Zmęczona martyrologiczną postawą

Rozmowa z Sylwią „Louise” Kaźmierczak, redaktorką strony Comix Grrrlz, aktywistką środowiska LGBT, orędowniczką komiksu kobiecego i feministką.

Dziewczyny czytające komiksy to nadal, wydaje się, mniejszość. Autorki tworzące komiksy to mniejszość jeszcze mniejsza. Tymczasem na polskiej scenie komiksowej od lat obecna jest Sylwia, która robi straszne zamieszanie – recenzuje i pisze teksty o komiksie na łamach Kazetu, udziela się w branżowych dyskusjach, organizuje panele na festiwalach komiksowych, prowadzi też jedyny chyba w Polsce ośrodek poświęcony zagadnieniom LGBT w komiksie, a także dość mocno lansuje równouprawnienie kobiet-twórców w polskim środowisku.

Skąd takie hobby i skąd pomysł na wykorzystanie tego akurat medium, jako nośnika dla dość poważnych treści, jakimi są zagadnienia tolerancji, homoseksualizmu i równouprawnienia? Kim jest Sylwia?

Jestem ambitną kobietą, która dobrze wie, czego chce, a chce mówić o kobiecej twórczości jak najwięcej. Lubię być też liderką, a w przypadku wspomnianych przez ciebie zagadnień, nikt wcześniej w Polsce nie zajmował się tym na aż taką skalę, jak ja.

Nie będę oryginalna mówiąc, że komiks towarzyszył mi praktycznie od zawsze. Nigdy nie umniejszałam jego znaczenia, uważałam, że równie dobrze na jego łamach można opowiadać o sprawach błahych, jak i na przykład politycznie zaangażowanych. Ponieważ byłam wychowywana w postępowej rodzinie, pewne wzorce wyniosłam z domu. Feminizm, gender, te tematy były mi znane, w mniejszym lub większym stopniu, od dawna. Potem, po samookreśleniu siebie, doszedł jeszcze homoseksualizm.

Czytając komiksy poszukiwałam w nich interesujących mnie zagadnień, analizowałam zawartość na przykład pod względem wizerunku lesbijek. Miałam głowę pełną pomysłów, które chciałam zrealizować. W ten sposób udało mi się dostać do ekipy zina „Komikz”, ruszyła też moja pierwsza strona internetowa, na której między innymi publikowałam komiksowe recenzje. Strona ostatecznie wyewoluowała w Comix Grrrlz, a ja skoncentrowałam się na tematyce genderowej w komiksie. Oczywiście piszę także teksty czy recenzje pozycji niezwiązanych z tym tematem.

Moja działalność komiksowa jest po części efektem, mojej wcześniejszej działalności w ruchu kobiecym, w którym pewnie nadal bym się czynnie udzielała, gdyby nie to, że w pewnym momencie komiks bardzo mnie pochłonął i wysunął się na pierwszą pozycję. Wolałam robić jedną rzecz a dobrze, niż chwytać kilka srok za ogon. Stąd pomysł na połączenie obu moich pasji. Teraz równie chętnie biorę udział w akcjach pro kobiecych czy pro gejowskich, ale staram się je wspierać właśnie poprzez działania związane z obrazkowymi historiami, zarazem promując komiks wśród nowego targetu.

ComixGrrrlz – no właśnie, to chyba twoje najbardziej znane „dziecko”. Newsy, wywiady, artykuły – tam też pierwotnie znalazła przystań kwestia „komiksu kobiecego”. Ciągniesz to wszystko sama? Bo czasem na to wygląda, tym bardziej, że strona, chociaż ma sporą historię, to bywała w długich letargach. Jak się prowadzi tego typu portal? Skąd bierzesz informacje, jak wygląda selekcja, jaki jest odbiór tej tematyki w ogólnej masie polskiego fandomu komiksowego?

Rzeczywiście Comix Grrrlz jest moim najbardziej znanym projektem, bo prowadzę go najdłużej. Od 2007 roku, a więc od momentu, gdy moja witryna przekształciła się i ruszyła wyłącznie w komiksowej formule, stronę współtworzyło kilka osób. Redakcja, choć się zmienia, to nadal funkcjonuje jako zespół ludzi. Fakt, najwięcej pracy wykonuję ja, ale nie narzekam. Najważniejsze, że zawsze mogę liczyć na pomoc dziewczyn, które w tej chwili udzielają się na stronie.

