Najchętniej kupowałbym wszystko

O konwentach i polskim komiksie z Jackiem Jastrzębskim, członkiem Polskiego Stowarzyszenia Komiksowego, aktywistą środowiskowym i kolekcjonerem komiksów polskich. Wywiad pierwotnie ukazał się w portalu Wiadomości24 w ramach cyklu „Portret komiksiarza polskiego”.

Mimo, że nie jesteś autorem komiksów w środowisku polskich fanów jesteś postacią rozpoznawalną. Środowiskowa ksywka Ystad – wielki fan, kolekcjoner, ale przede wszystkim aktywista. Sporo pracowałe,ś między innymi przy stworzonym przez Polskie Stowarzyszenie Komiksowe tegorocznym Festiwalu Komiksowa Warszawa. Co cię wypycha z wygodnego fotela zwykłego czytelnika i nakręca na „robienie”?
Masz na to odpowiedź na samym początku swojego pytania. Nie jestem twórcą komiksowym, ale odkąd tylko zacząłem czytać komiksy zawsze chciałem być częścią tego świata. Tak więc, gdy tylko pojawiła się szansa zrobienia czegoś (powołanie Polskiego Stowarzyszenia Komiksowego) to skwapliwie z niej skorzystałem. Poza tym jestem ogromnym przeciwnikiem biernej postawy i najnormalniej nie mogę siedzieć nic nie robiąc.

Chciałbym przy okazji odnieść się do tego „sporo pracowałeś”. Jest kilka osób w Stowarzyszeniu, które przy organizacji Komiksowej Warszawy zrobiły o wiele więcej niż ja.

Niewątpliwie organizacja FKW była dużym, wspólnym wysiłkiem. Tym bardziej, że stworzenie zupełnie nowej imprezy w miejsce istniejącej poprzednio, obecnie już się nieodbywającej – mowa o Warszawskich Spotkaniach Komiksowych – to naprawdę duże wyzwanie. Spróbowałbyś ocenić tę inicjatywę? Na ile udało się zrealizować założenia, jakie są plany na przyszłość, w którą stronę ten Festiwal będzie się rozwijał? Wiele osób w środowisku oczekiwało chyba, że to od razu będzie impreza na miarę mającego 20 lat tradycji MFK w Łodzi?
Pierwszym głównym celem PSK było stworzenie w Warszawie imprezy komiksowej z prawdziwego zdarzenia. Natrafiliśmy jednak podczas organizacji na dosyć poważne problemy. Najpierw musieliśmy przesunąć termin Festiwalu o tydzień z powodu żałoby narodowej, a następnie wybuch Eyjafjallajokull i zamknięcie przestrzeni powietrznych spowodowało, że nasza główna zagraniczna gwiazda – Jeff Lemire – się nie pojawił. O innych problemach organizacyjnych nawet wspominał nie będę. Te dwa główne zdarzenia spowodowały, że wielu polskich fanów komiksów zrezygnowało z przyjazdu do Warszawy, co miało wpływ na frekwencję.

Samą imprezę uważam za udaną, ale oczywiście zarówno ja, jak i wszyscy w PSK są świadomi błędów i niedociągnięć, jakie udało nam się popełnić podczas organizacji. Mi osobiście bardzo podobał się fakt wyjścia z komiksem do ludzi poprzez wystawy tematyczne w różnych lokalach. Liczę, że to będzie nieodłączna część warszawskiej imprezy, bo zamykanie imprezy komiksowej wyłącznie w dwóch dniach spotkań z twórcami już się raczej nie sprawdza.

Co do oczekiwań – faktycznie były wielkie. Ale na zdrowy rozsądek – nie mieliśmy szans pobić doświadczenia MFK. Ale tak jak już wspominałem, KW było dobre, a w przyszłym roku będzie jeszcze lepsze.

Myślę, że jest to osiągalne, co pokazuje przykład Bałtyckiego Festiwalu Komiksu – imprezy młodej, ale cieszącej się już estymą wśród braci komiksowej. Działalność w PSK nie jest jednak jedyną twoją aktywnością w środowisku. O ile się nie mylę, maczałeś palce przy reedycji pewnych starszych polskich materiałów?
Owszem, miałem swój mały udział w wydaniu w zeszłym roku na WSK Antologii Tadeusza Raczkiewicza „Komiksy Nieznane” – pozycji przeznaczonej tak naprawdę dla hardkorowych fanów twórczości tego autora. Od siebie dodam, ze to naprawdę ciekawa rzecz – pokazuje
ewolucję kreski Raczkiewicza.

