Chcę opowiadać historię

Komiksiarze: twórcy, wydawcy, a przede wszystkim miłośnicy liczącego ponad wiek medium, jakim jest komiks, stanowią liczną grupę. Przybliżanie czytelnikom świata polskiego komiksu zaczynamy od wywiadu z Katarzyną Witerscheim – autorką. Wywiad pierwotnie ukazał się w portalu Wiadomości24 w ramach cyklu „Portret komiksiarza polskiego”.

Dziewczyny czytające komiksy są w naszym kraju często postrzegane jak ewenement. Tym bardziej dziewczyny tworzące komiksy. Skąd takie akurat zainteresowanie? Tym bardziej, że chyba wykracza poza granice zwykłego hobby?
Komiks był w moim domu od zawsze. Było to dla mnie coś naturalnego. Mój tata był i dalej jest osobą interesującą się kreskówkami, filmami animowanymi i komiksami. Moja mama, od kiedy tylko pamiętam, kupowała mi magazyn „Kaczor Donald” i to był chyba mój pierwszy taki poważny kontakt z komiksem. Na komiksach i filmach disneyowskich uczyłam się też rysować. Od małego lubiłam rysować. A jako, że komiks był dla mnie czymś najbardziej naturalnym, to normalne było to, iż pasje plastyczne łączyłam właśnie z komiksem.

Zainteresowanie, czytanie komiksów – to jedno. Ich tworzenie, to coś zupełnie innego. Od czego zaczęła się twoja droga jako autorki komiksów? Czy było coś przed znanym nie tylko polskim internautom „Konstantym Balonikiem”?
Cóż, poprzednie projekty były całkowicie do szuflady i raczej nie nadają się jakiejkolwiek publikacji, chyba, że jako jakaś ciekawostka. Czasami w szkole wykorzystywali moje zdolności, ale tak chyba większość ludzi ze zdolnościami plastycznymi ma. Dopiero „Konstanty wraca do domu był moim w 100% komiksowym debiutem, chociaż w internecie. I tworząc go, uczyłam się na swoich błędach jak tworzyć komiks. Chociaż niemy. No i też, w sumie skończyłby w szufladzie, gdyby nie zachęta drugiej osoby.

Jeszcze w trakcie prac nad „Konstantym” związałaś się z netKolektywem – grupą twórców internetowych, która później zaczęła wydawać własny magazyn komiksowy – „Kolektyw”. Ten magazyn, o ile dobrze pamiętam, to był twój debiut w druku? Ta współpraca nadal trwa – czy poza „Kolektywem” miałaś okazję drukować w Polsce swoje prace?
Tak, Kolektyw był moim debiutem w druku, to prawda. I jeżeli chodzi o drukowanie w Polsce, to niestety nie publikowałam się nigdzie indziej. I chyba mogę powiedzieć, że dużo Kolektywowi zawdzięczam, chociaż różnie bywało.

To „różnie bywało” brzmi nieprzyjemnie. Światek komiksowy to „swarne bractwo”. Dużo jest w nim podziałów i kłótni?
Nie mówię, że są podziały i kłótnie… Jeżeli są jakiekolwiek konflikty to tylko na podłożu osobisty, a nie „zawodowym”, czy raczej „komiksowym”. Ja się staram żyć przyjaźnie z ludźmi w tym światku, bo, jest on mały i siłą rzeczy musimy w jakiś sposób ze sobą współpracować. Nie lubię sobie robić niepotrzebnie wrogów. Może źle to ujęłam – „różnie bywało” raczej odnosi się do moich publikacji i ich jakości czy częstotliwości, a nie spraw międzyludzkich.

Do podziałów „komiksowych” i kłótni wrócimy za moment. Teraz interesuje mnie inna kwestia. Skoro w zasadzie mało dotąd publikowałaś, to jak to się stało, że zostałaś ilustratorką serii „Mercy”? Kilku Polaków już na Zachodzie pracuje: Adler, Oleksicki, Kowalski – mieli okazję opowiedzieć o swoich początkach „tam”. A jak dla ciebie rozpoczęła się taka współpraca?
To był zupełny przypadek. Właściwie zostałam zauważona dzięki mojej galerii na Deviantart i to w czasie, gdy zaczęłam publikować tam prace steampunkowe. Pewnego ranka po prostu zajrzałam na swojego starego maila żeby go odkurzyć i ujrzałam wiadomość z propozycją współpracy. Przestraszyłam się, że to nieaktualne, gdyż mail był sprzed miesiąca. W panice wysłałam wiadomość z pytaniem czy to jeszcze możliwe, bym mogła brać udział w tym projekcie. No, a skończyło się jak skończyło. I też bym tego nie nazwała praca „na zachodzie”. Raczej współpracą nad projektem, który ma być na tamtym rynku sfinalizowany.