Prowadzimy cykl „gościnnie”, w którym publikujemy teksty od zaproszonych osób. Są też autorki i autorzy, którzy sami z siebie podesłali nam jakieś materiały. Jednym słowem, jest dobrze. To, że inne nazwiska nie pojawiają się przy newsie nie oznacza, że mało kto się udziela. Często jest tak, że po prostu ktoś podsyła mi info, a ja to dokańczam tworząc wpis na stronie.

Comix Grrrlz było chyba w jednym dłuższym letargu, trwającym aż pół roku. Spowodowany był on różnymi moimi życiowymi perturbacjami, które zresztą miały wpływ na całą moją ówczesną komiksową działalność. Na szczęście otrzymałam wsparcie, które na nowo obudziło we mnie chęć robienia tej strony i przypomniało mi jak ważne miejsce w moim życiu zajmuje komiks. Moja witryna nie jest typowym serwisem o komiksach, na którym pojawia się masa informacji związanych na przykład z nadchodzącymi wystawami czy nowościami wydawniczymi. My mamy inną formułę, podejmujemy inne zagadnienia, których jest z oczywistych względów mniej i dlatego też można czasem odnieść wrażenie, że zwalniamy tempo.

Poszukując informacji korzystam z zagranicznych serwisów i blogów plus ze źródeł własnych, czyli na przykład wykorzystuję znajomości wśród działaczek środowisk kobiecych i LGBT. Staram się, aby zawartość Comix Grrrlz była, przynajmniej częściowo, unikatowa. Do wywiadów wybieram osoby, którym poświęca się mało miejsca na polskich komiksowych serwisach. Szukam materiałów dotyczących podziemnej twórczości kobiecej czy też komiksów o tematyce lesbijskiej. Największą naszą bolączką jest brak osoby zaznajomionej z komiksem sieciowym, która mogłaby wziąć na swoje barki opiekę nad materiałami na ten temat. Chciałabym też publikować informacje z rynku frankofońskiego, ale tutaj z kolei przeszkadza bariera językowa.

Początkowo strona traktowana była jako ciekawostka i źródło niewybrednych żarcików. Przez te kilka lat udało mi się jednak wypracować jakąś renomę. Myślę, że reakcje środowiska komiksowego na nasze akcje czy informacje wskazują, że strona cieszy się zainteresowaniem, niezależnie od tego, jak na jej treść zapatrują się osoby odwiedzające. Choć zdecydowanie największy sukces Comix Grrrlz odniosło nie wśród samych komiksiarzy, a raczej wśród osób zainteresowanych ogólnie kobiecą tematyką w tym medium. A przecież z myślą o nich powstało CG i oni są targetem. Dla mnie osobiście to jest największy powód do dumy.

Mówisz o różnych czasem reakcjach środowiska. Wśród najważniejszych akcji, jakie prowadzisz pod szyldem CG jest promocja tzw. „komiksu kobiecego”. Akcja jest dość głośna, dość twarde są też zarzuty przeciw niej. Przede wszystkim wiele osób wskazuje na niemożność zdefiniowania zjawiska, określając definicję „komiks kobiecy to komiks stworzony przez kobietę”, jako zupełnie niesatysfakcjonującą. Są nawet autorki, które odżegnują się od nurtu, bojąc się „wrzucenia do worka”, lub takie, które przyznają, że są identyfikowane z ruchem, chociaż same do tego nie dążą? Jak to więc jest, co to jest ten „komiks kobiecy”?

