73. Między dawnymi a nowymi laty

Mariusz Zawadzki, lepiej znany jako Mistrz Zagłady, napisał dość ciekawy artykuł. Mówię o nim, bo dotyczy bezpośrednio także mnie. Mistrz stawia w nim tyleż rewolucyjną co karkołomną tezę, że grupa niepoważanych przez nikogo, mało znanych twórców internetowych doprowadziła kilka lat temu na podrzędnym, mało uczęszczanym forum do zniszczenia jedynego dobrego scenarzysty w tym kraju. Oczywiście bardzo uogólniam i upraszczam.

Jak dla mnie, to Jerzy Szyłak jest dobrym akademikiem komiksowym, ale scenarzysta z niego kiepski. Albo dotąd czytałem same jego złe i przeciętne rzeczy, nie wiem.  Gotów jestem bronić przywołanej dyskusji, chociaż oczywiście obecnie, przyznaję, posługiwałbym się zupełnie innym słownictwem.

Tyle z własnego podwórka.

A teraz coś, na co czekali wszyscy.

Od lat otwarty jest spór o jakość komiksu polskiego dawniej i dziś. O tzw. „starych mistrzów” i spuściznę tzw. „nowej fali”.

Moi drodzy, koniec problemu. Mam dla was absolutnie idealny diagram, który ostatecznie ilustruje powojenną historię komiksu polskiego, obrazowo opisując wszelkie jego zjawiska i cechy.

Nowożytna historia komiksu polskiego

Bartek Biedrzycki

Autor książek, komiksów, podcastów i papierowych modeli.

Może Ci się również spodoba

  • JAPONfan

    Ba, zgadza się nawet ze zdaniem pani co pisała recenzje „Łaumy”.

  • N.

    100% cukru w cukrze, znaczy prawdy

  • Rob

    > Mistrz stawia w nim tyleż rewolucyjną co karkołomną tezę, że grupa niepoważanych przez nikogo, mało znanych twórców internetowych doprowadziła kilka lat temu na podrzędnym, mało uczęszczanym forum do zniszczenia jedynego dobrego scenarzysty w tym kraju.

    A to nie było tak, że cała dyskusja została sprowokowana przez „list półowarty” pióra tego jedynego dobrego scenarzysty na łamach Belowradars, w którym ów bezpardonowo jechał po Gilu i KLC, za niezbyt pochlebne recenzje „WWK” w Esensyjnych Zbójcerzach? W dodatku robiąc mało eleganckie wrzuty na Bogu ducha winną gou?

  • Nie tylko.

  • KRL

    oszfak

  • Przypuszczam, że wiele osób czytało posty na tym forum, tyle, że nie każdy miał ochotę brać udział w tego typu tak prowadzonej dyskusji.
    Zresztą charakter tamtego forum nie sprzyjał rzeczowej debacie.
    Poza tym, ta stylistyka przelewała się wraz z ludźmi przez różne fora. Tak więc przekaz trafiał jednak do powszechnej opinii.
    Dyskusja nad jakością konkretnego scenariusza czy uwagi odnośnie jakichś tekstów, to co innego niż napierdzielanie bezpośrednio i jeszcze mało elegancko w osobę. To całkiem co innego. Ja o tym raczej piszę.

  • Mistrzu!

    Stylistyka się przelewała? Chodzi ci o „Szyłaka-pojebaka” z „manifestu”? Był wczesniejszy, o ile się nie mylę. Raczej współwystępowała, niż się przelewała.

    Tamta rozmowa nie powinna była tak wyglądać, bo to nie była stylistyka rozmowy publicznej, przyznaję, nawet się wstydzę języka i zagrań, ale na temat umiejętności scenariuszowych Jerzego Szyłaka nie zmieniłem zdania.

    Co do implikowanej w twojej wypowiedzi sugestii, że tamta dyskusja naruszyła cokolwiek prócz godności rzeczonego, to śmieję się, wybacz, w głos – na pewno nie spowodowała spadku sprzedaż ani nic innego.

    Aż chce się przywołać Witka Idczaka, który winą za słabą sprzedaż KF2010 obarcza a) redaktorów portali, którzy zaniedbali promocji, b) recenzentów, którzy złośliwie pomijają produkt w recenzjach, c) PSK jako organizatorów zbyt mało uczęszczanej imprezy.

