PKD: Drzwiczki

Deutsches Uhrenmuseum, Wikimedia Commons

Autor: Philip K. Dick

Tłumaczenie: Bartek “godai” Biedrzycki

Nota dotycząca praw autorskich:

Niniejszy tekst został pierwotnie opublikowany w magazynie Fantastic Universe w styczniu 1954 roku. Od tamtej pory nie przedłużono do niego praw autorskich Zgodnie z prawem USA znajduje się on obecnie w domenie publicznej.

Tłumaczenie tekstu na język polski wykonane zostało w lutym 2014 roku i jest dostępne na licencji Creative Commons BY-NC-SA – Uznanie autorstwa – Użycie niekomercyjne – Na tych samych warunkach.

Tekst ten został już uprzednio opublikowany po polsku w innych tłumaczeniach. Niniejsza publikacja nie narusza w żaden sposób praw autorskich innych tłumaczy ani polskich wydawców.

*******

Tamtego wieczora wyjął go przy obiedzie i postawił na stole przy jej talerzu. Doris gapiła się z dłonią przy ustach.

– Dobry Boże, co to? – spojrzała na niego, oczy jej błyszczały.

– No, otwórz.

Doris zdarła długimi paznokciami wstążkę i papier z kwadratowego pudełka; jej pierś unosiła się i opadała w przyspieszonym oddechu. Larry stał i przyglądał się, jak otwiera wieczko. Zapalił papierosa, opierając się o ścianę.

– Zegar z kukułką! – wykrzyknęła Doris – Prawdziwy zegar z kukułką, taki, jaki miała moja matka – obracała go w rękach na wszystkie strony.

– Prawdziwy zegar z kukułką, taki, jaki miała moja matka, kiedy jeszcze żył Pete – w jej oczach zalśniły łzy.

– Zrobiony w Niemczech – powiedział Larry – Carl kupił mi go w hurcie. Zna jednego gościa w tym biznesie. Inaczej nigdy bym… – urwał.

Doris wydała z siebie śmieszny odgłos.

– Znaczy, inaczej nigdy bym nie mógł sobie na niego pozwolić – skrzywił się – O co ci chodzi? Dostałaś zegar, no nie? Tego chyba chciałaś?

Doris siedziała, przytulając zegar, przyciskając palce do brązowego drewna.

– No – zapytał Larry – o co ci chodzi?

Patrzył zafascynowany, jak poderwała się I wybiegła z pokoju, ściskając zegar. Potrząsnął głową – Nigdy nie zadowolona. Wiecznie jej mało.

Usiadł, by skończyć obiad.

Zegar z kukułką nie był duży. Była to jednak ręczna robota z niezliczonymi geometrycznymi zdobieniami, żłobkami, ornamentami wyciętymi w miękkim drewnie. Doris siedziała na łóżku. Ocierała łzy i nakręcała zegar. Ustawiła wskazówki zgodnie z godziną na jej zegarku. Delikatnie przesunęła je na dwie minuty przed dziesiątą. Podniosła zegar i ustawiła na toaletce.

Usiadła i czekała z dłońmi splecionymi na podołku – czekała, aż kukułka pojawi się wraz z wybiciem godziny.

Siedząc tak pomyślała o Larry i o tym, co powiedział. I, żeby oddać sprawiedliwość, o tym, co sama czasem mówiła – nie, żeby poczuwała się do winy. W końcu nie dało się go w nieskończoność słuchać i nic się nie odezwać. Dziewczyna musi sama czasem o siebie zadbać.

Gwałtownym ruchem przyłożyła chusteczkę do oczu. Czemu musiał gadać o tym, że dostał zegar za niższą cenę? Czemu musiał wszystko popsuć? Jeśli tak do tego podchodził, to po co go w ogóle kupował? Zacisnęła pięści. Czasem bywał taki podły, tak cholerni podły.

Mimo wszystko cieszyła się z małego zegara, stojącego na toaletce i tykającego sobie, z tymi jego żłobkowanymi krawędziami i małymi drzwiczkami. A za drzwiczkami kryła się kukułka, czekając na chwilę, gdy wyjrzy na zewnątrz. Czy ptaszek nasłuchiwał teraz, z przekrzywionym łebkiem, czekając na bicie zegara – sygnał, że pora wyjść na zewnątrz?