Zaraz, zaraz osoby o których wspominasz traktują omówienie komiksu kobiecego fragmentarycznie, widząc jedynie zacytowane przez ciebie zdanie. A przecież na Comix Grrrlz poświęcamy zjawisku sporo miejsca, a w samym omówieniu zwracałyśmy szczególnie uwagę na kobiecą tożsamość konstruowaną w opozycji do tego co uważane za uniwersalne (czyli męskie); genezę i kierunki rozwoju; zmiany jakie na przestrzeni lat następowały w komiksie kobiecym, będące efektem zmian wizji kobiecości i męskości, zmian kontekstu społecznego; podgatunki istniejące w obrębie tego nurtu; postfeministyczny charakter współczesnych prac, itd., itp. Pojawiło się kilka tekstów (m.in. Triny Robbins) dotyczących tego zagadnienia.

Najkrócej i najogólniej mówiąc komiksy kobiece są to komiksy stworzone przez kobiety lub osoby identyfikujące się jako kobiety i pokazujące świat z kobiecej perspektywy wynikającej z ich specyficznego doświadczania jako rezultatu społeczno-kulturowych uwarunkowań.

Oczywiście komiks kobiecy to bardzo szerokie zagadnienie, któremu można by poświęcić pracę naukową (w USA powstało ich wiele). Każdy może też rozumieć to zjawisko na swój sposób, my na Comix Grrrlz bazujemy na powyższych założeniach.

Czytając niektóre wypowiedzi w tej dyskusji można odnieść wrażenie, że redaktorzy polskiej prasy komiksowej z automatu odrzucają komiksy robione przez kobiety. A przecież taki na przykład „Kolektyw” współtworzyły i nadal do niego robią materiał dziewczyny. „Jeju” i najważniejszy chyba obecnie periodyk, jakim jest „Karton” – tam kobiecych komiksów sporo. Także w „Ziniolu” i w kilku antologiach. Skąd ten pomysł, że komiks jest odrzucany, bo autorem jest kobieta, a nie dlatego, że po prostu jest kiepski. Nawiązuję tu chociażby do artykułu o Ściętej Głowie Marii Antoniny, którego autorka złożyła na ten karb swoje wydawnicze niepowodzenie, przeoczając fakt, że komiks najzwyczajniej w świecie leży warsztatowo. Skąd pomysł, przez niektóre osoby wypowiadany chociażby w komentarzach, że kobiety potrzebują ułatwionego startu? To tak, jakby na wstępie sugerować, że są gorsze i trzeba im dopomóc W to nie wierzę, patrząc na to, co robią Matuszak, Witerscheim, Wróbel, Szaulińska, Karpowicz, Restecka i Becla czy na dość dużą popularność Sowy. Przecież one są często lepsze od facetów – przynajmniej to, co do tej pory opublikowały.

Na wstępie może wyjaśnię kilka kwestii. Po pierwsze spór nie dotyczy tylko wydawania, lecz całokształtu, na który składają się też lekceważenia pewnych informacji przez serwisy komiksowe czy blogi, reakcje na „dziewczyńskie” inicjatywy, itp.

Po drugie, część z zarzutów, zarówno tych z tekstu SGMA, jak i podanych podczas panelu na Festiwalu Komiksowa Warszawa czy w innych miejscach, dotyczy lat ubiegłych, szczególnie 2005-2008. Więc to nie jest tak, że ciągle wyciągamy na światło dzienne nowe sprawy. Choć po komentarzach pod tekstem SGMA można odnieść wrażenie, że są osoby, które widzą zarzut natomiast nie widzą, jakiego okresu on dotyczy. Co oczywiście nie oznacza, że skoro problem dotyczy lat ubiegłych to mamy udawać, że nigdy nie istniał i najlepiej o niczym nie wspominać.

Po trzecie, mowa i o kobietach-rysowniczkach i o kobietach-scenarzystkach, w końcu wkład kobiet w komiks nie kończy się na wykonaniu ilustracji.

Po czwarte, nie toczymy wojny z męskim światem. Zarzuty z jednej i drugiej strony są, ale też po obu stronach są różne opinie.

Nie jest też tak, że wszystko jest źle. Absolutnie nie. Kobieta, jako czytelniczka komiksów o wyrobionym guście, już nie dziwi. Jest znacznie większe zainteresowanie dziewczynami rysującymi, głownie ze strony zinów. Dzieje się też sporo na poziomie wystaw, choć tutaj, co rozwinę za chwilę, płeć osób wystawianych też bywa problemem.

