117. Dwie prawdy

Byłem wtedy w liceum, czyli była połowa lat 90. Jechaliśmy gdzieś pociągiem, nie pamiętam dokąd ani po co. Chamska pekapowska osobówka, stająca co 2 kilometry na minutę, nabita ludźmi na opór, wlokąca się niemiłosiernie.

Gdzieś przez ten dziki tłum przebijała się konduktorka: niska, kulkowata, zażywna, z ogromną parkotą na głowie. Dziabała te bilety próbując przecisnąć się przez zwały mięsa i w końcu wyraźnie zirytowana głośno stwierdziła:

– Po co was tyle jedzie tym pociągiem? W ogóle po co ludzie tyle pociągami jeżdżą?! Mam dosyć, wysiadam!

I nie ma w tym kłamstwa – na następnej „stacji” („peron” ułożony z jednego rzędu płyt chodnikowych i napis z nazwą na pobliskiej stodole) wysiadła. I poszła.

High Noon

Przewijamy kilka lat wstecz, jestem w siódmej klasie (chyba). Siedzimy u kumpla i słuchamy koncertowej płyty Dzieci’w’Szoku, gdy wpada jego wujek. Facet ma na sobie niebieskie lśniące spodnie od dresu, koszulkę polo i prototypy Kuboty na nogach (na co dzień preferował mokasyny). Do tego połówka słonecznika w ręce. I uderza w te słowa:

– A wy co chłopaki, za kim jesteście? Pewnie bardziej za punkami co? Bo ja to jestem bardziej za metalikami.

Bartek Biedrzycki

Autor książek, komiksów, podcastów i papierowych modeli.

Może Ci się również spodoba