Czy spał w wolnym czasie, pomiędzy godzinami? OK, zaraz go ujrzy, będzie mogła sama go o to spytać. I będzie mogła pokazać zegar Bobowi. Jemu na pewno się spodoba; Bob kochał starocie, nawet stare znaczki i guziki. Lubił włóczyć się z nią po sklepach. Jasne, że to było nieco dziwaczne, ale Larry tak często siedział w biurze to późna, a te wyprawy jej pomagały. Żeby tylko Larry’mu nie zdarzało się czasem zadzwonić, żeby…

Rozległ się furkot. Zegar zadygotał i drzwiczki otworzyły się gwałtownie. Pojawiła się kukułka, gładko wyślizgując się na zewnątrz. Ptaszek zatrzymał się i uroczyście rozejrzał wokoło, badawczo przyglądając się jej, meblom, pokojowi.

Widzi mnie po raz pierwszy, zdała sobie sprawę, uśmiechając się z przyjemnością. Wstała, podchodząc do niego nieśmiało.

– No dalej – powiedziała – Czekam.

Kukułka otworzyła dziobek. Ptaszek zaświergotał i zaszczebiotał, szybko, rytmicznie. Potem, po chwili, skrył się we wnętrzu zegara, a drzwiczki zatrzasnęły się.

Była wniebowzięta. Zaklaskała w dłonie i zakręciła się. Był cudowny, doskonały! I ten sposób, w jaki rozglądał się, oceniał ją, badał. Polubił ją, tego była pewna. A ona, oczywiście, pokochała go od pierwszej chwili. Okazał się dokładnie taki, jak miała nadzieję, że będzie.

Doris podeszła do zegara. Schyliła się nad drzwiczkami, jej wargi dotknęły drewna.

– Słyszysz mnie? – wyszeptała – Myślę, że jesteś najcudowniejszą kukułką świata – urwała na moment, zawstydzona – Mam nadzieję, że spodoba ci się tutaj.

Potem powoli zeszła na dół, z głową uniesioną wysoko.

Larry i kukułka od samego początku nie przypadli sobie do gustu. Doris twierdziła, że to dlatego, że Larry nie nakręcał zegara dostatecznie, a zegar nie lubił być nakręcony tylko połowicznie. Larry scedował na nią obowiązek nakręcania; kukułka pojawiała się co kwadrans, bez skrupułów rozkręcając sprężynę, ktoś więc musiał pilnować i regularnie zegar nakręcać.

Doris starała się jak mogła, ale dość często zdarzało jej się zapomnieć. Larry odkładał wtedy gazetę i wystudiowanym, mozolnym ruchem wstawał i szedł do jadalni, gdzie nad kominkiem wisiał zegar. Zdejmował go ze ściany i nakręcał, przytrzymując drzwiczki kciukiem.

– Po co przytrzymujesz drzwiczki? – zapytała Doris pewnego dnia.

– Tak się powinno robić.

– Serio mówisz? – uniosła brew – Bo zdaje mi się, że to dlatego, że nie chcesz, żeby on wyskoczył, jak jesteś tak blisko zegara.

– Czemu niby?

– Może się go boisz.

Larry roześmiał się. Odwiesił zegar na ścianę i z uwagą zabrał palec z drzwiczek. Kiedy Doris patrzyła w innym kierunku, obejrzał go uważnie. Na miękkiej powierzchni poduszki była mała ranka. Kto – albo co – udziobało go w palec?

*

Pewnego sobotniego poranka, kiedy Larry był w biurze, pracując nad jakimiś ważnymi specjalnymi sprawami, na ganku pojawił się Bob Chambers i zadzwonił do drzwi.

Doris brała akurat prysznic. Szybko wytarła się i narzuciła szlafrok. Kiedy otworzyła drzwi, Bob wkroczył do środka z szerokim uśmiechem.

– Cześć – powiedział, rozglądając się.

– W porządku, Larry jest w biurze,

– Świetnie – Bob zerknął na jej szczupłe nogi widoczne spod szlafroka – Ależ ty ładnie dziś wyglądasz.

Chwilę przypatrywali się sobie, na poły rozbawieni, na poły wystraszeni. W końcu odezwał się Bob.

– Jeśli chcesz, to mogę…

– Nie, na miłość boską – złapała go za rękaw – Po prostu wejdź do środka, zamknę. Pani Peters po drugiej stronie ulicy, no wiesz.

Zatrzasnęła drzwi.