Oczywiście na pewno zdarzają się przypadki kobiet, których umiejętności warsztatowe i scenopisarskie pozostawiają wiele do życzenia i które skarżą się bez powodu. Jednak apeluję, nie krytykujcie lecz czasem zastanówcie się czy w tym na co zwracamy uwagę nie ma ziarnka prawdy.

Nie chodzi nam o żaden ułatwiony start, a o równe traktowanie. Bądźmy sprawiedliwi, wymagajmy i pozwalajmy osobom tworzącym w komiksowym medium na tyle samo, niezależnie od ich tożsamości. Niech piszą i rysują o tym, o czym chcą, o tematach czysto rozrywkowych czy też o tych szczególnie im bliskich. Pozwalajmy na prowadzenie witryn, publikacji, warsztatów czy wystaw niezależnie kogo i jakiego tematu dotyczą; vide Bloody Strips, wystawa Centrali, warsztaty Arterii, projekt Dziewczyny rysują. Informujmy na równorzędnych zasadach o nagrodach, jakie za granicą mogą zdobyć polscy komiksiarze i komiksiary; vide całkowicie pominięta przez serwisy i blogi nominacja do Dougha Wrighta dla Marty Chudolinskiej. Czy takie akcje bądź informacje nie są warte zainteresowania czytelników i przekazania dalej? Ile razy już na samym wstępie spotykają się z lawiną krytyki albo udaje się, że sprawy nie ma. I potem trudno się dziwić, że aktywne dziewczyny wolą robić coś samemu albo gdzieś za granicą niż czekać na łaskę polskich komiksiarzy. W najgorszym wypadku pozostają przy tworzeniu do szuflady.

Akurat część z przywołanych przez ciebie nazwisk potwierdza tezy, że niekoniecznie mamy do czynienia z równym traktowaniem. Team Sanecka- Restecka nie mógł znaleźć wydawcy dla swoich prac. Szaulińska niejednokrotnie mówiła, że nie jest dobrze, jeśli chodzi o podejście do kobiecej twórczości, Wróbel wspominała o krytyce jej prac bo nie są o zombie i egzoszkieletach. Czy to wina kobiet, że częściej piszą o sprawach realnych niż dają się ponieść wodzy fantazji? Źle, bo za dużo cipek, źle bo związkowe pitu pitu, źle bo tematy społeczne. Przyjmuje się to co lekkie, łatwe, przyjemne i szybko o tym zapomina, a na życiowe czy filozoficzne wywody pozwala się przede wszystkim twórcom- mężczyznom, bo taki scenariusz spod kobiecej ręki to przecież nuda. Może tu chodzi o zwykły brak solidarności i konkurencję? Komiksy obyczajowe zagranicznych autorek są w Polsce wydawane i czytelnicy to przyjmują, a przecież zdolność do umiejętnego opowiadania historii nie jest domeną wyłącznie obcokrajowców.

Poziom warsztatowy to kwestia bardzo subiektywna. Najlepiej widać to na przykładzie Rutu Modan i jej „Ran wylotowych”. Jest to komiks znakomity, ale bardzo w Polsce krytykowany przez komiksiarzy za oprawę graficzną. Dla mnie ważny jest przede wszystkim przekaz, forma to sprawa drugorzędna.

Rutu Modan to akurat wyjątkowo zły przykład, bo warsztatowo jest świetna, po prostu ma styl, który nie każdemu odbiorcy się spodoba.

Modan, to przykład jak najbardziej na miejscu, bo tak jak powiedziałam, forma jest kwestią subiektywną i o każdym można powiedzieć, że nie trafia w gust.

Czyli co, dziewczyny rysują? Gdzie, prócz wymienionych wyżej periodyków można poczytać ich komiksy? Gdzie warto, przede wszystkim? Czy jest jakaś mapa twórczości znajdującej się poza głównym nurtem?