Ale wiem, że nie o Raczkiewicza pytałeś. Odpowiadając na Twoje pytanie – mając świadomość, że niestety niektóre z komiksów gazetowych nie mają najmniejszych szans na reedycję w albumie – z kilkoma fanami/kolekcjonerami sami przygotowaliśmy sobie taką antologię najstarszych komiksów ze Świata Młodych. Pracę nad oczyszczaniem materiałów podzieliliśmy między siebie. Każdy z nas spędził od kilkunastu do kilkudziesięciu godzin oczyszczając poszczególne kadry, zrzuciliśmy się na skany no i później to wydrukowaliśmy.

Oczywiście sami dla siebie – antologia nigdy nie miała mieć charakteru komercyjnego, i nigdy nie będzie dystrybuowana. Taka też była geneza narodzin „Antologii z Archiwum Polskiego Komiksu Prasowego”.

Poza tym dochodzi jeszcze jedna z moich aktywności. Jestem jednym z redaktorów serwisu „branżowego” Aleja Komiksu. No i kilka innych pomniejszych.

Raczkiewicz, polskie komiksy prasowe, ty chyba jesteś fanem raczej rodzimej twórczości, prawda? Czy to taki swoisty patriotyzm, specjalizacja, czy coś jeszcze innego?
Patriotyzm tak naprawdę nie ma z tym nic wspólnego. Większość osób, które mnie znają z tej komiksowej strony wie, że faktycznie moim konikiem jest komiks polski. Zarówno ten sprzed lat kilkudziesięciu jak i teraźniejszy. Na pewno wpływ na to miały czasy, w jakich zacząłem czytać komiksy. Pamiętam dokładnie moje dwa pierwsze, jakie otrzymałem od rodziców w 1986 roku. „Podróż Smokiem Diplodokiem” Tadeusza Baranowskiego (autor ten wbił się tym komiksem i późniejszymi mocno w moje serce i do dnia dzisiejszego zajmuje zaszczytne pierwsze miejsce w moim prywatnym panteonie sławy), oraz „Tytus Romek i A’Tomek – księga XI Ochrona zabytków” Henryka Jerzego Chmielewskiego. Z resztą jak zapewne wszystkim wiadomo, w tamtym okresie w Polsce można było dostać prawie wyłącznie komiksy polskich autorów z małymi odstępstwami od reguły – pojawiło się sporo komiksów węgierskich autorów (komiksy do scenariusza Tibora Cs. Horvatha). Potem oczywiście pojawił się Komiks Fantastyka z pracami zagranicznych twórców, ale wtedy byłem chyba za młody żeby docenić kunszt „Yansa” etc.

Co do teraźniejszego komiksu polskiego, najnormalniej go uwielbiam, uwielbiam charakterystyczne kreski polskich autorów, sposób prowadzenia akcji. I tak naprawdę nie rozumiem jak fani innego rodzaju komiksu (przeważnie mainstreamu amerykańskiego) mogą zarzucać naszym rodzimym twórcom brak talentu. Odwracając sytuację – mi np. komiks „superhero” raczej nie podchodzi (aczkolwiek mam kilka tytułów, które lubię). Zawsze używam mało wysublimowanego argumentu, że nie rozumiem przygód całkowicie nierealnej grupy ludzi w lateksowych ciuchach. Ale oczywiście w żaden sposób nie neguję tego rodzaju komiksu, wszystko jest dla ludzi. To po prostu nie moja bajka, a jak nie moja bajka to staram się na jej temat nie wypowiadać. Oczywiście nie zamykam się na inne komiksy, czytam prawie wszystko, co wpadnie mi w ręce.