    Gdy tymczasem jest jeszcze odpowiedź d) Produkt nie był rewelacyjny.

    Więc gdy czytam, że nasze chamstwo odbiło się jakoś na tobie, to mogę tylko zapytać – jak się odbiło? Jest dużo więcej ludzi o twoich poglądach, którym scenariusze Jerzego Szyłaka się podobają, niż takich jak ja, którzy uważają je za nic nie warte.

    To taki punkt jest styczny naszych wypowiedzi.

    A, że tamto było nieeleganckie – no było. Mam podejść i przeprosić Jerzego na konwencie? No mogę. Jak się widzieliśmy kiedyś, to się spodziewałem jakiejś ciętej, elokwentnej uwagi od niego, tymczasem mam wrażenie, że udał, że nie wie, z kim rozmawia. Pozwolił sobie jedynie na dość słabe wydrwienie numeru magazynu, robiąc prywatne, dość niedorzeczne, przytyki jednemu z aktywnych wtedy autorów.

    Byłem zawiedziony :D

  • au

    ” charakter tamtego forum nie sprzyjał rzeczowej debacie” to argument, za przeproszeniem, w stylu PISu. co szkodziło? rzeczowa debata była na początku, nic nie broniło do niej wrócić. ale zrobiła się niewyszukana jazda po głównym zainteresowanym, którą główny zainteresowany podkręcił jeszcze rzeczonym listem. a potem się wypaliła, bo ile można.
    to zaszkodziło Szyłakowi w jakikolwiek sposób? chuja tam.

  • @Godai,
    oj tam, no nie przekłada się to na sprzedaż bezpośrednio, ani tak ofen to we mnie nie uderzało (w sensie autora-wydawcy), tak daleko nie szedłbym w swoich dywagacjach. Bardziej podkreślałbym tu kwestię niepotrzebnego rozbicia środowiska i tego jakie to rodzi konsekwencje np. dzisiaj, ale też tego, że zła opinia o twórcy lub wydawcy przekłada się potem na jego dzieła lub z kolei wraca na dzieła twórców głoszących te złe opinie itd. itp.
    W takich sporach publicznych typu „ad personam” to działa w obie strony. A zazwyczaj bywa tak, że ten kto czyta na forum spór dwóch stron obiera racje którejś z nich.
    Przykład tej rozmowy podałem jako taki najbardziej jaskrawy do wyeksponowania problemu, jaki widziałem w tym.
    Mój tekst i tak jest długi, a za długi by tam wchodzić jeszcze w dygresje, ale gdybym się tam miał jeszcze rozpisać i doprecyzować, to rozwinąłbym pewnie kilka takich kwestii, w tym jak to potem może działać.
    Dla przykładu, mogę się mylić, acz przekonany jestem, że wiele osób odpuściło sobie zainteresowanie papierowym KOLEKTYWEM i w efekcie zakup, ze względu na tamte teksty na forum. Część publicystów też, a ci którzy napisali recki zapewne patrzyli przez pryzmat całej dyskusji o jakości. Mocno upraszczając – niezależnie którą stronę sporu wybierzemy do zilustrowania efektu (a mówimy tu o sporze, gdzie stronami są, co ważne, twórcy z jednej branży), schemat wygląda tak: zła fama> mniej recenzji > ostrzejsza krytyka > mniejsze zainteresowanie > niższa sprzedaż > jeszcze gorsza opinia ze względu na słabą sprzedaż:) itd.
    Dla czegoś co ma 100, 200 egz. to jak cios w serce.

    @Au
    No właśnie, ja tam nawet włączył bym się wtedy w dyskusję, ale ruzhulało się to wszystko do przesady. W pewnym momencie nie było tam już nawet dyskusji tylko hyde park albo wzajemne przytakiwanie.
    Nie sprzyjało rzeczowej debacie, bo mało kto włącza się do dyskusji, do której wchodzi z pozycji „panie chuju”. W każdym bądź razie tak to wg mnie trochę wyglądało.
    To, że ludzie się już potem wzajemnie nakręcają, to już jest inna kwestia, ale zazwyczaj jest ten moment, w którym warto odpuścić. Trochę go wtedy zabrakło.