Trudno chyba mówić o polskich twórczyniach w kategorii głównego nurtu, przynajmniej ja bym była z tym stwierdzeniem ostrożna. Należałoby się zastanowić, co pod nim rozumiemy. Gdy chcemy znaleźć kobiece prace warto sięgnąć do zasobów Internetu – po wszelkie blogi czy strony z twórczością. Na Comix Grrrlz mamy dział o nazwie Baza, w którym można znaleźć odnośniki do stron wielu tworzących kobiet. Jest tam niemal sto nazwisk, niestety nie wszystkie z linkami, bo wciąż trwa uzupełnianie. Jest też strona „Dziewczyny rysują”.

Wymienione periodyki – w „Ziniolu” komiksów kobiet nie ma co szukać. „Karton”, „Kolektyw”, w nich komiksy kobiet są, ale pamiętajmy, że niektóre nazwiska się powtarzają. Ileś tam prac kobiet zostało opublikowanych w „Bostońskich małżeństwa”, dużo będzie w „Bloody Strips”, które mam nadzieję ukażą się do końca roku. Była też publikacja „Dziewczyny też rysują komiksy” ze Stowarzyszenia Arteria. Kinga Kuczyńska przygotowuje antologię polskiego komiksu kobiecego. Warto szukać w III obiegu komiksów wydanych własnym sumptem zgodnie z ideą D.I.Y.. Można takie produkty dostać od autorek na różnych festiwalach (MFKiG, comix queerz, No Woman No Art), można próbować przez księgarnie internetowe.

Jeśli ktoś odwiedza strony nastawione na kobiece tematy, tam także można czasem wyłowić informację o jakimś komiksie, najczęściej zaangażowanym.

Ja bym polemizował z tym „Ziniolem” – Jelena Woronowicz, Sonia Oliveira? No, chyba, że masz na myśli, że nie drukują tam Polek. Za to promują ich produkcje w cyklu „Kibicujemy Komiksiarzom” Nie traktowałbym też, jako negatywnego faktu, że autorki w „Kartonie” czy „Kolektywie” pojawiają się kilkukrotnie – widać jest na nie zapotrzebowanie odbiorcy.

Tak, mówiłam o nieobecności Polek w „Ziniolu”, bo przecież o Polkach cały czas rozmawiamy.

A, że te same nazwiska w innych zinach – też nie traktuję tego, jako coś negatywnego. Zwracam jedynie uwagę, że niezależnie od tytułu, niektóre się powtarzają, a więc tych drukowanych twórczyń jest mało.

„Masa” środowiska komiksowego to jedno, a jak reagują na taką twórczość komiksową inne środowiska – feministyczne i LGBT? Jaki jest w ogóle odbiór i reakcja na komiks LGBT? „Fun Home” wzbudziło duże zainteresowanie nie tylko w mediach branżowych, ale i w głównonurtowych. „Konrad i Paul” – już mniejsze. Zresztą Wojtek Szot, wydawca, sam kiedyś napisał na blogu wydawnictwa, że najchłodniej przyjęły ten komiks środowiska gejowskie. Jak to więc jest – ruch LGBT chce, czy nie chce takiej ekspozycji? I czy są jakieś różnice w postrzeganiu treści gejowskich i lesbijskich? Jak z pozostałymi grupami, czyli np. transwestytami? Czy w ogóle istnieje komiks o tej tematyce?

Jeśli chodzi o reakcje na twórczość, to środowisko feministyczne czy mówiąc bardziej ogólnie kobiece, jest bardzo otwarte na wszelkiej maści komiksowe produkcje, niekoniecznie queerowe. Widzi potencjał, jaki niesie w sobie to medium, widzi siłę przekazu i daje też możliwość wypowiadania się kobietom w ten sposób. Geje, lesbijki, transi bywają bardzo drażliwi i ich reakcje na komiksy są skrajnie odmienne. Od wielkiego zachwytu, że można poprzez komiks mówić o ich sprawach, po pretensje, że taka forma jest zbyt niepoważna bądź też, że dany twórca/twórczyni źle przedstawiają środowisko. Myślę, że realia, w jakich żyjemy spowodowały, że wśród osób LGBT wykształcił się krytycyzm wobec wszystkiego, co może w jakikolwiek sposób zaważyć na ich ocenie przez społeczeństwo.

