O hrabim Skórzewskim i napisaniu komiksu

Hrabia Skórzewski to był bardzo ciekawy człowiek. Dyplomata, przedsiębiorca, bystry organizator, a przede wszystkim facet, który pod bokiem istniejącej od kilkuset lat Jeziorny, zagłębia papierniczego, które m.in. wyprodukowało papier, na którym spisano Konstytucję 3 Maja, postawił nowoczesne letnisko.

Stało się to wszystko w roku 1897 – a konkretnie wtedy się zaczęło. Konstancja Potulicka, matka hrabiego, odziedziczyła po siostrze kawał lasu, który Witold wraz ze swoim stryjem, hrabią Mielżyńskim rozparcelowali i postanowili postawić tam letnisko na wzór niemieckiego Grunewaldu.

Hrabiowie Skórzewski i Mielżyński omawiają plany budowy letniska na terenie dóbr oborskich, rys. Łukasz Godlewski

W 1899 roku stała już wieża ciśnień (można ją do dziś zobaczyć u zbiegu ul. Sienkiewicza i ul. Żeromskiego, tuż zresztą obok domu Stefana Żeromskiego). W tym samym okresie stanął jeden z pierwszych domów (willi raczej) w Konstancinie, czyli willa „Pod Dębem” należąca do rodziny Dąmbskich, bardzo dla miasta zasłużonej – willę odrestaurowaną podziwiać można przy ul. Piłsudskiego (dawniej Zjednoczenia), niedaleko wejścia do parku Zdrojowego. Park zresztą też został na polecenie Skórzewskiego zaprojektowany i wykonany (ostatnio przeszedł rewitalizację).

W początkach XX wieku w mieście była kanalizacja, elektryczność, wodociąg, ba! telefony! Z niedaleką stolicą, z placu Unii Lubelskiej, przez Wilanów (obecny budynek poczty to nowy, murowany budynek dworca, postawionego w miejsce pierwotnego, spalonego przez bolszewików) linią przez Klarysew (budynek dworca, obecnie także poczta, na rogu ul. Warszawskiej i ul. Lipowej) połączyła letnisko kolej wąskotorowa ze stacją w okolicy obecnej tężni solankowej (wybudowana w drugiej połowie lat 70. XX wieku).

Budowa willi „Pod Dębem” – jednego z pierwszych prywatnych budynków w Konstancinie, rys. Łukasz Godlewski

Było kasyno, restauracje i mnóstwo urokliwych, dwukondygnacyjnych willi i pensjonatów (szczególnie piękne są m.in. „Gryf” i „Zameczek” przy ul. Sobieskiego, wille przy trakcie spacerowym Sienkiewicza i wiele, wiele innych).

Konstancin, połączony następnie z pobliskim letniskowym Skolimowem był miejscowością piękną i malowniczą. Jego urokami zachwycał się Żeromski, spacerując po parku Grapa (obecnie blokowisko), docierając aż do Łyczyna (gdzie leży cmentarz żołnierzy polski i polskich, z okresu walk prusko-rosyjskich).

Hrabia tego nie dożył, na skutek nieszczęśliwego wypadku zginął na polowaniu u brata, zastrzelony przez pomocnika.

Zagospodarowywanie Alei Sienkiewicza, rys. Łukasz Godlewski

O tych sprawach i o postaci hrabiego opowiada komiks, który stworzyliśmy wspólnie z Łukaszem Godlewskim (jego rysunki do mojego scenariusza). Premiera rzeczonej publikacji, która będzie miała 16 stron rysunków w czerni i bieli i kolorowa okładkę mieć miejsce będzie podobno w listopadzie, z okazji inauguracji Wirtualnego Muzeum Konstancina-Jeziorny. Mówię podobno, bo miejscowy dom kultury, który u nas komiks zamówił, nie poinformował nas jeszcze w tej kwestii. Tytuł, ostatnio gdy coś o tym wiedziałem, brzmiał „Spełniony sen. Rzecz o Witoldzie Skórzewskim i powstaniu Konstancina”.

Będę jednak trzymał rękę na pulsie i dam znać, jeśli czegoś się dowiem.

Bartek Biedrzycki

Autor książek, komiksów, podcastów i papierowych modeli.

Może Ci się również spodoba

  • Ambrose

    Uwielbiam podróżować po dzielnicach, w których dominują tego typu wille, czy też „zameczki”. Fajnie byłoby kiedyś w czymś takim zamieszkać.
    Komiks wydaje się być b. obiecujący.

    •  Zapraszam do siebie, ale uprzedzam, że żal dupę ściska, jak widzisz walące się ruiny między komunałami i pojedynczymi, odrestaurowanymi willami.

      • Marcin Balewski

        A ja z kolei zapraszam do Kotliny Kłodzkiej. Po obejrzeniu tutejszych ruin można nabrać zdrowego dystansu do wszystkich innych…

        •  No ale ja bym nie chciał nabierać dystansu. Ja bym je chciał widzieć znów w chwale :(

          • Marcin Balewski

            Dystansu nabrać trzeba. A już na pewno tutaj (w Kotlinie), bo bez tego tylko kurwica może trafić…
            Też bym chciał widzieć w chwale, a w niektórych przypadkach choćby tylko widzieć – za parę lat o niektóre obiekty będzie się można co najwyżej potknąć… 
            Echh, szkoda gadać…