    Pamiętajcie o tym, że był to jeden ale nie jedyny, spór jednej grupy twórców z drugą w ramach chwiejnego, niskonakładowego rynku i niewielkiego i tak już skłóconego środowiska.
    Pomijając wszystko. Jeśli twórcy gadają ze sobą zamiast robić komiksy to efekt jest prosty. Za dużo gadki za mało komiksów. A ponieważ tę konkluzję adresuję także do siebie… no wiadomo. Także wracam do roboty.

  • Cholera, nie chcę spłycać, ale to trochę brzmi – „w ramach środowiska nie należy się kłócić, żeby nie srać bardziej w i tak kiepskie gniazdo” :D

    Abstrahując od niskiego poziomu tamtego flejma uważam, że każdy twórca i czytelnik powinien powiedzieć, jak go coś boli w innym twórcy czy czytelniku. Nie wolno głaskać. To, że to ma reperkusje – nie, no jasne. Ale jeśli ja uważam jakiś komiks za gówno, to czuję się w obowiązku ostrzec znajomych, żeby tego nie brali.

    Jak jest dobry, to się przebije, bo będzie więcej opinii pozytywnych.

    Kolektyw się przebił, mimo nikłego zainteresowania – w odróżnieniu od niektórych nie skłaniam się jednoznacznie ku złej prasie, złej famie czy środowiskowej zasłonie milczenia – był, jaki był, potrzebował trzech lat, żeby osiągnąć obecne stadium, gdzie pochwały przeważają nad naganami; i osiągnął to niezależnie od opinii środowiska itp. Myśmy zresztą nigdy nie narzekali na słabą sprzedaż. Zawsze nakład schodził, nawet więcej – starsze numery schodziły szybciej niż nowe, te chwalone i doceniane. Taka ciekawostka.

    Sądzę więc, że każda dobra inicjatywa ma szanse.

    Danie szansy, no, widzę tu zamysł – nie udupiać na początku czegoś, co się może rozwinąć, bo jak się udupi, to nie będzie się miało jak rozwinąć. Tym bardziej, że to nie jest tak, że „z moich podatków” się gówno finansuje, więc OK.

    Natomiast, jak mówię, to trochę, wybacz, mam takie wrażenie, idzie w kierunku „ciszej nad tą trumną” – wiesz, na zasadzie jest ciężko, więc może lepiej za bardzo nie ganić, niech się to uchowa. Chyba, że coś źle zrozumiałem. Bo tak mam czasem.

    Abstrahując, zaznaczam, od poziomu dyskusji – są jakie są, flejm na PCWK nie był ani pierwszy, ani najgorszy, ani ostatni na pewno.

  • au

    oj, chyba nie czytałeś tego wątku za dokładnie (ok, wiem, ma ponad 40 stron) bo w pewnym momencie wpadł Turu i była normalna dyskusja kolesi którzy mają różne zdanie: jego z Doktorantem. a potem moja z Jaszczombem (no, skończyła się mało rzeczowo) a dopiero pod koniec jak temat dogasał to zmienił się w przerzucanie one-linerami i jeżdżenie po Bele’m.

    poza tym uważam, że wysoko przeceniasz wpływ takich dyskusji na sprzedaz. ten rynek jest trochę jak polscy wyborcy: i tak zagłosują/kupią, tak jak mieli zamiar, a kampania/dyskusja powoduje tylko głębsze okopanie się na swoich pozycjach. nakłady 100-200 sztuk są obliczone właśnie tylko na nich, są zwyczajnie za małe żeby złapać przypadkowego „niezdecydowanego wyborcę”. posunąłbym sie do stwierdzenia, że opinie na forach internetowych w ogóle nie mają wpływu na sprzedaż komiksów, ale to dłuższy temat.