Brak dystansu do siebie powoduje, że geje, lesbijki, transi chcą, aby, jeśli ktoś już o nich mówi, to robił to jedynie w sposób wzniosły, a broń boże negatywny czy ironiczny. Między innymi w tym upatruję powód słabego przyjęcia komiksów Koeniga. „Fun Home” podzieliło by los jego produktów, a wiesz dlaczego? Bo główna bohaterka jest w typie butch, a według wielu lesbijek, taka aparycja nie daje ich najlepszego wizerunku. Komiks Bechdel uratował się jedynie dzięki temu, że wielokrotnie pisały o nim zagraniczne media i ludzie LGBT kojarzyli tytuł, jako coś, o czym trzeba mówić, a nie spoglądali na niego, jako na bardzo dobrą historię. Ale takie reakcje nie dotyczą tylko komiksów, również tzw. branżowe filmy czy literatura napotykają na podobną niechęć wśród swojego głównego targetu. Wiem, nie powinnam generalizować, ale jako osoba bezpośrednio uczestnicząca w życiu środowiska LGBT poczyniłam swoje obserwacje i tą są wyciągnięte z nich wnioski.

Jeśli chodzi o polski komiks, to temat transpłciowości jest dla mnie wielką niewiadomą. Nie licząc tytułów dostępnych w głównym obiegu, w których pojawił się motyw z przedrostkiem „trans” (jak np. w „Szmince” czy „Najczwartszej RP”), to nie spotkałam się z podziemnym komiksem o tym traktującym. Myślę, że ktoś coś gdzieś narysował, tylko, że tradycyjnie zbyt mało osób widziało jego lub jej pracę. A może po prostu ja na nic nie natrafiłam, w końcu moje zainteresowania ukierunkowane są na komiksy z safistkami.

Do kogo skierowane są te nieliczne pozycje w naszym kraju? W Japonii na przykład nurt miękkich komiksów homoerotycznych jest stargetowany na nastoletnie dziewczęta? Czy u nas wśród odbiorców komiksu homoseksualnego też są takie kuriozalne grupy?

Polska ma coś wspólnego z Japonią. My też mamy rozhisteryzowane nastolatki piszczące na widok androgynicznych młodzieńców z mang. Moim zdaniem w Polsce, ze względu na podejście do homoseksualnej tematyki, jako zagadnień pozbawionych uniwersalności, traktuje się komiksy LGBT, jako skierowane tylko do homoseksualnego targetu lub osób blisko z nim związanych. Tu jest pewien paradoks, gdyż większość mi znanych polskich utworów lesbijskich to komiksy pozytywne, opowiadające o codziennym życiu najczęściej z przymrużeniem oka, wyzbyte nihilizmu, czyli nadające się, jako lektura dla różnych grup czytelników, niezależnie od ich orientacji, choć zapewne lesbijki znajdą w nich najwięcej wspólnego z bohaterkami. I tutaj wracamy do tego, o czym mówiłam wcześniej.

Robienie sobie żartów z orientacji, albo ukazywanie życia lesbijek, jako niczym się niewyróżniającego, skazuje te komiksy na niebyt lub krytykę. Chyba trochę oczekuje się od osób tworzących, aby pokazywały, że jest nam strasznie ciężko, bo bezustannie musimy walczyć o nasze prawa. Bla, bla, bla. Mnie cieszą te pozytywne historyjki aczkolwiek chciałabym też kiedyś przeczytać komiks o tym, jakie patologie dosięgają branżowe środowisko. Póki co, brak odważnego głosu, który pokazałby te ciemne strony, o których się nie mówi. Nurt komiksu homoseksualnego stanowi w naszym kraju promil całości twórczości, więc pewnie długo jeszcze poczekamy na rewolucyjne scenariusze.

No właśnie – mówisz „ciężko”, mówisz „walczyć” to retoryka silna i nastawiona na konfrontację. Czy tak postrzega tę społeczność heteroseksualna większość? Jak reagują „koledzy po fachu” na dziewczynę, która na wszystkie konwenty przyjeżdża ze swoją partnerką, prowadzi panele, dyskusje i organizuje różnorakie wydarzenia artystyczne na tym polu?

