Niewolnicy Republiki, czyli ile wart jest komiks oparty na serialu opartym na filmie?

Pierwotnie opublikowany w tygodniku Kultura Liberalna

Przez dwie dekady Wojny Klonów były dla fanów Gwiezdnych Wojen mitycznym konfliktem zbrojnym sprzed upadku Republiki, o którym wiadomo było głównie tyle, że ojciec młodego Skywalkera walczył w nich u boku Obi-Wana Kenobiego. I w zasadzie tyle. Aż wreszcie nadszedł Epizod II, w którym mieliśmy szansę obejrzeć wybuch Wojen Klonów, a potem Epizod III, w którym zobaczyliśmy ich zakończenie.

Pomiędzy premierami dostaliśmy także miniserial animowany, którego piętnaście kilkuminutowych odcinków zaprezentowało wybrane epizody starć sił Republiki i Konfederacji.

Aż wreszcie w 2008 roku mogliśmy zobaczyć w kinach pełnometrażowy film „Wojny Klonów”, po którym wystartował cieszący się sporym powodzeniem i nadawany do dzisiaj serial 3D pod tym samym tytułem.

O samym filmie i serialu powiedzieć można sporo: z pewnością cieszy się dużym uznaniem swojej głównej grupy docelowej, czyli dzieciaków, oraz wzbudza mieszane uczucia szczególnie wśród starszych fanów, wychowanych na Oryginalnej Trylogii. Na pewno jednak jest to świetny produkt z marketingowego punktu widzenia i chociaż jego zgodność z kanonem „Gwiezdnych wojen” nie doczekała się jeszcze ostatecznego potwierdzenia ze strony twórcy sagi, to w sposób interesujący i kreatywny rozwija wątki z młodości najbardziej znanego z Sithów, Anakina Skywalkera, wybrańca, który aby spełnić przepowiednię i przywrócić równowagę mocy, musiał najpierw dopuścić się zdrady i dać zwieść Ciemnej Stronie, aby przyłączyć się do sił Imperium jako Darth Vader.

Podobnie jak w innych przypadkach, wydarzenia znane z filmu i serialu rozwijane są w tzw. Rozszerzonym Uniwersum. Powstają więc książki, zarówno beletryzacje filmów, jak i samodzielne utwory, traktujące o wydarzeniach z tego okresu. Powstała także seria komiksowa „Wojny klonów”.

 

W Polsce, na łamach Star Wars Komiks Ekstra, została ona opublikowana w dwóch zbiorczych wydaniach. Pierwsze z nich, styczniowe, zatytułowane „Niewolnicy Republiki”, przedstawia sprawę całej rasy Torgutan, którzy zostali przez siły Separatystów zniewoleni i przeznaczeni na sprzedaż. Aby uchronić ich przed straszliwym losem, na pomoc ruszają Anakin Skywalker – Wybraniec i najlepszy pilot w Galaktyce – oraz jego dzielna, wierna i pyskata uczennica Ahsoka, pieszczotliwie nazywana przez swego mistrza Smarkiem. Towarzyszą im oczywiście żołnierze-klony.

Przyznam szczerze, że nad tym komiksem można by było łatwo się popastwić, ale postanowiłem dać mu duży kredyt. Dzięki regularnym seansom serialu, odbywanym w towarzystwie mojej córki, sam jestem swoistym fanem „Wojen klonów” i staram się zawsze pamiętać o targecie produktu. Mając na uwadze, że skierowany on jest do dzieci, łatwiej mogę wybaczyć mu pewne niedomagania, których w poważnej komiksowej robocie wolałbym nie zobaczyć. Bez wątpienia jest tam wszystko, czego oczekiwać może żądny przygód czytelnik – jest oczywiście zły przeciwnik w postaci wojsk Konfederacji, uosobionych przez demonicznego hrabiego Dooku, są pokrzywdzeni w potrzebie i dzielni, balansujący ekwilibrystycznie na krawędzi superbohaterskiego schematu „dobrzy” w osobie lekkomyślnego rycerza Jedi i jego zachowującej niewiele więcej rozsądku nastoletniej pomocnicy.