  • JAPONfan

    Ja mniej wiecej wiem o co chodzi. O to ze ponoc wszyscy sie z wszysckimi nie lubią (w sensie wszyscy czyli cale srodowisko komiksowe czyli wszystkie 300 osob), wiec nie kupie rzeczy od kogos kogo moja „frakcja” nie lubi. Przy Forum Komiks to wyszło. czlonkowie i sympatycy PSK nie kupowali, bo postanowili sobie zbojkotować, wiec sprzedaz slaba. Ja ostatnio sie dowiedzialem ze jestem czlonkiem kolka motywowodrogowego. I teraz ktoś kto mnie tak postrzega, przeczyta co ja tam gdzies sobie beknę, nawet na twicie i bedzie ze ja czyli wszyscy moi „kolesie”. Zwlaszcza jak sie ktos kto tez „członkiem” kólka jest ze mna zgodzi.
    Ja w świat „polskiego komiksu” wszedlem dośc późno. Jakos wcześniej nie bylo okazji. I kurde, nie moja wina że Śledziu nie jest otoczony wianuszkiem organizatorow i normalnie mozna z nim pogadac palac papierosa. I to znaczy ze jestesmy kumplami i to ze pisze tak a nie inaczej o Produkcie znaczy ze robie to tylko dlatego ze to kolesiostwo?
    Zgadzam sie z Mistrzem ze to co piszemy i mowimy jako czytelnicy przeklada sie potem na postrzeganie tego co znajomi robią. Zszedl cały Kolektyw ale nie wiadomo, może dużo ludzi nawet po niego nie sięgneło bo PCWK to buce co nie lubią scenariuszy Szyłaka.

  • Ja osobiście uważam, JAPON, że jak ktoś tak myśli, jak to zaprezentowałeś, to się z chujem na łby zamienił i ja go nie chcę znać, ani nie chcę jego kasy jako wydawca :D

    No i przełamię schemat kłamstwa – nie dość, że ja kupiłem Komiks Forum, to jeszcze recenzję napisałem. A nie tylko jestem członkiem PSK, to jeszcze kawangardzistą…

  • JAPONfan

    No ale wiesz, jednak pojazd byl taki jak mniej wiecej po tobie w watku KZ-tu na gildii. I teraz mój punkt, młodzież z PCWK wydaj swój zbiorek. Młodzież z tego forum co to jeździli po Szyłaku. A no sorry ale ja tez bym tak odebrał ze jak gówniarz nadaje na kogos z tytułem naukowym to w dupie był i gówno widział. I z dystansem bym podchodzil do ich dzieła.

    Do czego, konkretnie, pije. Trudno sie kłócic z kims nie będac samemu w jakimś tam kółeczku. Problem z tym żeby umieć oddzielic kiedy się dyskutuje z kimś kto jest po prostu czytelnikiem a kiedy z kimś kto jest twórcą/wydawca/czlonkiem ruchu na rzecz fajniejszych komiksów.

  • au

    „nie udupiać na początku czegoś, co się może rozwinąć” to mogę zrozumieć, ale jesli coś jest po prostu złe to mamy o tym nie mówić bo nie wypada? czym to się różni od „to kolegi więc nie zgnoję choćby nie wiem jaka nędza”?
    a biorąc pod uwagę, że 99% wszystkiego jest chłamem, to przejebane. ludzie w ogóle dość osobiście traktują te swoje wypociny, chyba że mają taki dystans jak Ty, tak ze lepiej w ogóle się nie odzywać, bo „nie znam człowieka, ale nie napiszę ze chujowe, bo znów się obrazi”.

  • au

    Japonu, ale próbujesz uspawiedliwiać chujową argumentację „zrób lepiej”, w której podtekscie pobrzmiewa „zrób, zrób, to cię z zemsty zjebiemy”.
    na normanym rynku ostatnie, decydujące i najważniejsze słowo ma czytelnik, który nie musi wcale wiedzieć jak się pisze czy rysuje, on tylko musi wiedzieć czy mu się podoba. to tylko u nas jest takie wynaturzenie, że większość czytelników to jednoczesnie twórcy.

  • Rob

    Ja tylko w kwestii formalnej:

    Dla przykładu, mogę się mylić, acz przekonany jestem, że wiele osób odpuściło sobie zainteresowanie papierowym KOLEKTYWEM i w efekcie zakup, ze względu na tamte teksty na forum. Część publicystów też, a ci którzy napisali recki zapewne patrzyli przez pryzmat całej dyskusji o jakości.

    Niby dlaczego. Forum PCWK to nie było forum Kolektywu czy Netkolektywu. W dyskusji od samego początku brał udział tylko godai, bele dołączył się jakoś pod koniec. Ba, aktywnie brali w niej udział Jaszczu i Maciej, którzy później w Kolektywie parokrotnie publikowali.

    To tak samo jakby twierdzić, że ktoś przez pryzmat flejmów na Alei Komiksu będzie gorzej oceniał komiksy wydawane przez Egmont, bo na Alei Tomasz Kołodziejczak.

