81. słowo na niedzielę

Zaniedbywanie bloga stało się w mijającym okresie normą dla wielu, dotąd aktywnych autorów. Być może spowodowane jest wypaleniem, może, choć w to wątpię, mniejsza ilością ciekawych wydarzeń, albo zmianami w samej blogosferze. Dotychczas dyletanckie, blogi się profesjonalizują, przekształcają w branżowe magazyny itp.

Ja nie pisze, bo mi się nie chce. Dzieje się dużo, ale wyładowuję parcie na dyskusję w cudzych komentarzach, a wieczorami jestem autentycznie zmęczony i nie chce mi się już pisać. Moje potrzeby recenzowania wchłania w całości Kultura Liberalna, resztę kreatywności pochlania vidcast i pozostałe aktywności, jak pisanie paszkwili na W24.

Zeszły tydzień upłynął dodatkowo pod znakiem wytężonej, nerwowej pracy redakcyjnej w DP, czeka jeszcze kilka dni pracy nad składem do druku. To będzie kolejny dobry numer, z przyjemnością patrzę, jak z chłopca do bicia wyrósł magazyn, który na obecnym rynku jest niemal wyznacznikiem pewnego standardu. To bardzo cieszy i mimo chwil zwątpienia i rezygnacji zawsze wracam do pracy z wielka przyjemnością.

No i oczywiście w tym wszystkim jest też bycie ojcem – samodzielnej, gadającej do mnie zaskakująco skomplikowanymi zdaniami trzylatki i jej rodzeństwa, nadal nierozpoznanej płci („Wiecie państwo, to może być chłopak, stopa, albo kawałek pępowiny”), które kopie mocno w przyłożoną do napiętego brzucha Żony dłoń.

Nie mam czasu na pisanie cotygodniowej porcji pierdół, wybaczcie.

Bartek Biedrzycki

Autor książek, komiksów, podcastów i papierowych modeli.

Może Ci się również spodoba