107. Oswoić?

Chodzimy na piwo w plener. Zawsze tak fajniej jakoś, jakby nie było.

Chodzimy czasem w dół rzeki, do tzw. przepompowni. Tam jest betonowe obramowanie wylotu kanałów, więc można usiąść nad rzeką i posiedzieć.

Ostatnio spotykamy tam małego wyleniałego gościa. Chyba miejscowy.

Pierwszy raz natknęliśmy się na niego późnym latem.

- Ty patrz, pies? Nie, chyba lis! – pstryk lampa czołowa, szast-prast promieniem światła, stoi. My na wale, on po drugiej stronie drogi biegnącej u podnóża. Stoi, patrzy, zainteresowany. No, ale nas jest dwóch, a on sam, więc odwraca się i znika w krzakach porastających krawędź łęgu.

Zeszły piątek, ta sama trasa, z grubsza na tej samej wysokości.

- Patrz teraz – wyciągnięta dłoń – tam zbiegł z drogi lis, zaraz będzie tam – ręka zatacza koło. Po zamarzniętym rozlewisku biegnie niska sylwetka z długim ogonem. Przystaje, ogląda się. Nas dwóch, a on sam, więc odwraca się i biegnie dalej.

Musi mieszkać gdzieś na granicy łęgu, niedaleko zespołu szkół. Może chowa się w jednym z dawnych, nieużywanych budynków gospodarczych.

Następnym razem jednak wezmę aparat.

O, mieszka mniej więcej gdzieś tam, na prawo od wieży:

Łęgi między Jeziorką a fabryką papieru, Konstancin-Jeziorna


Inne wpisy być może podobne:

Podziel się na:
  • Facebook
  • Twitter
  • Wykop
  • Google Bookmarks
  • Flaker
  • Śledzik
  • Blip
  • del.icio.us
  • Technorati
  • Grono.net
  • RSS