    Oczywiście, recenzje pierwszych Kolektywów były raczej mało pochlebne. Ale to dlatego, że był to materiał przeraźliwie słaby, tworzonych przez niezdyscyplinowanych twórców – nie dlatego że któryś z publicystów miał w pamięci ten konkretny wątek.

  • JAPONfan

    au: nie, ja po prostu zauważam że problemem argumentacji „zrob lepiej” jest to że „jedziesz po A ale B bronisz choć jego rysunki sa chujowsze bo to twoj kumpel bo cie z nim na miescie widzieli”. I ze trudno u nas byc tylko czytelnikiem. Znaczy się da. Ale tylko czytelnicy to tacy co omijaja, FG, aleje, KZ i Kolorowe. Kupuja komiksy i czytaja w domu i siedzą cicho. Sam powiedz nikt autorowi scenariusza „Szramy” nie wyciągał przeszłości telewizyjnej?
    Zaczynam zauważac ze coraz mniej sie rozmawia o komiksie a coraz więcej o tym kto kogo lubi i dlaczego nie lubią kogos innego.

  • au

    no chyba że tak. ale co ma przesłość telewizyjna Grima do tego?
    poza tym zdziwiłbyś się ilu ludzi nie czyta FG, KZ, Alei ani nawet Esensji, a czyta komiksy.

  • @Au
    no kamon, bądźmy szczerzy, tamta rozmowa przeszła z rozmowy o komiksie i jakości scenariuszy w osobiste wycieczki. Dyskusja wyszła – inaczej – wychodziła zbyt często, wtedy poza ramy rzeczowości. Tak bym się nie czepiał.
    Jestem pewny, że każdy twórca liczy na konkretny feedback, jakieś opinie zwrotne, nawet jeśli coś co stworzył jest przeciętne, słabe czy dobre. Jak widzisz, że dyskusja nie skupia się już na krytyce twórczości a ci który piszą w pewnym momencie już odchodzą od meritum na rzecz inwektyw, to co możesz się dowiedzieć z takich opinii na temat swojego dzieła. Po co to komu.
    No ale argumentacja „zrób lepiej” wcale nie jest taka zła, jeśli mówimy o kłótniach twórców na temat jakości swoich dzieł. Nie jest to złe podejście. „Zrób lepiej” jest chujowe tylko w momencie relacji twórca> czytelnik (ale czytelnik czytelnik, nie twórca-czytelnik). To już bardziej drażni mnie hasło: „no może jestem i twórcą/wydawcą ale jebie cie jako przeciętny, niezależny czytelnik”.

    @ Godai
    ja jestem zwolennikiem sporów, lubię kiedy coś się dzieje, to napędza zawsze zainteresowanie tematem. No ale jednak coś zaszwankowało. Bo my tu sobie na tych forkach gadu gadu na temat wzajemnej twórczości, ale kompletnie w dystansie od
    czytelnika. Póki coś się ukazywało, w sensie komiks jakiś, to pod przykrywką dyskusji o komiksie pojawiały się de facto spory personalne. Bo nie były to mimo wszystko uwagi czytelnika do twórcy, tylko twórców/wydawców/publicystów do drugich twórców/wydawców/publicystów i też w efekcie tych drobnych środowisk między sobą, skupionych wokół któregoś z nich
    .
    Może i jest coś w tym „ciszej nad tą trumną” ale w czasach zinów-xerówek było sporo badziewia i nikt nie walił na zasadzie „prawdą prosto w oczy, bo mogę a nawet powinienem”. Nie było sztucznego poklepywania się po plecach, tylko po prostu, każdy sobie próbował podnieść poprzeczkę. Z tamtych zinów wyrosły nowe lepsze pisma (choćby ZINIOL, z KKK – CYRKIELNIA, z KONTRY, PARADOXU, AZBESTU wyrósł PRODUKT, ewolucję przeszedł KRAKERS), lub undergrounowe oficyny przeobraziły się w wydawnictwa sprzedające duże nakłady (ZIN ZIN), ewolucję przeszły i ukształtowały się popularne postaci (Jeż Jerzy, Likwidator) – gdyby się tak wszyscy napierdalali wtedy, to nic by z tego potem, czyli nie było.
    To był rynek budowany od zera. Były takie okresy, miesiące -że nie ukazywało się nic. Też wydawało się, że nie ma na to rynku. A jednak udało się z tego wybrnąć, do momentu w którym zaczęto sobie wrzucać.
    Jak piszesz, że nakłady się sprzedają, to patrz na to nie na zasadzie „zeszedł mi cały 200 egzemplarzowy nakład w pół roku” tylko „mógłbym za jednym zamachem sprzedać 500 wydając co 2 miechy”. Bo takie mogłyby być i mogą być może jeszcze, proporcje.
    Tego się nie osiągnie od wchodzenia w spory personalne z innym twórcą/wydawcą. A jako twórców w naszym wspólnym interesie jest to, aby ukazywało się jak najwięcej rzeczy – nawet tych słabych.

