95. Dla ludzi

Byliśmy w Gdyni. Zasadniczo, to w Orłowie, co w sumie nie ma znaczenia dla niniejszej opowieści, bo nie będzie to bynajmniej opowieść o wakacjach, dzieciach i morzu, chociaż byłby to temat jednocześnie wdzięczny, jakby spojrzeć na niego z punktu widzenia półtorarocznego chłopca witającego Bałtyk, jak i niewdzięczny, jeśli wspomni się o perypetiach rodziców dwójki małych dzieci w deszczowe popołudnie.

Dzisiaj jednak będzie tylko, jak zwykle, narzekanie.

Byliśmy więc w Orłowie, jeździliśmy do Gdyni raz czy dwa samochodem. Czy w tym mieście nie ma normalnych parkometrów? To znaczy, ja wiem, że są, ale obserwacja jest następująca – większość (jakieś 4 na 5), to dość proste w sumie automaty, podobne do stołecznych, tylko nieco mniej brzydkie, w których ustawia się czas przyciskami, następnie próbuje się wrzucić monety w przeznaczoną do tego szczelinę, a następne, klnąc, idzie się szukać innego parkometru, bo te nie są w stanie przyjąć monet, chyba, że ma się kartę do parkometru. Czego oczywiście większość turystów nie ma.

Drugi rodzaj, dużo rzadszy, jak wspomniałem, ma bajeranckie pokrętło, jest bardziej wymagający w obsłudze (ale nie bardziej niż standardowy instalator programów pod Windows), a także – o dzięki! przyjmuje monety.

Reszty nie wydaje żaden, ale to chyba standard krajowy.

A żeby nie było, że tylko narzekam – w prezencie Khal Drogo w obiektywie.

Bartek Biedrzycki

Autor książek, komiksów, podcastów i papierowych modeli.

Może Ci się również spodoba