O czym jest „Mercy”? To, zdaje się, zupełnie inny projekt od „Konstantego”? Bardziej komiks akcji, podobny do shortów, które publikowałaś w „Kolektywie”?
W „Kolektywie” chyba opublikowałam tylko jeden short mający coś z akcji („Papi” – w numerze 5. przyp. aut.) Zazwyczaj obracałam się w gatunku obyczajówek. Cóż, „Mercy” całkowicie różni się od „Konstantego”. Przede wszystkim stroną graficzną, rysunkami. To zupełnie inna kreska, podobna do tego, co można zobaczyć aktualnie w mojej galerii. „Konstanty” był typowym cartoonowym, projektem, w dodatku niemym.

„Mercy” to komiks fantasy, trochę horroru, miejscami lekki steampunk. Historia oparta na miejskiej legendzie o pracownicach pewnej fabryki, które zostały uznane za wampirzyce. Jednak nie jest to adaptacja tej historii, z nią „Mercy” łączy w sumie tylko imię głównej bohaterki i to, że pracuje w fabryce. No i czas akcji – lata 20.-30. Na samym początku może się to wydawać troszkę chaotyczne, jednakże każda część tej historii ma swoje uzasadnienie i jest odniesieniem do kultury popularnej.

No właśnie – miejska legenda, wampiry, akcja w miejsce nastrojowych, bardzo emocjonalnych opowieści o podłożu obyczajowym. To duża zmiana. Tymczasem przez polski światek komiksowy przewala się burzliwa dyskusja o tzw. „komiksie kobiecym”, którego nikt nie jest w stanie precyzyjnie zdefiniować. Artykuły w prasie, panel na Festiwalu Komiksowa Warszawa czy publikacje w witrynie Comix Grrrlz. Jak się odnajdujesz w tym wszystkim? Jesteś przede wszystkim kobietą, przede wszystkim autorką komiksów, czy może jest jakiś złoty środek? Czy takie rozróżnienie twórców pod względem płci może i powinno być dokonywane?
Ha, trudne pytanie. Kim jestem – jestem przede wszystkim kobietą, Polką, Ślązaczką. To jest moje poczucie tożsamości. Bycie autorką komiksów nie jest dla mnie czymś, co można określić, jako coś ważniejszego od bycia kobietą. Bo to jest zmienne bardzo. Kto wie czy za pięć lat dalej będę się tym zajmować? Bardzo bym chciała, ale mam też ambicje, by wejść na rynek gier i tam się wykazać. Wydaje mi się, że bycie rysowniczką komiksów jest łatwiejsze niż bycie kobietą. Na bycie kobieta składa się więcej czynników, o które musisz dbać, to jest coś ponad twój zawód i karierę.

Dla mnie śmieszne jest rozróżnianie komiksów ze względu na płeć. Można rozróżnić ze względu na kraj pochodzenia, na tematykę, styl rysunkowy… Ale na płeć? Czy faktycznie hormony aż tak wpływają na to, jak czytelnik odbierze pracę? Problem polega na tym, że ci, którzy mówią o komiksie kobiecym sami nie znają jego definicji. Ja kończę teraz socjologię i można się śmiać z tego kierunku, ale wyniosłam z niego bardzo ważną prawdę – jeżeli operujesz pojęciem, zdefiniuj je. Nie ma pojęcia bez definicji. Coś takiego nadaje się do kosza. Chcę wiedzieć, czy komiks kobiecy to komiksy robione przez kobiety, czy to komiksy dla kobiet, czy o kobietach…
Jeżeli dostanę takie wyjaśnienie, będę mogła się zdeklarować. Na dzień dzisiejszy – nie uznaję takiego pojęcia.

Ostatnie – sztampowe, ale zawsze powracające pytanie: mistrzowie, inspiracje, pomysły na dalszą drogę w ramach komiksowego medium?
Inspiracją od zawsze była dla mnie historia. Tak już mam. Także historia mody na mnie wpływa, XIX wiek, początek wieku XX i wszystko to, co miało miejsce w tamtych czasach. Na drugim miejscu wymieniłabym muzykę, ale to jest chyba już oklepane. Ale bywa i tak, że podczas słuchania płyt czy oglądania teledysków wpadam na jakieś pomysły.

Jeżeli chodzi o mistrzów, to mam dwóch. Pierwszy to Alfons Mucha, a to dlatego, że kocham jego kreskę, styl i magię prac. No i podejście do swojej pracy. Tylko w tym przypadku sztuka Muchy jest dla mnie inspirująca, ale nie w taki sposób chciałabym go naśladować. Uważam, że Mucha był jeden, nie ma sensu go kopiować.

Jednak jest jeden człowiek, którego chciałabym naśladować i wiele prac było inspirowanych jego dziełami. Benoit Sokal. I właśnie chciałabym osiągnąć to, co on – poczynając od rysownika komiksowego stać się twórcą w innym medium – tutaj chodzi o gry komputerowe. I taką ścieżkę też bym chciała obrać. Komiksy i gry, umieć to połączyć. Bardzo fajnie w jednym z wywiadów dotyczących gry Paradise Sokal określił swoją pracę – powiedział o sobie: „opowiadacz historii”.

I w sumie ja tez chcę taka być, chcę opowiadać historię.

Bartek Biedrzycki

Autor książek, komiksów, podcastów i papierowych modeli.

Może Ci się również spodoba