Uogólniając, tak, wydaje mi się, że ludzie postrzegają homo jako nastawionych przede wszystkim na konfrontację wynikającą z chęci uzyskania pewnych „przywilejów”, jak określa to heteroseksualna większość. Sami, jako społeczność, potęgujemy to wrażenie. Jestem zmęczona tą martyrologiczną postawą ludzi ze środowiska LGBT i ich oczekiwaniami, jakie mają w stosunku do różnego rodzaju projektów. Wszystko to tak naprawdę odbija się nam czkawką. Sama najlepiej odczułam to podejście ruchu LGBT po wydaniu „Bostońskich małżeństw”, krytykowanych m.in. za brak obrazu lesbijek-cierpiętnic, a jednocześnie posądzanych przez wybranych komiksiarzy o rzekomą propagandę. Nigdy „Bostońskie…” nie miały takiego założenia. Odwieczny konflikt między homo a heteroseksualistami powoduje, że traci na tym sztuka, zaszufladkowana zgodnie z wizją danej grupy, najczęściej podszytą uprzedzeniami.

I’m here, I’m queer, get used to it. To moja dewiza jeśli chodzi o brać komiksową. Reakcje komiksiarzy na moją osobę i moje projekty bywają tak odmienne, jak odmienni są ludzie. Od wsparcia, po ostrą krytykę aż do całkowitej obojętności. Wydaje mi się jednak, że większość osób zdążyła się już przyzwyczaić do tego, czym się zajmuję.

Lesbijka, aktywistka, feministka? Czym jest feminizm dzisiaj, kiedy kobiety nie walczą już o prawo do głosowania w wyborach? Na ile ten ruch jest dziś wciąż aktualny i prężny, a na ile to tylko te najbardziej widoczne, zradykalizowane odłamy tworzą jego wizerunek? Czy feminizm ma dziś rację bytu i do czego dąży?

Feminizm nie kończy się na wywalczeniu prawa wyborczego. Owszem ruch sufrażystek zaczął się od walki o prawo do edukacji, głosowania, poprawy sytuacji ekonomicznej, ale to były zupełnie inne czasy. Feminizm, który na całym świecie przechodził różne fale i dotyczył różnych kwestii, zmieniał swój charakter.

Podstawą jest świadomość, że w patriarchalnym państwie, jakim jest Polska kobiety nadal dyskryminowane są na wielu płaszczyznach: w polityce, na rynku pracy, w prawie, sztuce, społeczeństwie itd. Ta dyskryminacja jest im narzucona z zewnątrz. Mężczyźni bojąc się o swoją pozycję, nie pozwalają kobietom decydować o sobie i uczestniczyć na tych samych zasadach, co oni w różnych sferach życia. A przecież zrównanie praw ma pozytywne skutki dla ogółu społeczeństwa. Jeśli ktoś ma wątpliwości czy feminizm jest w Polsce potrzebny to niech zastanowi się choćby nad głęboką stereotypizacją ról płciowych, nierównymi płacami i szansami rozwoju, prawem pisanym pod mężczyzn, nierównym dostępem do służby zdrowia.

Feminizm, jest zjawiskiem bardzo szerokim, mającym szereg odłamów i zawsze dla jednych będzie ideologią, a dla innych sferą działania. Aby zrozumieć, czym on jest, poznać historię i podstawy, warto sięgnąć po fachową literaturę, w kilku zdaniach nie da się streścić całego nurtu. Zresztą jedna, ścisła definicja nie ma sensu. W dzisiejszych czasach nierówność dotyka innych kwestii niż przykładowo na początku XX wieku, dlatego wielu ludzi, mając chyba przeświadczenie, że wystarczy dać nam prawo do głosowania i będzie w porządku, zastanawia się, o co chodzi dzisiejszym feministkom. Takie jednostki chyba powinny zrewidować swoją wizję równych praw. Jest jeszcze bardzo wiele do zrobienia i feminizm jest do tego dobrym narzędziem. Za 20-30 lat możemy porozmawiać na ten temat ponownie i zastanowić się jak na przestrzeni trzech kolejnych dekad feminizm znów ewoluował.

Bartek Biedrzycki

Autor książek, komiksów, podcastów i papierowych modeli.

Może Ci się również spodoba