Narodowy Dzień Pamięci „Żołnierzy Wyklętych”

Dzisiaj 1 marca, Narodowy Dzień Pamięci „Żołnierzy Wyklętych”.

Temat jest bardzo trudny i złożony. Część z tych ludzi to bez wątpienia byli bohaterowie. Nie będę rzucał nazwisk, bo zbyt często nie wiemy, jak wyglądała prawda, ale niektórzy bezsprzecznie byli bohaterami. Inni z bohaterów stali się bandytami. Za każdym razem ich losy toczyły się różnie i to, jak teraz ich postrzegamy uwarunkowało wiele wydarzeń.

Zbyt często brakuje nam trzeźwego osądu, krytycyzmu i dystansu, żeby ostudzić emocje. Zbyt często brak nam faktów, żeby dojść prawdy.

Kilka lat temu znajomy zapytał mnie, czy napisałbym scenariusz o Józefie Kurasiu, ps. „Ogień.

Postać jest mi bliska, bo pierwszą książkę o „Ogniu” przeczytałem mając chyba z 11 lat. Był to tomik „Po ‚Ogniu’ był ‚Mściciel'” z MON-owskiej serii „Z tygrysem”. Możecie się domyślić, w jakim świetle „banda Ognia” była tam przedstawiona. Poświęciłem kilka tygodni na szukanie informacji na temat Kurasia i stanąłem w rozkroku.

Od informacji, że był bohaterem, do informacji, że był bandytą. Od relacji, że ludzie witali go kwiatami, do takich, że po dziś dzień przeklinają go w niektórych wsiach. Relacji z jego partyzanckiego wesela znalazłem trzy, skrajnie różne – od tej, gdzie dobrzy akowcy bawili się wesoło i ugościli cała wieś, aż po taką, gdzie urządzono bandyckie wesele, wieś ograbiono, a na koniec spalono, bo spędzeni mieszkańcy nie chcieli się radować, że watażka im przygrywa do tańca.

Poddałem się. Nie dało się tego zrobić realnie, mądrze i prawdziwie, bez odbicia w jedną stronę. Musiałbym albo wybrać, czy był dobry, albo – czy był zły. Napisać scenariusza, w którym zawarłbym różne relacje nie umiałem.

Na napisanie książki o Ogniu nie mam ani siły, ani czasem, ani chyba, powiem szczerze, ochoty. Powinni robić to ludzie, którzy się na tym lepiej znają.

Z przykrością stwierdzam, że w dzisiejszych czasach mało jest takich ludzi, a ton dyskusji nadaje retoryka polityczna. Albo czcisz pamięć bohaterów, albo pamięć ofiar bandytyzmu. Zbyt często nie potrafimy rozdzielić tych spraw i przyznać, że, jak w szeregach każdej armii, także w tym stadzie zdarzały się czarne owce, a sam ten fakt nie odbiera nic bohaterom.

Ale to jest taka Polska – jak nie z nami, to przeciw nam.

Czasem jednak żałuję tego scenariusza. Na pocieszenie mam szkic do jednej planszy, jednej sceny, tego momentu, w który Kuraś przekroczył pewną granicę.

Mam prośbę, gdy będziecie ją przeglądali – myślcie. Myślcie samodzielnie, sami szukajcie prawdy, unikajcie retoryki, a na każde źródło szukajcie kontrźródła. Taki hołd, dla prawdziwych bohaterów. Trudny, wymagający.

Bo nie ma rzeczy łatwych, tak jak ich losy nie były łatwe i nie zasługują na to, aby sprowadzać je po symboli, które można powiesić na balkonie wraz z banderą (bo niektórzy nie potrafią odróżnić jej od flagi własnej ojczyzny).

Długie, ale dziękuję, że doczytaliście.

ogien

Bartek Biedrzycki

Autor książek, komiksów, podcastów i papierowych modeli.

Może Ci się również spodoba

  • Mateusz Augustyn

    Bardzo mnie martwi sytuacja w której zamiast przedstawiać tragedię tych ludzi wpisując ją może w tę metaforę wilka coraz bardziej samotnego i zmieniającego się w dziką bestię wraz z trwającą lata nagonką.

    Cała rozmowa o żołnierzach (niezłomnych/wyklętych) jest zamknięta w dychotomii bohater bandyta.

    Nawet głosy umiarkowane najczęściej sprowadzają się do tego, że dzieli się zbiór ŻW na bohaterów i bandytów.

    Chyba będzie trzeba poczekać naprawdę jeszcze sporo czasu, gdy już wyrobi się jakiś sposób przedstawiania tych ludzi, tak by można było się do nich przybliżyć, a jednocześnie, by większą rolę grał w historii tragizm od oceny ich wyborów.

    • Polaryzacja to obecnie dominująca wersja dyskursu. Dlatego, jak wspomniałem, potrzeba chyba więcej czasu po prostu – po pozbyciu się retoryki, szczególnie tej ślepo gloryfikującej, te polaryzujące elementy nieco osłabną i będzie można na to spojrzeć z dystansu. Pewnie za 50 lat…