Głos Tuneli

 

glos_tuneli_01

W miniony weekend zaniosło mnie znów do Krakowa. Tym razem nie do roboty, ale drugi już raz w związku z moją zabawą w literaturę. Zaprosiła mnie ekipa konwentu Głos Tuneli, który rozgrywał się na terenie Fortu Rajsko.

Polska to jednak duży kraj jest i muszę przyznać, że w ciągłej budowie – do Radomia jak cię mogę, ale potem wszystkie drogi składały się z jezdni i wybuldożerowanego pasa lasu, przetykanego częściowo gotowymi wiaduktami. Wygląda na to, że za mojego życia doczekamy się normalnej drogi do Nowej Huty. I dobrze. Podróż trwała pięć godzin, ale jak się ma tablet i do tego zasilanie, a – co najważniejsze – nie jest się kierowcą, to nie ma doła. Siadłem na przedniej szybie i czytałem „Szczury Wrocławia: Chaos” w których występuję. No, tak, nie wystarczy pisać książki, trzeba było jeszcze się unieśmiertelnić u jednego z mistrzów, konkretnie u ojca polskiego postapo Roberta Szmidta (dziadkiem uznajmy Baranowskiego za jego „Głowę Kasandry”). Ale odbiegłem.

glos_tuneli_02

Fort Rajsko to obłędny obiekt położony pod miastem. Od strony drogi wygląda jak zapuszczone poniemieckie koszary, ale kiedy wejdzie się między dwie linie fortu, zanurzy w porastający go gęsty las, poślizgnie parę razy na mokrej trawie przy schodzeniu z murów – to się robi klimatycznie. Szczególnie, jeśli jest to wilgotny, chłodny wieczór, a za druga linią fortu zachodzi słońce. Wszystko, co ukochałem w architekturze czyli łuki, czerwona cegła i roślinność. Potężne, wieloletnie drzewa rosnące na krawędziach ścian, bluszcz zwisający z murów, gęste poszycie sprawiające, że nawet gdy jest się pomiędzy obiema liniami fortu to ma się wrażenie, że wędruje się po lesie.

Do tego absolutnie przepiękne wnętrze – łuki, cegła, wapno na kamiennych ścianach, niskie stropy, wąskie korytarze, symetrycznie rozbiegające się skrzydła, niepokojąco powtarzalny układ pomieszczeń, w którym mogło być cokolwiek, od koszar po szpital psychiatryczny. I zejścia, zejścia, zejścia, schody, schodki, w górę, w dół i na boki, wąskie strzelnice i pozbawione klap otwory dla dział. A wszystko to w świetnym stanie, bo tynki obłażą co prawda, ale nie jest to obiekt aż tak zdewastowany, nie sypie się, nie leży w ruinie. Jedynie typowa obecność obsikujących swój teren idiotów, czyli popisane sprayem ściany.

glos_tuneli_03

Sama główna część konwentu mnie ominęła, bo dotarłem do Krakowa w sobotę późnym popołudniem i larp był już na wygaszeniu. Część uczestników biegała jeszcze z laserowym paintballem, ale zwiedzanie fortu było dla mnie atrakcyjniejsze. No, sorry. Za to potem odbyło się coś, co mogę śmiało nazwać najbardziej niezwykłym spotkaniem autorskim w życiu. Bywałem już w różnych miejscach przy różnych okazjach – i w domu kultury opowiadałem ze sceny o hrabim Skórzewskim, i nad Wisłą podpisywaliśmy z Maćkiem komiks, i w pobliskim gimnazjum dyskutowałem o „Kompleksie 7215” z uczniami z tamtejszego klubu książki i zdarzyło mi się siedzieć przed pełną ludzi salą i odpowiadać na pytania.

Tym razem siedzieliśmy w jednym z pomieszczeń fortu, za prowizorycznym stołem ustawionym na skrzyniach i paletach, grzaliśmy się żeliwną kozą i grillem (co było nieco daremne, bo nie było szyb w oknach), a jedynym oświetleniem były świece. Siedzieliśmy więc wszyscy dookoła tego stołu, popijaliśmy piwo, a ja mówiłem. A potem ten mój dygresyjny monolog przeszedł w rozmowę o postapokalipsie, upadku cywilizacji technicznej, o tęsknocie za cywilizacją śmieci, o książkach i wojnie. W zimnie, rozjaśnianej pełgającymi płomykami ciemności, pośród ludzi ubranych w przypadkowe sorty mundurowe, futra, kurtki; w rękawiczkach, chustach, z okularami do spawania na czołach. To są momenty, których nie da się zdublować, nie da się odtworzyć. Żaden konwentowy zawodowy cosplay ani stoisko nie podskoczą nawet do wdzierającej się podmuchami lodowatego wiatru podkrakowskiej nocy.

glos_tuneli_04

Dodatkową frajdą było ponowne spotkanie z Pawłem Majką, autorem „Pokoju światów” i „Dzielnicy obiecanej”, który dołączył do mnie już na terminalu MDA (Małopolski Dworzec Autobusowy, ale „terminal MDA” brzmi tak kosmicznie, że nigdy nie używam innej nazwy). Jeszcze po drodze (z przygodami – zabrakło nam benzyny) zaczęliśmy rozmowę o klimatach książkowych i fajnych terenach w dawnej polskiej stolicy, którą przerwało dopiero późne, nocne wyjcie Pawła. A ja ukołysany głosami ekipy, napojony piwem i rozdygotany zimnem małopolskiej, majowej nocy ułożyłem się do snu tak, jak przystało na postapowca – na wymontowanej samochodowej kanapie, pod dwoma kocami, w kapeluszu na głowie.

Widziałem wiele konwentów – większych, lepiej zorganizowanych, mających większy rozmach. Ale tego niezwykłego klimatu postcywilizacyjnej nocy na skraju świata nic nigdy nie odbierze Głosowi Tuneli.

glos_tuneli_05

Kilka dodatkowych zdjęć na moim Facebooku.

Bartek Biedrzycki

Autor książek, komiksów, podcastów i papierowych modeli.

Może Ci się również spodoba