Trzy razy księżyc

…obrócił się złoty. Czy coś. Tak w każdym razie pisał poeta. Trzy razy, bo dziś będzie o trylogiach, w większości wcale nie będących trylogiami. Wbrew pozorom jest ich bardzo dużo, więc ograniczę się tylko do filmu i literatury, w dodatku wyłącznie z obszaru fantastyki. A, że jestem leniwy, to wymienię tylko kilka.

Rys. Cashub

 

Gwiezdne Wojny

Prawdopodobnie najsłynniejsza saga filmowa, o chłopaku ze wsi, który dowiaduje się, że jego ojciec wielkim wojownikiem był, a potem się oźlił. Przy okazji dowiaduje się, że ma całkiem niepodobną siostrę bliźniaczkę, ratuje świat i zlepsza ojca. Trylogia ta zaczyna się od części czwartej, potem jest piata, a następnie szósta, więc de facto mamy do czynienia z heksalogią. Dla higieny psychicznej jednak mówi się o dwóch trylogiach, w zależności od potrzeb przemilczając istnienie „wcześniejszej”, która powstała chronologicznie później (o jakieś dwie dekady), ale rozgrywa się chronologicznie wcześniej (o jakieś trzy do dwóch dekad), z której dowiadujemy się, że ojciec chłopaka był miękka pipą i oźlił się chyba dla szpanu, bo powodu żadnego sensownego nie było. Co ciekawe, powstały jeszcze dwa seriale i kinówka, traktujące o pobocznych wydarzeniach z tej sagi, więc można od biedy uznać, że to trzy trylogie.

Władca Pierścieni

Heksalogia, nie wiedzieć czemu nazywana trylogią. Może ze względu na nawyk wydawniczy, jest bowiem zwykle wydawana w trzech tomach (albo w jednym). Było też wydanie w 7 tomach. Opowiada o spokojnym posiadaczu ziemskim, któremu wuj zostawił w spadku wyjątkowo paskudny klejnot, w związku z czym człeczyna ten (a właściwie niziołek) musi się przez rok tułać po całym kontynencie, żeby klejnot utopić w wulkanie, podczas gdy lepiej do tego skrojeni (i więksi) ludzie okładają się hurtowo mieczami i toporami z brzydszymi od siebie. Sama historia jednak na miano trylogii zasługuje, odkąd została sfilmowana w trzech częściach, mających w sumie ok. 12 godzin. Jest dużo walki, dużo jęczenia i najgorzej dobrana rola główna w historii świata. Ten sam reżyser robi obecnie kolejną trylogię na podstawie wcześniejszej  chronologicznie (zarówno pod względem treści jak i powstania) książki tegoż autora, która objętościowo tak się ma rzeczonego sześcioksięgu, jak dziecko niziołka do w pełni sił samca dużych ludzi.

Trylogia Hain

Zgodnie z nazwą fragment cyklu, na który składa się siedem powieści i cztery tomy opowiadań. W pierwszej części kolonizatorzy przybyli z obcej planety kolonizują inną planetę. Na cześć jednego z nich zostaje ona nazwana jego imieniem. W drugiej części, po tysiącach lat, przybysze z tej skolonizowanej planety dogorywają na innej planecie, którą skolonizowali, ale udaje im się skrzyżować z autochtonami, co do których istnieje uzasadnione przypuszczenie, że pochodzą z tej najpierwszej planety. W części trzeciej przybysze z tej drugiej (już niedogorywający) wracają po tysiącach lat na tę najpierwszą, którą w tzw. międzyczasie ktoś inny zbrojnie skolonizował. Dwie z pozostałych czterech książek cyklu są dużo lepsze.

Trylogia CiąguTrylogia Mostu

Spośród rzeczonych jak na razie najbardziej trylogie, gdyż na tę pierwszą składają się dwa opowiadania i trzy powieści, na tę drugą zaś zaledwie esej i trzy powieści. Co ciekawe, większość ludzi nie wie, że słynna powieść z tej pierwszej trylogii to część trylogii (szczególnie, że polscy wydawcy często nie informują o tym), oraz, że ma cokolwiek wspólnego z pewnym filmem, w którym gra taki smutny aktor, co grał potem w innej filmowej trylogii z tego samego gatunku. Trylogii, dodajmy, z której jedynie pierwsza część w ogóle nadaje się do oglądania, a dwie pozostałe to bełkot.

Tzw. Trylogia Łowców

Rzecz ciekawa, bo nie ma ani smoków, ani komputerów, za to są Indianie, Kanada i w ogóle szał. Pierwsze dwie części napisał pewien pisarz, któremu się zmarło, więc tłumaczka jego dzieł (publikująca pod pseudonimem sugerującym płeć męską), napisała trzecią część. Mimo, że sceny mordowania zwierząt zastąpiła lirycznymi opisami przyrody, a mrożące krew w żyłach ucieczki przed krwiożerczą watahą wilków zamieniła na wątek dramatu człowieka z amnezją, a na koniec jeszcze wrzuciła sugestię (serce staje dęba) wesela, to ogólnie dość udatnie zrobiła trylogię z niedoszłej trylogii. Chociaż nawet pobieżna lektura zakończenia części drugiej sugeruje, że zupełnie nie to autor miał na myśli, nim się na łono przeniósł.

Wzmianka honorowa: Trylogia Ziemiomorze

Rzeczona historia, zresztą tej samej autorki, co zapętlony cykl o kolonizatorach kolejnych planet, opowiada o losach czarownika równie potężnego, co jeden z bohaterów heksalogii wydawanej w formie trylogii. Cykl ten składa się z pięciu powieści i kilku opowiadań, a wymieniam go tylko dlatego, że mianem trylogii niefortunnie określił go w swojej niefabularnej książce pretendującej do miana poważnego przewodnika pewien lokalny autor piszący zasadniczo o rycerzach, smokach i innej magii, pragnący chyba uchodzić za obytego z tematem.

Druga wzmianka honorowa: Trylogia, tzw. Sienkiewicza

Gratka dla miłośników historical fantasy, osnuta wokół historii pewnego zadeptywanego przez różne wojska państwa w Europie Środkowej. Chwalona do tego stopnia, że trafiła na listę książek przymusowych, chociaż jest napisana topornym, nudnym stylem, a autor fantazjuje nie gorzej niż G.R.R. Martin. W odróżnieniu od twórczości rzeczonego jednak, jest stosunkowo mało gwałtów (i w ogóle seksu), praktycznie zero magii i wcale nie ma smoków. Ekranizacja wsławiła się tym, że ze względu na niski budżet, jednego i tego samego aktora obsadzono we wszystkich kolejnych filmach, w różnych rolach. Jeżeli spuścimy dyskretną zasłonę milczenia na formy wydawnicze, jest to jedyna prawdziwa trylogia w tym zestawieniu.

Bartek Biedrzycki

Autor książek, komiksów, podcastów i papierowych modeli.

Może Ci się również spodoba