  • JAPONfan

    przychylam komcia.

  • au

    Miszczu, osobiście nie osobiście- chuj z tym. prawda ze Szyłaka nie lubię. pojechalismy sobie kiedys po osobach i juz nie będę się kłócił kto zaczął. ale to nie zmienia faktu, ze Szyłak scenariusze pisze generalnie złe. jeżeli bardzo chcesz to w wolnej chwili zbiorę do kupy i spiszę co uważam w jego scenariszach za złe, ale pisałem to juz w tamtym wątku i mozna to znaleźć między radosnymi erupcjami złośliwości. jezeli czynisz zarzut z wychodzenia poza ramy rzeczowości to uczyń go tez, proszę, Szyłakowi zeby było sprawiedliwie, bo zdarzyło się nie raz, i wszystkim innym dyskusjom internetowym, bo taka ich natura. i kto bez grzechu niech pierwszy rzuci kamieniem.

    poza tym: komiksy się ukazują zarówno Kolektywu jak i Szyłaka więc zarzut pierdolenia zamiast robienia jest chybiony. a czasy zinów-kserówek idealizujesz- osobiste wycieczki były zawsze i zawsze się ktos z kimś nie lubił i miał inna koncepcję i na konwentach udawał że nie widzi. nie będzie nazwisk bo to było dawno i nie pamiętam, przyłaziłem jako szczawik gdzies tam a ktoś mi mówił „o, ten z tym sie nienawidzą” a mnie to nie za bardzo obchodziło. ale nie było wtedy internetu i może dlatego nie było to tak widoczne.

  • KRL

    kupując komiks płacę moją zarobioną kasą. mam święte prawo decydować jaki tytuł lubię, jaki nie, jakiego autora lubię, jakiego nie, jakiego wydawcę lubię jakiego nie. nikt mnie nie zmusi do kupienia Komiks Forum tylko dlatego, że to dobry album i że powinienem wydać na niego moją kasę – skoro ja twierdzę, że wydawca jest bufonem i nie zapłacę mu złamanego grosza. dopóki nie żyję w kraju totalitarnym – jako konsument mogę odrzucić produkt z każdego powodu.

    komiksy to produkt. nie obchodzą mnie kliki, kółka wzajemnej adoracji kiedy podchodzę do półki w księgarni, albo na odwrót – mam prawo brać to pod uwagę i tym się kierować – na tym polega wolny rynek.

    ba – ja głośno i wyraźnie powiem, że kliki istnieją – istnieje środowisko kawangardowe cokolwiek by ono nie oznaczało. istnieje grupa ludzi, która się wspiera i zna. i co z tego? to problem tych, których to boli. komiks polski to nie świątojebliwa sprawa narodowa tylko marketing, może mikro – ale jednak biznes. mam głęboko w dupie, że kogoś boli, że jest grupka twórców i wydawców którzy coś razem kombinują. kombinują po to żeby sobie pomóc, albo żeby pozbyć się konkurencji. to jest tak normalne i naturalne, że aż nie warte roztrząsania.

