Lewy z konewy

Wczoraj jeden „polski piłkarz” strzelił kilka bramek. Internet wybił sobie oko chujem z podniecenia, co jest dla mnie zrozumiale zrozumiałe, bo jak się 40 lat ogląda bandę matołów, których nie wybraliby do żadnego szanującego się składu w 7. klasie podstawówki do gry na łące między wałem przeciwpowodziowym a torowiskiem to każdy objaw tego, że Polak cokolwiek wbrew pozorom jednak czasami potrafi jest radosnym świętem, udowadniającym każdemu fanowi, że jednak być może ma IQ wyższe, niż temperatura pokojowa. Jakby się okazało, że Zajdel wydaje w tym roku nową książkę, to też jarałbym się jak Rzym za Nerona. Ale Zajdel niestety nie żyje, więc ja nie próbuję się nawet oszukiwać.

Dzisiaj już niemal masowo pojawiają się hejterzy nawołujący do olania piłki nożnej i nie podniecania się nią (coś, co robię od mniej więcej 25 lat całym sobą i ze szczerego serca).

Zastanawiam się, czy faktycznie któryś z nich wierzy, że do kogokolwiek dotrze, to co piszą. To, że fakt, że Lewandowski wbrew pozorom umie coś strzelić, prócz sety, oznacza zasadniczo nic, bo kiedyś znów wyjdzie na polskie boisko i się potknie o własny marazm, albo o blazę któregoś z kolegów z  „drużyny”.

A Polaczki kochać będą nożną, nawet, jeśli „reprezentacja” w trakcie swoich „meczów” będzie leżała i pokazywała faki do kamery albo spała. Bo to nasz „narodowy sport”. I tak winni będą Zydzi, cykliści, murzyni albo niepomyślny monsun w Nigerii, przez który drużyna AC Tofu Plereza zaledwie zremisowała z drużyną FC Q8 Dżalalabad, przez co nie mieliśmy siedemsetnej szansy na danie dupy, a jakbyśmy mieli, to wiadomo, moglibyśmy odpaść z większym wstydem.

Więc dochodzę do wniosku, że te głosy frustratów wołających w pustkę swoich blogów nie mają na celu wcale uzmysłowienia komukolwiek, że jara się najbardziej głupią rozrywką świata, albo, że jej polskie przedstawicielstwo jest przykładem na to, że prezerwatywy są potrzebne.

Oni, podobnie jak ja, chcą sobie po prostu nabić oglądalność, żerując na najniższych popędach i wiedzą, że takim prymitywnym trollingiem mogą zawsze liczyć na jakiegoś zapalczywego komenta.

Wow.

A piłka nożna i tak jest gówniana, nieważne czy polska, czy prawdziwa. Bo jak można traktować poważnie bandę kolesi ganiających w krótkich gaciach szmatę po pomalowanym trawniku…

Bartek Biedrzycki

Autor książek, komiksów, podcastów i papierowych modeli.

Może Ci się również spodoba

  • SkwaRRR

    Lewandowski SANTO SUBITO!!!

  • Ambrose

    Hehe, uwielbiam zdania typu: „Bo jak można traktować poważnie bandę kolesi ganiających w krótkich
    gaciach szmatę po pomalowanym trawniku…”

    Prawda jest jednak taka, że piłka nożna to ogromne pieniądze, obok których naprawdę wielu nie potrafi przejść obojętnie. To co wyprawia choćby azjatycka mafia bukmacherska przy manipulowaniu wynikami, powoduje, że gdy już jakaś jedna z wielu afer wyjdzie na światło dzienne, zwykłym zjadaczom chleba puchnie głowa, a pewnym osobą portfele. Zatem, choćby nie wiem jak głupio wyglądało bieganie za szmacianym balonikiem, sport ten jest i będzie traktowany bardzo poważnie przez ogromną część ludzkości, wydaje mi się, że przez b. długi okres czasu :)

    A o polskiej kadrze to nawet szkoda pisać. Lepiej sobie dobrą książkę poczytać, zamiast oglądać mecz w wykonaniu tych parasportowców.

    • Parasportowców nie obrażaj. Polscy paraolimpijczycy mają więcej sukcesów niż ci formalnie w pełni sprawni.