Czytasz wszystko, ale zbierasz…? Co właśnie? Bo podobno jesteś posiadaczem dość pokaźnej kolekcji „kolorowych zeszytów”? Co kolekcjonujesz, czym się kierujesz przy wyborze?
Dość duża to pojęcie mocno względne. Moja kolekcja liczy sobie około 5 tys. sztuk. Znam osoby, których kolekcje są znacznie większe. Co do zakupów, to oczywiście najchętniej kupowałbym wszystko, co zostało wydane w Polsce lub po polsku, ale że mało kogo stać na takie fanaberie – w tym i mnie – to muszę się trochę ograniczać. Od kilku dobrych lat kupuje prawie wszystko, co wyszło spod rąk polskich twórców. W Polsce mamy kilka wydawnictw, których oferta jest wręcz doskonała. I tak staram się kupować na bieżąco to, co wydaje Timof i cisi wspólnicy (z wszelkimi imprintami), kultura gniewu oraz Taurus Media. Szanuję wybory dokonywane przez tych wydawców: zarówno Paweł Timofiejuk, Szymon Holcman jak i Maciej Pietrasik na komiksie pozjadali zęby, więc ślepo im wierzę. Także profil wydawniczy Ongrysa bardzo trafia w moje „polskie” gusta. Zresztą tak naprawdę powinienem wymienić bodajże wszystkie polskie wydawnictwa po trosze.

No i oczywiście na bieżąco staram się kompletować sobie jakieś archiwalne serie, które kiedyś z jakiegoś powodu nie znalazły się w mojej kolekcji.

Odpuszczam sobie jedynie mangę (też nie całą), ale to z powodów lokalowych (od pewnego czasu brakuje mi już miejsca na regałach) i finansowych.

Na koniec dwa krótkie pytania: jesteś stałym bywalcem imprez komiksowych, nawet kiedyś zorganizowałeś „komiksowego grilla”. Często bywasz?
Szczerze mówiąc staram się bywać na każdej większej imprezie komiksowej w Polsce. W tym roku udało mi się odwiedzić Poznań (Ligatura 4-7 luty 2010), Bydgoszcz (Bydgoska Sobota z Komiksem 27 marzec 2010), Warszawę (Festiwal Komiksowa Warszawa 24-25 kwiecień 2010), Lublin (Lubelskie Spotkania z Komiksem 8-9 maj 2010), za moment zbliża się Gdańsk z Bałtyckim Festiwalem Komiksu (26-27 czerwiec 2010), no i oczywiście MFKiG na początku października.

Uwielbiam atmosfery takich spotkań, zarówno, jeżeli chodzi o oficjalne punkty programu, jak i późniejsze, mniej oficjalne spotkania ze znajomymi komiksiarzami z całej Polski przy piwie. Wartością dodaną takich imprez jest oczywiście również poznawanie nowych maniakalnych komiksiarzy.

Czasami na takich komiksowych imprezach zdarzają się ciekawe punkty programu. Np. w zeszłym roku na Tomaszowskim Pikniku Komiksowym (5-7 czerwiec 2009) skorzystałem z możliwości i zrobiłem sobie komiksowy tatuaż. (logo frankońskiej serii XIII – przyp. Aut.)

A ten grill komiksowy to po prostu takie małe kameralne spotkanie z komiksiarzami z okolic Warszawy. Ale druga edycja też posiadała ciekawy punkt programu – rysowanie na belach sianokiszonki.

A co poleciłbyś komuś, kto polskiego komiksu nie zna, lub kojarzy go jedynie z Tytusem, wojami Mirmiła i dzielnymi milicjantami? Od czego zacząć przygodę?
Bardzo dobre pytanie. Nie powinieneś się dziwić po naszej rozmowie, że znowu skupię się na polskich komiksach. Ostatnio rozmawiałem z kilkoma osobami i zadali mi to samo pytanie. Zawsze polecam im komiks „Łauma” Karola KRL’a Kalinowskiego (wydany przez kulturę gniewu). Jak dla mnie polski komiks roku 2009. Drugą pozycją którą zawsze polecam wszystkim jest komiks z początku 2008 roku autorstwa Daniela Chmielewskiego „Zostawiając powidok wibrującej czerni” (niedawno kupiłem sobie drugi egzemplarz, żeby móc pożyczać go znajomym). Naprawdę wyśmienity komiks, aż nie mogę się doczekać zaplanowanego drugiego autorskiego komiksu Daniela „Zapętlenie” który planowany jest na październik 2012.

Bartek Biedrzycki

Autor książek, komiksów, podcastów i papierowych modeli.

Może Ci się również spodoba