– Chcę ci coś pokazać – powiedziała – Jeszcze tego nie widziałeś.

– Jakiś antyk? – zainteresował się – Czy co?

Chwyciła go pod rękę, prowadząc do jadalni.

– Spodoba ci się – przystanęła, naiwność w spojrzeniu – Mam nadzieję, że ci się spodoba. Musi ci się spodobać. Tyle dla mnie znaczy… on tyle dla mnie znaczy.

– On? – skrzywił się Bob – Jaki on?

– Zazdrosny jesteś! Przestań – roześmiała się Doris. Chwilę później stali pod zegarem, przyglądając mu się.

– Za kilka minut ptaszek się pojawi. Zaraz sam go zobaczysz. Na pewno się polubicie.

– A Larry?

– Nie lubią się. Czasem, jak Larry jest w pokoju, to się nawet nie pojawia. Larry się wtedy wścieka. Mówi, że…

– Co takiego?

– No, że to jakby go okradziono – wpatrywała się w podłogę – Nawet, jeśli kupił zegar po niższej cenie.

– Ale ja wiem, że kukułka się nie pojawia bo nie lubi Larry’ego – Doris rozpromieniła się – Kiedy jestem sama to zawsze się pojawia, co piętnaście minut, chociaż tak naprawdę to powinien tylko o pełnych godzinach.

– Wychodzi bo ma na to ochotę – zerknęła w górę, na zegar – Rozmawiamy sobie. Opowiadam mu o różnych rzeczach. Wolałabym, żeby zegar wisiał w mojej sypialni, ale to by nie było w porządku.

Na ganku rozległy się kroki. Spojrzeli po sobie przerażeni.

Larry otworzył drzwi i wszedł, postękując. Odstawił aktówkę i zdjął kapelusz. Dopiero wtedy dostrzegł Boba.

– Chambers. Niech mnie cholera weźmie – zmrużył oczy – Co ty tu robisz?

Wszedł do jadalni. Doris desperacko próbowała poprawić szlafrok. Cofnęła się kilka kroków.

– Ja… – zaczął mówić Bob – To znaczy my… – przerwał, rzucając spojrzenie na Doris. Nagle zegar zachrobotał. Kukułka wyskoczyła na zewnątrz, wybuchając świergotem. Larry podszedł do niego.

– Dość tego jazgotu – zażądał, unosząc pięść. Kukułka zamilkła i wycofała się. Drzwiczki się zamknęły.

– Lepiej – Larry uważnie obserwował Doris i Boba, stojących obok siebie w milczeniu.

– Wpadłem obejrzeć zegar – stwierdził Bob – Doris powiedziała, że to jest rzadki antyk i że…

– Palant. Osobiście go kupiłem – Larry podszedł do Boba – Won stąd.

– Ty też – odwrócił się do Doris – I zabieraj ten zasrany zegar – zamyślił się na moment, trąc podbródek – Nie. Zegar zostaw. Jest mój, ja go kupiłem i ja zapłaciłem.

W ciągu kilku tygodni po odejściu Doris, stosunki między Larrym a zegarem z kukułką uległy jedynie dalszemu pogorszeniu. Po pierwsze, ptak chował się w zegarze praktycznie cały czas, zdarzało się, że nawet w południe nie wyglądał, chociaż miał wtedy najwięcej do roboty. A jeśli już nawet wyskoczył zza drzwiczek, to kukał tylko raz czy dwa – nigdy tyle, ile faktyczni powinien. Była też w jego głosie jakaś ponura, drażniąca nuta, która denerwowała Larry’ego i sprawiała, że czuł się nieswojo.

Zatrzymał jednak zegar, bo dom był teraz strasznie cichy i panował w nim bezruch. Fakt, że nikt już nie biegał, nie gadał i nie upuszczał rzeczy na podłogę działał mu na nerwy. Nawet chrobotanie zegara brzmiało w tej sytuacji dobrze.

Ptaka w zegarze jednak nie polubił. Choć czasami zagadywał do niego.

– Słuchaj – powiedział pewnego wieczora pod adresem zatrzaśniętych na głucho drzwiczek – Wiem, że mnie słyszysz, powinienem cię oddać Niemcom. Wróciłbyś do Schwarzwaldu – chodził tam i z powrotem pod zegarem.