    sam do takich grup należę. będę wspierał komiksy Śledzia, będę (jeżeli najdzie mnie ochota) gnoił wydawnictwa pana Idczaka – niech ktoś mi zabroni. czytelnicy mają mózgi – mają portfele wypełnione swoimi ciężko zarobionymi pieniędzmi. mogą decydować jak chcę i ile chcą. z kolei grupki znajomych powinny przestać wstydzić się tego, że do tych grup należą. powinny przestać tłumaczyć się wiecznie obrażonym na świat desperatom, że coś takiego nie istnieje. bo istnieje. i co z tego? ja tam jestem dumny, że doczekałem w polskim komiksie czasów, kiedy zamiast pierdolić w kółko o kolorowych zeszytach – mogę z ludźmi o podobnych poglądach jawnie napić się piwa i skorzystać z ich pomocy, albo w miarę możliwości pomagać. jeżeli ktoś mi przychodzi i pierdoli, że nie mam do tego prawa bo nikt nie ma monopolu na polski komiks, to ja powiem, że może monopolu jeszcze nie ma, ale jeszcze chwila moment i taki będzie. bo jak towarzystwo jest zgrane to zrobi więcej niż wiecznie skłóceni ze światem i samymi sobą ludzie urwani z księżyca, którym się coś nie podoba, bo nie.

    każdy ma swój sposób na promocję i sprzedaż swojego produktu.

    dopóki klient nie jest zmuszany siłą do wykładania pieniędzy.

    nikt nie zmuszał do kupowania Kartonu, a sprzedał się jak piwo na festynie. i chuj powinno obchodzić konkurencję jakimi metodami to uzyskano – dopóki nie złamano prawa.

  • KRL – aż chce się przychylić komenta. Sam niedawno doszedłem do podobnych wniosków (lepiej późno, niż wcale). Kolesiostwo nie jest takie złe, jeżeli idzie za nim coś konstruktywnego.

  • au

    „nikt mnie nie zmusi do kupienia Komiks Forum tylko dlatego, że to dobry album i że powinienem wydać na niego moją kasę – skoro ja twierdzę, że wydawca jest bufonem i nie zapłacę mu złamanego grosza.”- nawet więcej! nikt Ci nie zabroni go kupić mimo ze wydawca jest bufonem, jeśli Cię taka najdzie ochota, bo uważasz, że album dobry! taka wolność sie porobiła!

  • KRL

    no dokładnie. to działa w różne strony. i nie ma sensu zabraniać jakiejkolwiek drogi wyboru. jeszcze tego brakowało, żeby ktoś mi zaglądał w portfel i decydował czy postępuję z moją kasą słusznie czy nie i próbował mi wyperswadować właściwe i słuszne kryteria wyboru.

  • JAPONfan

    Działa to tez tak ze robi sie „komiks kobiecy” dla celów marketingowych.

  • No właśnie. Ja teraz robię komiks kobiecy. Bohaterką jest kobieta. Wprawdzie niestety kobieta silna (bo strzela z karabinu), ale zawsze.

  • au

    wcale nie musi być silna do strzelania z 5.56.

  • KRL

    a tu akurat nie chodzi o portfele. to jest po prostu głupie. u podstaw. i tez nikt mi nie zabroni nazwać czegoś co jest głupie głupotą. nawet jeżeli to subiektywny werdykt.

  • KRL

    ja to bym skwitował i zakończył jednym zdanie: zamiast pierdolić – rysować.

    czytelnicy zagłosują i ocenią. w księgarniach.

  • KRL

    no i wypadałoby dodać: rysować i promować jak się umie. przez kliki, przez image, przez warsztat, przez kumpli.

    można nawet promować się jadem i teoriami spiskowymi. ale później do siebie proszę pretensje kierować, że się kilkanaście sztuk komiksu sprzedało.

  • Dajmy już temu spokój kwestii tamtego forum. Użyłem tamtego przykładu jako ilustracji tego co ja osobiście uważałem i wciąż uważam za niepotrzebne. Nie chce tu forsować zabraniania wypowiedzi, recenzowania, czy mocnych opinii.
    Stwierdzam tylko, że niesie to zawsze jakieś niekoniecznie dobre, przynajmniej z mojego punktu widzenia, konsekwencje. A czy dla kogoś taka obserwacja będzie przydatna… Wolna wola.

    Nikt przecież nikogo tu, do czegokolwiek nie zmusza. Ani do kupowania czegoś, ani do lubienia kontrowersyjnych redaktorów, ani do wypierania się kumpli:) Tu także wolna wola.

    Monopolu na nic nie będzie do póki ja robię komiksy:)

  • Jezu, Mistrz, to nie przestawaj, bo będzie monopol ;)

    @au – ja się do ciebie w ogóle zgłoszę po poradę w kwestii broni.

  • au

    spoko, tylko daj znać wczesniej, bo moze nie wszystko akurat być na składzie :]