Akcja poprowadzona jest sprawnie i mimo pewnych uproszczeń i kilku mało szkodliwych banałów daje się czytać od początku do końca (chociaż nikt z czytelników nie może chyba mieć wątpliwości, jak sytuacja się rozwiąże). Są, jak przystało na wojenną epopeję, sceny walki, zarówno indywidualnej, jak i duże obrazy batalistyczne, w które zaangażowane są wielkie oddziały wojsk. Jest nieodzowna zasadzka ze strony złych Sithów, nagłe zwroty akcji i szybkie, ryzykowne plany Skywalkera, których powodzenie zbyt często zależy od przytomności umysłu jego padawanki.

Słowem, jest jak w serialu. Produkt barwny, ciekawy dla planowanego odbiorcy, warsztatowo sprawny. Muszę przyznać, że tak jak unikam zaglądania do Rozszerzonego Uniwersum, tak wyjątkowo poczułem, że „Niewolnicy Republiki” trzymają poziom i ducha oryginału. Oczywiście mowa o spin-offie, bo nie staram się robić żadnych odniesień do Oryginalnej Trylogii. Byłoby zresztą nieco bezsensowne porównywać te elementy Sagi.

Denerwowało mnie jedynie mocno nachalne amerykańskie samobiczowanie z cyklu „niewolnictwo jest tak bardzo, bardzo, bardzo złe”, które scenarzysta uprawiał w sposób mało subtelny. Rozumiem zaszłości historyczne, ale polityczna poprawność i walory edukacyjne nie muszą być nachalne – to można było pokazać, niekoniecznie wkładać w usta postaci.

Od strony graficznej komiks może pochwalić się przyzwoitym rzemiosłem, chociaż na tym w zasadzie koniec. Czytelnik nie ma problemu z połapaniem się, kto jest kim, ale zaangażowanie do pracy kilku różnych rysowników, którzy jednak różnią się stylem, wywołało kilka razy zgrzytanie zębami, gdy na sąsiednich stronach te same postacie jednak różniły się nieco powierzchownością, a i pozostałe elementy oprawy graficznej nie zawsze trzymają równy poziom.

Są to jednak mankamenty, które stosunkowo łatwo się wybacza, jeśli zna się amerykański sposób produkcji komiksów i ma pewne doświadczenia chociażby z czytaniem serii superbohaterskich. Nie jest to nic, co by komiks skreślało.

Trudno powiedzieć, dla kogo poza młodym czytelnikiem ten zeszyt będzie atrakcyjny – wszystko zależy prawdopodobnie od indywidualnych preferencji odbiorcy. Z pewnością mniej radykalni fani gwiezdnej sagi, którzy nie krzywią się na serial, znajdą tu ciekawą przygodę idealnie wpisującą się w konwencję. Mnie „Niewolnicy” przekonali do siebie na tyle, że postanowiłem także dać szansę kolejnemu wydaniu specjalnemu, które miało premierę w ubiegłym tygodniu.

A poza tym, byłoby grzechem w kraju o tak specyficznym rynku jak nasz, nie kupić mającego półtorej setki stron komiksu za 15 złotych.

Komiks:

Star Wars Komiks Extra: „The Clone Wars – Niewolnicy Republiki”
Scenariusz: Henry Gilroy
Rysunki: Scott Hepburn, Ramon Perez, Lucas Marangon

Egmont Polska

Bartek Biedrzycki

Autor książek, komiksów, podcastów i papierowych modeli.

Może Ci się również spodoba

  • Oglądałeś może dalsze odcinki serialu, w 4 sezonie trzy odcinki są adaptacją tego komiksu. Oczywiście z pewną liczbą zmian i późniejszym umiejscowieniu chronologicznym akcji. Głowni bohaterowie mają w nim starszy wygląd, a klony noszą zbroje fazy 2.

    •  Co ty, ja nawet III jeszcze nie skończyłem (została mi ostatnia płyta i od kwartału jakoś nie mogę się do niej zabrać).

      • Ja widziałem na razie wszystkie.Początek IV sezonu jest bolesny pierwsze 6 odc było żenująco słabych , ale potem nastąpił wzrost poziomu. V nawet się nieźle rozpoczął, narazie było 5 odcinków 2 bardzo dobe, i 3 średniawe.