Tapatiki” Tomaszewskiej. Lektura sprzed ćwierć wieku, połknięta z fascynacją, gdy teraz ją powtarzałem, to zgrzytałem zębami na zagadnienia z zakresu kosmonautyki. A mimo to cale zdania, całe frazy wypływały z mroków niepamięci, kiedy je na głos czytałem.

I tak samo pamiętałem pieśń o zgubie Zarsthora, albo klątwę, którą tkaczka pieśni rzuciła na mrocznego jeźdźca, a wreszcie przeczytałem ostatnio zdanie „On jest złem wcielonym! Trzymaj się od niego z dala!” i znów poczułem się jak w domu.

Macie takie zdania, takie akapity, takie powroty?

Bartek Biedrzycki

Autor książek, komiksów, podcastów i papierowych modeli.

Może Ci się również spodoba

  • Liteon

    Skłamał bym mówiąc, że na codzień używam świadomie. Dopiero w kontekście lub czytając coś, z mroków pamięci coś wypada. No może (tak w tej chwili) kończ waś wstydu oszczędź… I tak zrobię :-)

    • O to chodzi – coś, co siedzi uśpione, drzemie, a potem nagle wskakuje na swoje miejsce. Czasem po dekadach.

      Bogowie, „po dekadach” – jak to brzmi!