Obrócił się świat

Za furtką

Przyznam się bez bicia, że miałem „Za furtką” w rękach (no, nie dosłownie), sporo przed premierą. Dostaliśmy ten album, jako propozycję do wydania, ale się nie zdecydowaliśmy. Nie dlatego, że to słaby komiks, lecz dlatego, że celujemy w Dolnej Półce w innego typu historie. Ostatecznie więc opublikowała go Centrala, a ja na FKW 2013 kupiłem sobie egzemplarz, bo to jednak dobry komiks jest (i nie lubię czytać z ekranu).

„Za furtką” to stosunkowo prosta historia obyczajowa – oto wali się świat. Wszystko, co było dawniej stałe, teraz pada na kolana i kruszy się. Tak w skrócie mógłbym przedstawić zamysł, jaki, moim zdaniem, przyświecał Dominice Węcławek, przy pisaniu scenariusza. Oto starość dopada babcię, ale nie ona jest osią obrotu – „rozsypuje się” matka głównej bohaterki, kobieta z żelaza, tyleż twarda, co wstrętna, granitowa kolumna podtrzymująca rodzinę, a jednocześnie przygniatająca ją swym ciężarem i na wszystko rzucająca swój cień. Wiedźma zostaje strącona z piedestału, a świat wydaje się tylko na to czekać.

Główna bohaterka została przez scenarzystkę wyposażona w kilka charakterystycznych cech pokolenia 30+, mamy więc tu cierpkie uwagi zaszczutej matki o „tych pindach z przedszkola” wtrącających się w wychowanie syna (co nie dziwi u pomysłodawczyni Bachora), wieczną walkę z materią freelancerki, robiącej kilka różnych rzeczy,  które jej w sumie nie interesują i w miarę stereotypowego nie tyle głupiego, co po prostu powolnego i często obojętnego faceta, który chciałby mieć więcej spokoju, ale może pozwolić sobie jedynie na olewanie.

To gorzki obraz, zarówno świata jak i rodziny, ale kiedy docieramy do punktu kulminacyjnego Węcławek rzuca nam na pocieszenie kawał truizmowego mięsa – mimo wszystko świat się kręci, wszyscy (z wyjątkiem może upadłej wiedźmy) żyją i mają się dobrze oraz „innego końca świata nie będzie”. To drwiąco-pocieszające rozwiązanie pokazuje z jednej strony niemożność ucieczki z życiowego kieratu, z drugiej – sugeruje, że jednak nie jest przecież źle, słońce nadal wstaje i wszystko jednak się układa. A przewartościowany świat, ten właśnie „za furtką”, w gruncie rzeczy, nie różni się od tego sprzed katastrofy.

Oprawę graficzną określiłbym mianem „ascetyczna”. Karolina Danek posługuje się prostą, czystą kreską, buduje nastrój uproszczonymi konturami i ogromnymi, czarnymi aplami, prawie jak Kalinowski w „Łaumie”. Wystylizowana prostota przywodzi wręcz momentami na myśl „Persepolis”, chociaż daleko rysunkom Danek do wyeskalowanej ikoniczności Satrapi (chociaż scenarzystka wyraźnie puszcza do uważnego czytelnika oko w pewnym miejscu). Wszystko to sprawia jednak, że komiks czyta się sprawnie, lekko (o ile można użyć takiego określenia przy tej historii), płynnie i bez zgrzytów. Sprawność rysowniczki w posługiwaniu się językiem komiksu ujawnia się szczególnie w sekwencjach, gdzie nie ma dialogów – mimo braku popychających akcję do przodu słów narracja toczy się bez przeszkód i nie ma większych problemów z pokierowaniem czytelnika i wywołaniem u niego pożądanej reakcji.

„Za furtką” sprawia wrażenie albumu bardzo osobistego. Może nie autobiograficznego, ale noszącego wyraźne piętno twórczyń – kobiet niepokornych, zadziornych, pyskujących światu, biorących się za bary z kieratem rzeczywistości. I niekoniecznie zwycięstwo w tych domniemanych zapasach jest tu najważniejsze.

 

Bartek Biedrzycki

Autor książek, komiksów, podcastów i papierowych modeli.

Może Ci się również spodoba