– Ciekawe co ta dwójka teraz porabia. Ten gnojek z tymi swoimi książkami i antykami. Facet nie powinien interesować się starociami, to dobre dla bab.

Zacisnął zęby.

– No, nie jest tak?

Zegar nie odpowiedział. Larry stanął dokładnie przed nim.

– No, nie jest tak? – spytał ostro – Nic nie masz do powiedzenia?

Spojrzał na tarczę. Dochodziła już jedenasta, brakowało dosłownie kilku sekund.

– No dobra, poczekam do jedenastej, ale potem chcę usłyszeć, co masz do powiedzenia. Strasznie się cichutki zrobiłeś odkąd jej nie ma.

Uśmiechnął się kwaśno.

– Może już ci się tu nie podoba, skoro odeszła? – rozgniewał się – I co z tego, zapłaciłem za ciebie, wyleziesz czy ci się podoba czy nie. Słyszysz?

Nadeszła jedenasta. Gdzieś, daleko, na drugim końcu miasta wielki zegar na wieży ospale wybił godzinę. Ale małe drzwiczki pozostały zamknięte. Gdzieś tam w środku siedziała kukułka, za drzwiami, w ciszy.

– No dobra, skoro tak do tego podchodzisz – wymamrotał Larry, wykrzywiając usta – Ale to nie jest fair. To twoja robota. Każdy z nas musi robić rzeczy, które mu się nie podobają.

Niezadowolony podreptał do kuchni. Otworzył wielką, lśniącą lodówkę i nalał sobie drinka, wciąż myśląc o zegarze.

To nie ulegało wątpliwości, kukułka miała psi obowiązek się pokazywać, czy Doris jest czy jej nie ma. Ptak ją zawsze hołubił, od samego początku. Dobrze się dogadywała ta dwójka. Boba też pewnie ptak polubił – pewnie widywał go wystarczająco często, żeby go dobrze poznać. Byliby szczęśliwi razem – Bob, Doris i kukułka.

Larry dopił drinka. Otworzył szufladę koło zlewu i wyciągnął młotek. Ostrożnie wrócił do jadalni. Zegar tykał cichutko na ścianie.

– Widzisz? – powiedział Larry, machając młotkiem – Wiesz, co tu mam? Wiesz, co z tym zrobię? Wezmę się za ciebie na początek. I za całe to kółko wzajemnej adoracji, tą waszą trójkę.

W pokoju zalegała cisza.

– Wyłazisz? Czy mam cię dorwać i wyciągnąć?

Coś zachrobotało w zegarze.

– Słyszę cię tam w środku. Masz tu dużo kukania do nadrobienia za ostatnie trzy tygodnie. Jakby mnie ktoś pytał, to jesteś mi winien…

Drzwiczki otworzyły się i kukułka wystrzeliła z zegara, prosto na niego. Larry w zamyśleniu patrzył w podłogę, marszcząc brwi. Spojrzał w górę i ptak trafił go prosto w oko.

Poleciał w tył – on, młotek, krzesło… Rąbnęło wszystko o podłogę z okropnym łoskotem. Na moment kukułka zamarła, małe ciało zesztywniało. Potem skryła się w swoim domku. Drzwiczki zatrzasnęły się głucho

Mężczyzna leżał groteskowo rozciągnięty na podłodze; głowa przekrzywiona w bok. Nic się nie poruszyło, nie rozległ się żaden dźwięk. W pokoju było zupełnie cicho. Wyjątkiem było jedynie tykanie zegara.

*

– Rozumiem – powiedziała Doris ze ściągniętą twarzą. Bob objął ją ramieniem.

– Doktorze – powiedział – czy mogę o coś spytać?

– Oczywiście – odparł lekarz.

– Czy łatwo sobie skręcić kark spadając z tak niskiego krzesła? Do podłogi blisko. Wie pan, zastanawiam się czy to na pewno był wypadek? Czy możliwe jest, że to…

– Samobójstwo? – lekarz potarł szczękę – Nigdy nie słyszałem o takim przypadku. Jestem przekonany, że to wypadek.

– Nie miałem na myśli samobójstwa – mruknął Bob pod nosem, spoglądając na zegar – Myślałem o czym innym.

Nikt go nie usłyszał.

*******

Grafika: Deutsches Uhrenmuseum, Wikimedia Common

Bartek Biedrzycki

Autor książek, komiksów, podcastów i papierowych modeli.

Może Ci się również spodoba